Ostatnio uczestniczyłam w szkoleniu mało znanej marki kosmetycznej „Ilcsi„. Jeśli jeszcze o  niej nie słyszałyście, to usłyszycie. Myślę, że zakochacie się w niej tak samo jak ja, a potem nie pozostanie Wam nic innego jak poszukać w swoim mieście salonów kosmetycznych, które mają w swojej ofercie jej produkty.

Marka Ilcsi pochodzi z Węgier. Nie jest firmą korporacyjną. Jej korzenie sięgają roku 1958, kiedy to  kosmetolog i biofizyk  Ilcsi Molnar postawiła na kosmetyki naturalne wykorzystujące najwyższej jakości składniki organiczne – świeże zioła, owoce, warzywa. Do wyrobu kosmetyków, których asortyment jest ogromny – używanych jest ponad 100 gatunków roślin. Większość z nich pochodzi z własnych ekologicznych upraw. Wszystkie zioła, owoce , warzywa są zbierane ręcznie, początkowa obróbka ( np. usuwanie pestek z wiśni ) również odbywa się bez użycia maszyn. Sam proces wytwarzania kosmetyków, które nie zawierają parabenów, oleju parafinowego, wazeliny, gliceryny pochodzenia zwierzęcego, syntetycznych barwników, emulgatorów itp. jest długotrwały, z zastosowaniem  najwyższych norm jakości. Kosmetyki są przygotowywane „na świeżo” tzn. zamawiam z Polski produkt, który nie jest jeszcze gotowy, czas dostawy z Węgier około 4 tyg.

Tyle historii i szczegółów. Czas na konkrety 🙂

1. Przede wszystkim wiecie co macie na twarzy. Kiedy więc sięgamy po maskę jabłkowo – cytrynową , ma ona kolor zielono- żółty, pachnie obłędnie jabłkiem i cytryną, w dodatku widać w masce kawałki jabłek i cytryn. Żadna biała maź z nie wiadomo jakim składem.

2. Efekty. Ponoć fantastyczne, choć … do pełnej satysfakcji zaleca się około 6 zabiegów.

Wszystkie warzywa, owoce używane do produkcji są zbierane w takim momencie, kiedy to ich właściwości są najlepsze, zatem działanie kosmetyków jest naprawdę imponujące. Sama nie wierzyłam, do momentu, gdy nie zobaczyłam. Okazja była, więc ją wykorzystałam. Przeprowadziłam słynny dla marki zabieg paprykowy, z papryczką chilli. Zabieg trwał 1,5 godziny, efektem byłą cera bez widocznych zaskórników, które miała klientka na początku zabiegu. Tak, tak, papryczka chilli wszystkie zjadła 🙂 Na mojej cerze – mało wymagającej – zrobiono zabieg marchewkowy i mąż dostrzegł od razu różnice w wyglądzie , świeżości i kolorycie skóry, więc to chyba na prawdę działa.

3. Powtórzę po raz któryś. Zapach kosmetyków jest fenomenalny. Na szkoleniu aż chciało się wszystko zjeść. Co ciekawe kosmetyki ponoć nadają się do jedzenia ( nie próbowałam ). Zaletą jest zatem fakt, że co wizytę u kosmetyczki możemy mieć inny zabieg, z niesamowitymi doznaniami węchowymi.

4. Ważna informacja dla kosmetyczek – większość produktów można wprowadzać za pomocą sprzętu kosmetycznego typu mezoterapia bezigłowa , ultradźwięki itp. więc wzmacniamy efekty dodatkowo.

Stopniowo będę Was zaznajamiała z produktami, które oferuje marka. Na początek koncentrat myjący z pokrzywy, maska peelingująca różano – kukurydziana oraz krem piankowy marchwiowy.

KONCENTRAT MYJĄCY Z POKRZYWY

Polecany do pielęgnacji cery suchej, odwodnionej, łuszczącej się, swędzącej, na bazie ziela pokrzywy z dodatkiem olejków eterycznych. Zmiękcza skórę. Stosuję od ponad miesiąca. Stan mojej cery zdecydowanie się poprawił. Zniknęły pojedyncze zaskórniki, myślę, że można śmiało rozszerzyć efekty działania koncentratu o właściwości odkażające i stosować przy cerze trądzikowej.

MASAKA PEELINGUJĄCA RÓŻANO – KUKURYDZIANA

Zniewalający zapach owoców dzikiej róży. Polecana do cery trądzikowej, ale i wrażliwej i atopowej. Nawilża, zmiękcza, odżywia. Peeling nią to czysta przyjemność. Nakładasz na twarz, czekasz aż wyschnie i rolujesz.

KREM PIANKOWY MARCHWIOWY

Bomba witaminowa, którą pokochają również mężczyźni. Mój mąż zakochał się w tym kremie. Wszystko dlatego, że ciężko mu dobrać odpowiedni krem, który na długo nawilży jego twarz. Ten okazał się strzałem w 10! Ma on lekką konsystencję, marchewkowy kolor i zapach. Polecany do cery suchej, ale również przetłuszczającej się. Dodatkowo regularnie stosowany nadaje cerze pięknego kolorytu.

IMG_2369

IMG_2371IMG_2370-3IMG_2394

Wiktoria myślała, że to Nutella …

Macie jakieś pytania –  śmiało. Odsyłam też do strony www.ilcsi.pl Ps. Tylko nie zjedzcie monitora, bo efekt ślinotoku gwarantowany 😉 

Ściskam!