Miałam po porodzie moje jedno, osobiste marzenie. Oczywiście pomijając fakt bycia z córką 24 h/ dobę, chciałam pójść do toalety i doprowadzić się do porządku. Chciałam się umyć i umalować.  Bez tony podkładu, tak dyskretnie.  Wydawało mi się ze wytuszowane rzęsy i policzki muśnięte różem, sprawią, że będę wyglądać jak milion dolarów.  Nie dla personelu czy koleżanki z łóżka obok. Ale dla siebie i dla męża.

Nie pomyliłam się.  Gdy przemierzałam szpitalny korytarz wolnym krokiem z drenem w ręce ( przy okazji drenu, najgorsza rzecz ever) spojrzałam w lustro i poczułam się pewna siebie. Powiedziałam sobie: „ Nie wyglądasz źle. Nawet całkiem, całkiem jak na jednodniową mamę”. Potem przyszedł on i rzucił czarująco: „Cześć seksowna mamuśko„. Zrobiłam się czerwona. Trzy słowa własnego męża wprawiły mnie w zakłopotanie,  a zarazem sprawiły mi podobna ROZKOSZ jaka daję to coś na „O” 🙂

Gdy wróciłam do domu, każdego ranka było to samo. Wstawałam, szłam do łazienki, ogarniałam siebie i dopiero zaczynałam dzień. Tak jest do dziś. Mam swoje 5 minut i właśnie dziś pokaże Ci, że naprawdę warto.

Seksowna czy zaniedbana?

Nim zaczniesz czytać dalej, wstań, idź do lustra i przyjrzyj się sama sobie. Spójrz na swoją cerę, swoje włosy, zobacz jak jesteś ubrana. Gotowa? No to widzimy się za 2 minuty z powrotem.

Jesteś? Oki. Możesz czytać dalej. To teraz powiedz mi, kogo zobaczyłaś?  Albo inaczej, bo przecież zobaczyłaś samą siebie. Czy jesteś zadowolona z tego, co zobaczyłaś w lustrze? A może uda Ci się jeszcze przypomnieć, czy spoglądając w swoje odbicie uśmiechnęłaś się sama do siebie, czy raczej kąciki Twoich ust opadły na sam dół i bliżej im było do Twoich cycków, niż do Twego ucha? Masz teraz chwilkę by móc się zastanowić.  Znów zadam Ci to samo pytanie. Czy jesteś zadowolona z tego, co zobaczyłaś?

Masz dwie opcje. TAK albo NIE. Co prawda nie widzę Cię, ale domyślam się, że albo poczułaś się fantastycznie albo złapałaś lekkiego doła. Bo daleko Ci do ideału.  Tyle że dziś nie o ideałach pomówimy, bo kurde, spójrzmy prawdzie w  oczy. Kobieta dla siebie samej zawsze jest krytyczna  i choćby sam Jason Statham (fajny, no nie? 🙂 ) poprosił ją o rękę, to ona i tak będzie uważała, że jest do bani. Takie życie.  Kobieta idealna nie istnieje. Tyle że kto ideału od Ciebie oczekuje?

Twój mąż? Dziecko? Mama czy sąsiadka?   A może koleżanka ze szkolnej ławki?  Nie. Ideału OCZEKUJESZ sama od siebie i w tym tkwi Twój błąd.  To był również mój błąd. Wyleczyłam się.

Oki. Ale wróćmy do lustra i tego co w nim zobaczyłaś. Pomyśl sobie, że dokładnie na taką osobę, na którą Ty spojrzałaś w lustrze, codziennie patrzą Twoi bliscy. Dzień w dzień widzą cie taką, jaka jesteś!  Na co patrzą? Czy Twój mąż ma na czym zawiesić oko? Czy widzi Cię seksowną czy zaniedbaną?

Oki. Ale założę się, że padnie Twoje pierwsze „ale” …

… „Ale nie mam czasu. Nie mam czasu kawy ciepłej wypić, a Ty mi tu gadu gadu o malowaniu, albo robieniu z siebie  pajaca”  Spoko. Mi z tą kawą też ciężko. Tyle że kawa, nawet zimna ma kofeinę. Jeśli wypijesz – pomoże. A bez tej małej kropki nad i, bez tego czegoś, co sprawia, że TY sama czujesz się sexy, cały dzień będzie do bani.

Ale masz też drugie „ale”, no nie?

… „Ale jestem Mamą. Jedno, dwójka, trójka dzieci do ogarnięcia,  mąż w pracy, nikt na mnie nie patrzy, poza kotem, psem lub królikiem, ewentualnie świnką czy rybką, albo teściową” 

Jak to nie patrzy? A Twoje dzieci? Ja wiem, że im nie robi różnicy, czy mama jest umalowana czy nie. Dla nich jesteś najpiękniejsza.  Ale pomyśl o sednie. Jeśli ten drobny szczegół, albo tych kilka szczegółów, mają sprawić, że Ty sama będziesz czuła się lepiej, to zrób to nie dla nich, ale dla siebie. Umaluj się,  załóż sukienkę i bądź szczęśliwą Mamą.  A gdy ON wróci z pracy, podaj mu obiad jak najbardziej seksowna kelnerka w okolicy. Myślisz, że warto? Spróbuj i się przekonaj. 

Wystarczy,  ze znajdziesz tylko 5 minut każdego ranka. Proste? Proste. Zazwyczaj tyle czasu zajmuje mi rankiem szybka kąpiel , wklepanie kremu, lekki podkład,  rzęsy i róż. Tyle. Nic wielkiego. Żadnych kolorów na oczy, co by pod koniec dnia nie wyglądać jak zombie,  po prostu delikatny, subtelny make – up. To coś, co mi sprawia frajdę.  Patrzę na siebie i widzę seksowna mamę.  A i Wiki czasem rzeknie: „Ładnie wyglądasz Mamusiu. Te policzki takie rumiane. To pewnie z miłości”.

Otóż to. Dzieciaki wiedzą najlepiej. To właśnie miłość napędza mnie do działania.  To właśnie miłość sprawia, że latają motyle w moim brzuchu.  Nie tylko miłość do niego. To też miłość do dzieci. To nawet miłość do siebie samej. Tak. Kocham siebie. I Ty też powinnaś. To wcale nie głupie. Lubie ze sobą przebywać, lubię na siebie patrzeć (choć zmieniłabym w sobie wiele, oj wiele) bo widzę w sobie siłę.  Siłę do zmian, do motywowania nie tylko Ciebie, ale i siebie.  To, co robię w życiu, robię właśnie z tej ogromnej, szalonej miłości do najbliższych. 

Bo kim byłabym bez nich?

Okej. Podejdź jeszcze raz do lustra. Pomyśl. Co sprawi, że poczujesz się jeszcze lepiej? Makijaż, może sukienka zamiast wyciągniętego dresu, albo warkocz, zamiast nudnego kucyka? A może czerwone paznokcie albo stringi pod spodniami? Jeśli znajdziesz taką rzecz nie wahaj się. Zrób to, no! Poczuj się dobrze sama ze sobą. Uśmiechnij się, poczuj się sexy. Bo najfajniejsze kury, to kury z własnego podwórka (tak mówią, ja kur nie mam, buuu)  Karmione dają najlepsze jajka. A na Waszym domowym podwórku Kochana, to Ty jesteś kurą. I to jaką kurą! I jak dokarmisz sama siebie, to dla Twoich bliskich będziesz żyłą złota.

To jak? Wchodzisz w to?