Początki wyglądają zawsze niewinnie. Ty po prostu sobie nie radzisz. Albo wydaje Ci się, że nie znasz innego sposobu. Przypominasz sobie, że na Ciebie to zawsze działało, nawet jeśli osobiście tego nie pamiętasz, to mówiono Ci, że efekt był niemal natychmiastowy.

Potem wszystko toczy się lawinowo. Czujesz wyrzuty sumienia, być może widząc łzy w oczach Twojego dziecka, obiecując sobie, że to ostatni raz. Że nie warto. Że można znaleźć inną metodę. A gdy przychodzi co do czego, to i tak robisz to samo. Bo szybszej drogi nie znasz.

Tymczasem okazuje się, że to wszystko ma swoją ciemną stronę. Bo poza skutkiem, który widzisz, zaczynasz zastanawiać się, ku czemu ma to służyć. Zadajesz sobie pytanie: „Co chcę osiagnąć?” I znów chcesz zrobić inaczej. Inaczej niż zawsze. Raz Ci się udaje. Raz. I wracasz do swoich starych nawyków.

Dziś, kiedy jesteś dorosłą kobietą, wiesz, że bardzo nie lubiłaś, kiedy Twoi rodzice uciekali się do takich sztuczek. Za 20 lat Twoje dziecko powie Ci to samo …

STRASZYSZ … czymkolwiek

Straszenie jako metoda wychowawcza jest dość często praktykowana przez rodziców. Tych, którzy nie wiedzą jak wyegzekwować na swoich dzieciach pewną miarę posłuszeństwa. Robienia czegoś tak, jak oni chcą. W naszych oczach może to wyglądać dość zabawnie. Doskonale bowiem zdajemy sobie sprawę, że strasząc nasze dziecko … kłamiemy. Ot. Takie niewinne kłamstewko ku celom wyższym. Nie przyjdzie bowiem Pan Policjant, ani żaden inny Pan. Zza szafy nie wyjdzie żadna „Ała”, a jak dziecko nie umyje wieczorem zębów, to w nocy mu wszystkie nie wypadną. Zresztą nasza inwencja twórcza bywa oszałamiająca i ile z Was przeczyta ten wpis, tyle podejrzewam znalazłoby się „strachów”, które każdego dnia paraliżują jakieś dziecko i sprawiają, że staje się posłuszne w mig. Bo ono naprawdę się boi …

Czy zatem wiemy, jaki błąd popełniamy stosując tą metodę, znaną od dawna, na naszych dzieciach?

O ile dla nas może być to zabawne, a przy okazji cieszymy się, że tak szybko udało nam sie przywołać dziecko „do porządku”, o tyle dziecku wcale nie jest do śmiechu ... Owszem. Osiągamy cel. Dziecko straszone, niemal natychmiast zaprzestaje „złego zachowania„. Czemu? Ze strachu. Jego wyobraźnia jest o wiele bardziej ekspresyjna niż nasza, i choć dla nas Pan to taki Pan, to dla niego Ten Pan, to Pan, który zaraz zastuka do drzwi, będzie miał brodę, a w ręku będzie trzymał łopatę. Ten Pan wejdzie w brudnych butach do domu, po czym swe kroki od razu skieruje do pokoju dziecka by móc je zabrać. Gdzie? Oj … nawet nie chcę wiedzieć, jakie miejsce wyobraża sobie dziecko. Ale przecież postraszyłaś tylko Panem. Więc o co tyle krzyku? Skąd te łzy?  Postraszyłaś TYLKO, czy AŻ? …

Kiedyś postarszyłam Majkę … dzikiem. Nie wiem w zasadzie czemu. Tak zostało. Raz, drugi, trzeci. Ciągle był ten sam dzik. I wiesz co? Teraz odkręcam to jak mogę, tłumaczę, że dziki nie gryzą, bo ona na widok dzika w Tv, albo w książce, dostaje gęsiej skórki i ucieka, choćby do toalety wołając „dzik, dzik”. Bo jeśli mi wierzy, a wierzy, w końcu jestem jej mamą i mi ufa – to czemu miałaby nie wierzyć, że ten dzik serio coś jej zrobi? … Nim to zrozumie, miną lata …

I to jest sedno. Choć osiagamy natychmiastowy efekt wychowawczy, wywiera on ogromny wpływ na nasze dzieci. Z czasem bowiem uświadamiają sobie, to, co dziś wiesz Ty. Że można było inaczej. Że można było po prostu wytłumaczyć. Powiedzieć czarno na białym, jak może się skończyć uciekanie ze sklepu. Na przykład zaginięciem. Wytłumaczyć, że nie umycie zebów raz, to błahostka, ale może z czasem stać sie nawykiem, a od nawyku do próchnicy droga krótka. Wyjaśnić, że dziecka nikt nie zabierze za płacz w supermarkecie. Nikt i nigdy. Nie z Twojego pozwolenia. Dziecko ci ufa. Nie burz tego.

Dlatego jeśli i tobie sie zdarza … straszyć … czymkolwiek, rzucam Ci wyzwanie. Postaraj się robić inaczej. Znajdź czas na rozmowę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka, jest ona bardziej czasochłonna i może nie być tak skuteczna. W pierwszej chwili. Ale to zaprocentuje. Wierzę w to. Od dziś nie straszę. Staram się tego nie robić. Jeśli podwinie mi sie noga, a pewnie podwienie, to przeczytam ten wpis. Sama dla siebie. Nawrócę się. I wiem, że w końcu mi sie uda. Bo mam jeszcze czas na to, by moje dzieci nie pamiętały Złej Ały. By wiedziały, że gdy czegoś nie robiły to dlatego, że znały jawne konsekwencje, a nie dlatego, że w ich umysłach mieszkał tylko … strach …

To jak? Wchodzisz w to?

Maja

Sandałki – BOBUX

Body – Hey Popinjay

 

  • Agata Wierzgacz

    Moje dzieci są już na tyle duże że nie strasze ich niczym i nikim ale jak były małe to straszyłam je potworem , który siedzi na dnie stawu i czeka aż tam przyjdą żeby je zabrać do siebie , wiem że to niezbyt mądre było ale skutkowało i nie chodziły same na staw który mam 5 m od domu.Ten staw spędzał mi sen z powiek .

  • Monika Flok

    oj kochana ja tak ostatnio nie dawałam sobie rady z młodsza i u rodziców zaczełam ją nie to ze straszyć -poprostu powiedziałam jej tylko raz ze Traktor jedzie i trzeba uwazac-ona to tak jakos odebrała ze teraz mam masakre-gdziekolwiek widzi traktor a jak juz czerwony to wogóle panika okropna-dzis byłam u mamy -masakra ciągle za ręke ze mna na podwórko nie wyjdzie tylko płacz bo tak traktor-.Teraz mówie tłumacze ze to nic złego nie jest ale tak wystraszonego dziecka jeszcze nie widziałam-jedno bezsensowne słowo potrafi tak dziecko przestraszyc:(

  • Dzień dobry, miło mi poinformować, że wpis ten ukazał się dzisiaj na portalu PatiCafe.pl, serdecznie pozdrawiam Patrycja 🙂