„Mamusiu, dokąd idziesz?” – rzekła, któregoś razu Wiktoria, gdy ubrana, powoli zmierzałam ku wyjściu …
Tak naprawdę wolałam, by nie zauważyła, że wychodzę z domu, ale ponieważ nasze mieszkanie to nie dom, nie dało rady ukryć tego przed nią. Nie dało rady nie wyjść, pozostając niezauważoną. Nie jestem przecież duchem.
„Idę Kochanie do pracy, niedługo wracam” – rzekłam, po czym spytałam: „Dasz mi buziaka?”
„Mamusiu, a kiedy wrócisz?, Bo wrócisz, prawda?” – spytała, patrząc mi głęboko w oczy. Po czym rzekła „Mamusiu proszę, nie wracaj do pracy…” Jej oczy zalewały się łzami, a moje, choć starannie wytuszowane, robiły się coraz bardziej mokre. Co by tu dużo mówić. Pierwszy raz, odkąd ją urodziłam, rozstawałam się z nią na dłużej, niż 15 minut, bo zazwyczaj tyle czasu zajmowało mi zrobienie zakupów w Biedronce, do której mam bliżej niż do własnej toalety. Wiedziałam jedno. Będzie płacz. I choć jednocześnie zdawałam sobie sprawę, że będzie w doskonałych rękach, Tatusiowych rękach, to jak dotąd to właśnie ja byłam osobą, z którą Ona nie rozstawała się nigdy.  A tu nagle bum – Mama wraca do pracy. Co prawda nie do korporacji, tylko na swoje śmieci, ale zawsze to praca. Trzeba zadbać o klienta, pojechać, zrobić, wrócić. A to wszystko pochłania czas i … energię. Czas, który póki co w 100 % należał się jej. Przeplatany domowymi obowiązkami, ale zawsze z Nią u swego boku. Teraz jakaś cząstka tego czasu, została nam odebrana. Zdarzyło się więc coś, z czym na początku obie nie umiałyśmy sobie poradzić.

Płacz był. Nie taki zwykły, ale inny – histeryczny. Bo złośliwość rzeczy martwych, albo zwykły przypadek, zadecydował, że tego dnia w drodze powrotnej popsuło mi się auto. Drobna błahostka, która zatrzymała mnie na mieście godzinę dłużej. Dla mnie to była chwila. Dla Niej – wieczność. Płakała, płakała, aż w końcu wykończona szlochaniem – usnęła, wtulona w objęcia Taty. Czekała na mnie. Gdy wróciłam, Ona spała. Obudziła się dopiero rano. Tamtego ranka chciałam dać jej buziaka. Nie chciała. Wprost powiedziała, stanowczo na swój dziecinny sposób, ale zarazem z wielkim żalem – „Czekałam na Ciebie Mamusiu”. Znów zaszkliły mi się oczy. Tego dnia, całą swoją uwagę, chciałam poświęcić tylko jej. Dla rekompensaty. Rekompensaty straconego czasu. W moich oczach był on stracony. Bo nie było mnie z nią. A najgorsza była świadomość tego, że takich dni będzie coraz więcej. Jednak …

Gdy kolejny raz wychodziłam do pracy, dawała mi buziaka wciąż z zaszklonymi oczami, ale z lekkim uśmiechem na twarzy, następnego razu, oczy już miała błyszczące, ale nie od płaczu, ale z podekscytowania, bo jak sama rzekła „Będziemy z Tatusiem budować statek”. A gdy po raz enty wyszłam, Ona zajęta swoimi zabawkami, nawet mnie nie zauważyła … 

Tylko ja jechałam do pracy ze łzami w oczach i z wyrzutami sumienia w sercu.  Miałam wrażenie, jakbym nagle przestała się dla niej liczyć. Kiedyś płakała jak wychodziłam, teraz wychodząc słyszę jej głośny śmiech w pokoju obok. Zamykam drzwi.

STOP

Ej. To wcale nie jest tak.

