Ręka w górę, która z Was ani razu nie krzyknęła na swoje dziecko. No chyba, że masz dziecko w wieku poniżej roczku, wtedy ok – uwierzę. Ale przyznajmy to szczerze – chcielibyśmy posiąść tę cudowną umiejętność, jaką jest zupełny spokój i opanowanie w obliczu zachowania dziecka, które nie do końca nam się podoba. W obliczu jego krzyków i tupania nogami. Tylko za bardzo nie wiemy, czy istnieje jakakolwiek inna metoda na to, by zwrócić jego uwagę. By w sytuacji, w której jesteśmy wyprowadzani z równowagi, było ono skłonne usiąść i z nami porozmawiać i już nigdy nie zrobić tego, co robił, a co sprawiło, że mieliśmy ochotę krzyknąć tak, by ziemia zadrżała.

W zasadzie sama zaczęłam się zastanawiać, czy taki sposób w ogóle istnieje? Odpowiedź przyszła w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy jakiś czas temu byłam ze znajomą na kawie, w towarzystwie Wiktorii. Całe szczęście wiedziałam, że mając kompana do zabawy, w postaci synka koleżanki, zachowa ona względny spokój i nie będzie terroryzowała lokalu, co czasem jej się zdarza. Oczywiście nie wywraca wszystkiego do góry nogami, ale często lubi sobie na przykład głośno pośpiewać, albo znaleźć audytorium do swoich pokazów aktorskich. Lubi podejść do kogoś i powiedzieć mu coś głupiego, albo zadać pytanie w stylu: „Proszę Pana, a czy ropuchy gryzą?„, by po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi (facet myśli sobie – a zaskoczę małolatę, niech się boi), oznajmić mu: „Bo właśnie widziałam jedną pod Pana stołem!” (sytuacja z życia wzięta). Domyślasz się zatem, że mam czasem ochotę zapaść się pod ziemię, a gdy nie skutkują żadne sposoby przemówienia jej do rozsądku, po prostu podnoszę głos z takim przedłużającym się słowem: „Wiktoriaaaaaaa, natychmiast do mnie”.

Ale wracając do naszej sytuacji. Miałam nadzieję, że będzie grzecznie piła soczek z kolegą, bawiąc się w kąciku zabaw. Miałam nadzieję, która nie do końca się spełniła. Gdy więc atmosfera stawała się coraz bardziej gorąca i próby uspokojenia jej, pełzły na niczym, znów głośno ją zawołałam, by nie rzec, krzyknęłam z przytupem. Młoda przyleciała nadąsana, coś tam krzyczała na mnie, że jej przeszkadzam i nadal była była tak głośna, że nawet nie słyszała co do niej mówię. Po chwili zagroziłam jej, że wyjdziemy z kawiarni i wtedy cicho wróciła do zabawy, by w ciągu 15 minut znów się rozkręcić. Padłam. Tak. Wiem. To tylko dziecko. Tak to sobie zawsze tłumaczę, ale wyznaję zasadę, że i dzieci obowiązują pewne normy, stosownie do swojego wieku. Więc gdy drugi raz chciałam wrzasnąć, znajoma poradziła mi, bym wypróbowała jej sposób. Na czym miał polegać? Ano na tym, by podejść bliżej i szeptem próbować zwrócić jej uwagę. Maluch chcąc usłyszeć co do niego mówimy, musi najpierw się uspokoić, by nas wysłuchać. Postanowiłam spróbować. Podeszłam do rozbrykanej Wiktorii i zaczęłam udawać, że coś do niej mówię. W tym momencie uspokoiła się i spytała: „Co mówisz? Powiedz głośniej”. Wtedy powiedziałam nieco głośniej, ale wciąż tak cicho, by mogła ochłonąć. Znów poprosiła o powtórkę. Gdy byłam pewna, że już jest spokojna, wyjaśniłam jej, że swoim zachowaniem może przeszkadzać innym ludziom. Wysłuchała mnie. Wróciła do zabawy i już do końca naszej wizyty w miejscu publicznym była grzeczna. Ku mojemu zaskoczeniu, bo nigdy bym sama na to nie wpadła. Po prostu dotarło do niej to, co chciałam jej przekazać.

Od tamtej pory wykorzystuję ten trik zawsze wtedy, kiedy jej zachowanie mi się nie podoba, a ona mnie nie słucha. Dawniej krzyczałam. Ale zauważyłam, że mój krzyk często wyzwalał w niej większą agresję i koło się zamykało. To naprawdę było męczące.

Co jeszcze? Zaczęłam przeszukiwać internet, w calu znalezienia sposobów na radzenie sobie z własnymi emocjami i równocześnie z emocjami dziecka. Prawda jest taka, że to MY – rodzice powinniśmy w tym temacie świecić własnym przykładem. Dziecko dopiero uczy się okazywać emocje i nie zawsze mu się to udaje. Natomiast to, jak my zareagujemy, w dużej mierze zaprocentuje na przyszłość, bo pokaże dziecku, że są inne metody reagowania na pewne zachowania i niekoniecznie jest to krzyk, mający „postawić dziecko do pionu„.

Na przykład kiedy Wiki ubiera się dłużej niż zwykle i wisi nad nami widmo spóźnienia się, którego tak bardzo nie lubię, to zamiast poganiać ja krzykiem, zaczynam zachowywać się tak jak ona. Najpierw mówię jej, że wychodzimy np. na spotkanie z jej koleżanką i nie chcemy by Lenka na nas czekała. A potem kiedy ona zna cel wyjścia, zaczynam się guzdrać. Potem wygląda to tak, że to ona pogania mnie, a ja mam szansę spokojnie wytłumaczyć jej, jak ważna jest punktualność i pewne zasady, którymi chcemy się w życiu kierować.

Ostatecznie na krzyk dziecka, kiedy chcielibyśmy je uspokoić, a nam się nie udaje, pomaga też nie zwracanie na jego zachowanie uwagi. Odwrócenie się, zrobienie 10 oddechów, lub powtarzanie na głos: „Zachowaj spokój„, pozwala nam spojrzeć na sytuację z innej perspektywy i powrócić do problemu, gdy opadną NASZE negatywne emocje.

Najważniejsza jednak w tym wszystkim jest MIŁOŚĆ. Dziecko musi czuć, że kochamy je bezwarunkowo, a w nieprzyjemnej sytuacji nie podoba nam się JEGO ZACHOWANIE, a nie ON sam. Gdy otworzymy się na potrzeby dziecka, zrozumiemy, że może być ono fantastycznym kompanem do rozmów. Nawet wtedy gdy ma tylko 4 lata …

Spodobał Ci się wpis? Będzie mi miło jeśli go polubisz lub poślesz w świat 🙂
Dziękuję!