Właśnie Maja zasnęła, a Wiki chwilę przed. Kolejny dzień, spędzony w domu za nami. Przed nami podobne dwa tygodnie. O ile nie dłużej. Na ulicach głucho. Za oknem w ciągu dnia pojedyncze jednostki, a pod wieczór jeszcze głuchsza cisza. Od kilku dni nie ma wizyt dzieciaków w domu. Nie ma kawy z sąsiadką. Nie słychać imprez u studentów obok. Świat na chwilę przystopował. I ja też. 

Chciałabym Ci teraz napisać, że każda z nas dostała wyjątkową możliwość spędzenia tego czasu z rodziną. Że powinniśmy ten czas chłonąć jak gąbka. Cieszyć się leniwymi porankami. Możliwością czytania książek, picia gorącego kakao pod kocem razem z dziećmi. Chciałabym napisać Ci, że tak to u mnie wygląda. Niestety. Rzeczywistość wygląda inaczej. 

Owszem. Jest wolniej. Ale o dziwo moje córki nie wstają później i nie chodzą spać blisko nocy. Wstają jeszcze wcześniej, bo z nudów zasypiają prędzej niż przy normalnej codzienności. Energia je rozpiera i ciężko ujarzmić je w domu. A trzeba. Ratują nas krótkie spacery do lasu. W tej codzienności to rozrywka lepsza niż najfajniejszy plac zabaw. 

A ja? Nie stałam się wyjątkową mamą na medal. Prawdę mówiąc, gdybym teraz miała poświęcić im każdą minutę – na wymyślaniu zabaw, kolorowaniu, rysowaniu, planszówkach itd… to chyba dostałabym kręćka. Tak bardzo doceniam, że jest ich dwie. Że nie mam w domu jedynaczki. Że kiedy potrzebuję coś zrobić – one bawią się ze sobą. Bo bądźmy szczerzy – ja też czasem nie mam sił. A nawet ochoty. 

I znowu udzielają mi się minusy samodzielnego macierzyństwo. Ja jedna i one dwie. Dzień mijający pod hasłem dziecięcych pytań, wrzasków i sprzeczek. Brak obok dorosłego przytłacza. W takiej sytuacji najbardziej. Dawniej naprawdę ta kawa z Anią z piętra niżej była momentami wybawieniem…

I nie chodzi o to, że narzekam. Nie narzekam. Przyjmuję to, co trzeba jako konieczność. Jako normalność. Kiedyś sytuacja minie i powrócą dni, kiedy marzyłam, by nie musieć ich odwozić na 8 do szkoły. Teraz nie muszę. I kolorowo też nie jest. 

Ale chcę Ci powiedzieć, że jeśli czujesz się tym przytłoczona, to masz do tego prawo. 
Masz prawo się denerwować i nie wiedzieć, co masz czasem ze sobą zrobić. Masz prawo czuć strach. Masz prawo się bać. Masz prawo to przeżywać. 

Nie musisz cały dzień poświęcać dzieciom, mając z tyłu za głową głos mówiący „korzystaj póki możesz”. Bo wierzę, że korzystasz z tego każdego dnia. Na miarę najlepszych swoich możliwości. 

I może faktycznie warto teraz zwolnić. Porobić wspólnie porządki. Poczytać dzieciom książki. Pogotować. I oglądać filmy familijne co wieczór. 
Ale dajmy sobie też przyzwolenie na to, by nie robić nic. By w tym wszystkim też zająć się sobą. Tylko sobą. Zanim powrócimy do codzienności, której czasem nam tak brak..