Przecież dla niej byłam, jestem i będę jej ukochaną Mamusią. „Czemu więc rozstanie ze mną znosi tak dobrze?” – sama zadałam sobie to pytanie. Cóż. Moje dziecko dorasta. Każdego dnia z małej larwy przeistacza się w pięknego motylka. W dodatku samodzielnego motylka, który potrafi adaptować się do nowej sytuacji i który rozumie coraz więcej i lepiej. Rozstania były, są i będą trudne. Dla niej najgorsze były te pierwsze. Bo wydarzyły się rzeczy, na które nie była przygotowana. Tak, tak – nigdy wcześniej nie rozmawiałam z nią o tym, że Mamusia do pracy wrócić musi. Może to błąd? Może warto przyzwyczaić dziecko do nowej sytuacji. Np. przed planowanym powrotem do pracy, wyrwać się czasem z domu, na babskie pogaduchy, tak by dla dziecka nowa sytuacja nie była szokiem. Mi wydawało się, że Wiki i tak nic z tego nie zrozumie. Bo skąd ma wiedzieć, czym jest praca? Z pracą kojarzy się jej Tata. A Mama kojarzy się ze śmiechem co rano i  z wygłupami po obiedzie. Bo przecież „pieniążki się drukuje” – rzekła kiedyś. Ale z czasem ta sytuacja, że Mama wychodzi do pracy, stała się dla niej normalnością. Normalną koleją rzeczy.

Ja dochodziłam do tego dłużej. W głowie tysiące myśli. W tym jedna przodująca –  jestem złą Mamą – zostawiam swoje dziecko po to, by móc zarabiać pieniądze. I znów. STOP. Bo czy to naprawdę tak wygląda? Gdybym nie musiała tego robić, to bym tego nie robiła. No chyba, że naprawdę bym chciała, jednak ja należę bardziej do kur domowych, więc gdybym pracować nie musiała, to bym tego nie robiła. Ale gdy wyjścia nie ma i pracować trzeba, to wyrzuty sumienia muszą odpłynąć w siną dal. Bo każdy taki wyrzutu, to cios w serce matki, a im więcej ciosów, tym porażka gwarantowana.

Cóż. My matki lubimy żyć w symbiozie ze swymi dziećmi. Początkowo byśmy tych małych stópek na krok nie odstępowały, ale czas goni i warto zdać sobie sprawę z tego, że Dziecku bez nas krzywda się nie dzieje. Bo niania da mu jeść i pić. Pobawią się, poczytają, może usną wtuleni w siebie, a mimo to, gdy wrócisz do domu, po 8 godzinach pracy, stęskniona, może czasem smutna lub zła, to własnie te małe rączki, równie stęsknione jak Ty, rzucą ci się na szyję i powiedzą „Kocham Cię Mamusiu”. Żyje dziecko, żyjesz Ty … Może chwilowo w ciągu dnia, nieco dalej od siebie, ale wciąż z wielką miłością w sercu …

Pozbyłam się więc złych myśli. Wyluzowałam, ochłonęłam … poukładałam sobie plan dnia, w dni, które musiałam poświęcić się  pracy …A dziś?

Dziś, gdy wychodzę, dostaję buziaka na do widzenia i jedno pytanie „Kupisz mi coś jak wrócisz?”. Nie ma już łez, nie ma tęsknoty. Bo wiadome jest, że Mama wyszła, lecz wróci. Bo wiadomo, że tak jak Mama to nie kocha nikt inny na całej galaktyce … Bo Mamy nie zastąpi nikt. Żadna niania. Żadna Babcia. Żaden żłobek czy przedszkole. Oni pomogą. Fakt. Ale i tak najpiękniejsze chwile spędzi dziecko w swoim własnym domu. I nawet jeśli te chwile będą czasami krótsze, niż byś tego chciała, to dla Twojej pociechy i dla Ciebie, to będzie najlepiej wykorzystany czas w ciągu dnia.

Czas, gdy jesteście RAZEM

Modern family

*Wpis powstał na życzenie jednej z czytelniczek, która niebawem wraca do pracy i nie potrafi sobie tego wyobrazić. Serce jej pęka, że zostawia swoje dziecko w domu. I bardzo prosi Was o pomoc. Chce byście opowiedziały, jak Wy radziłyście sobie z powrotem, jak radziło sobie Wasze dziecko. Dodajcie jej wiary w to, że będzie dobrze :))