Zaskoczyła mnie. Byłyśmy razem z sklepie. Ona i jej dwójka dzieci oraz ja z dziewczynkami. Nie znałam jej. Nigdy wcześniej jej nie widziałam. Ale Wiki podbiegła do jej synów, więc mimo wszystko nawiązała się między nami jakaś relacja. Uśmiechnęłam się. Odwzajemniła uśmiech. W pewnym momencie zauważyłam jednak, jak puszczają jej nerwy, z powodu najzwyczajniejszej, dziecięcej nadpobudliwości starszego syna. Takiej samej jak Wiki. Oj też się wkurzyłam. Biegali po sklepie i na nasze stanowcze „przestańcie biegać”, reakcja była zerowa. W pewnym momencie udało jej się go przywołać go i już nieco ciszej rzekła do niego, w nadziei, że jej nie słyszę: „Czy Ty nie możesz zachowywać się tak, jak Twój młodszy brat?”. „Dlaczego Ty nigdy mnie nie słuchasz?Dlaczego Staś potrafi, a Ty nie?

W tym momencie zauważałam, jak łzy napływają mu do oczu. Odwróciłam wzrok. Nie chciałam być częścią tego „przedstawienia”. W roli widza czułam się źle. Odeszłam. Widziałam tylko, jak wychodzą pośpiesznie ze sklepu. Po chwili złapałam Wiki i stanowczo poprosiłam, by się nie oddalała. Posłuchała.

W drodze powrotnej do domu myślałam o tym, jak zachowała się tamta mama. Chciałam się czegoś nauczyć. Chciałam się cofnąć i powiedzieć jej: „Starszy nie znaczy gorszy. Starszy znaczy inny”. Nie cierpię porównań. Nigdy nie porównywałam jednej córki do drugiej w ich towarzystwie, nawet gdy w grę wchodziły jakieś umiejętności. Nigdy nie zrobiłabym tego, bo wiem, że te słowa potrafią zranić. Taki Staś żyje w przekonaniu, że jest lepszy niż jego brat, a Kubuś (powiedzmy, że tak miał na imię) myśli, że jest gorszy. Że nie potrafi być tak dobry. Że zawodzi mamę. A przecież to nie tak, prawda? Zobacz. Niby słowa, ale potrafią wpłynąć na całe życie …

Dziś krótko. Obowiązki wzywają.

Dlatego proszę. Nie porównujmy.

Nigdy przy dzieciach.

Niech między nimi jest znak równości.

To pozwoli im rozwinąć skrzydła w poczuciu miłości, którą my Mamy dla swoich dzieci mnożymy, a nie dzielimy, no nie?

Buziak!