Rzuciłam się na głęboką wodę. Spakowałam siebie i dziewczynki w jedną walizkę, w dodatku w bagaż podręczny, gdzie ciuchy rolowałam, by się ze wszystkim zmieścić. Na plecy zarzuciłam plecak, a na biodra nosidło. Wsiadłam do pociągu i wyjechałam na kilka dni do Warszawy. A gdy jeszcze nie byłam u celu … pożałowałam. Ja sama i one dwie. Dwie ręce podzielić na cztery, a jedną głową ogarnąć dwie, to stanowczo nazywa się … wyzwanie.

I gdy zmęczona pobiadoliłam przyjaciółce do słuchawki, usłyszałam: „I po co Ci to … Mówisz, że trudno? Na własne życzenie …Trzeba było siedzieć w domu”. Tak. Na własne życzenie, rzecz jasna, ale … jak nie ja to kto? 

Przyjęło się, że matka nie może ponarzekać …

Nie może powiedzieć, że ma dosyć noszenia 15 kg na rękach, bo powiedzą: „To po co nosisz?” …

Nie może powiedzieć, że zmęczona, bo powiedzą: „Sama chciałaś” …

Nie może kupić dziecku frytek w Macu, bo jak zobaczą raz, to pomyślą, że ona tak codziennie … 

A jak zobaczą, że podnosi głos, to powiedzą, że frustratka …

Jak powie, że ją boli głowa, to nawet tabletki nie podadzą … A jak ją sama weźmie, to powiedzą, że hipochondyczka. Że się nad sobą rozczula. Przecież głowa boli każdego. Takie życie. Nic nowego.

Nawet nie spytają, czy pomóc …

Macierzyństwo bywa męczące. Nie mów, że nie. Ono jest piękne, ale trudne. Pierwsze lata to istny kosmos. Radość pomieszana ze zmęczeniem, przeplatana wyborami, z których każdy jest niewłaściwy. Te, które mówią, że nigdy nie miały dość, kłamią. Mnie to wszystko czasem przerasta. Zwłaszcza teraz, kiedy siedzę wieczorem sama, one śpią w jednym pokoju, a ja w drugim ładuję baterie, choć po godzinie siedzenia na hotelowym łóżku, ich stan wynosi nadal zero. Jak widzę na mieście ludzi bez dzieci, jak siedzą na lajcie i piją drinki, to czuję czasem ukłucie w sercu. Wolność, jakkolwiek to brzmi, jest dziś tym, co chciałaby mieć, na chwilkę. Choć na dobę. Jedną dobę … Ja zamiast drinka od 5 lat piję melissę, żeby ukoić wieczorne emocje …

Nie potrzebuję jednak współczucia. Nie, nie. Nie o to chodzi. Ale czasem potrzebuję dobrego słowa. Powiedzenia mi: „Wow. Dajesz radę Kobieto”. „Super. Jestem z Ciebie dumna”. „Podziwiam Cię, że to ogarniasz”. Jedno dobre słowo …Słowo, które sprawi, że uwierzę w siebie. Że sama będę szczęśliwa, że jestem świetną mamą. Z powerem, mimo tysiąca spraw na głowie …

Robię to, bo chcę. Robię to, świadoma tego, że będę mieć chwile zwątpienia na każdym etapie. Że będzie taki moment w ciągu dnia, gdzie nabita ich kolejną kłótnią, płaczem i wrzaskiem, powiem sobie w duchu: „Dajcie mi spokój. Ja wysiadam”. Takie emocje są wpisane w kanon macierzyństwa. Od stuleci. Każda z nas przeżywa to samo. Każda na swój sposób …

Więc nie wstydź się Mamo, że czasem masz dość. Powiedz o tym głośno. Gwarantuję Ci, że jak to wylejesz, to się pozbierasz. Zdobędziesz siły na kolejny dzień. Bo czasem wystarczy to tylko nazwać po imieniu. 

Mi jest lżej, a jutro …

Jutro będzie lepiej …