Uwielbiam to pytanie. Nie minęło pół roku od rozwodu, a zaczynają się pojawiać Ciocie, zmartwione tym, jak sobie radzę. Kiedy w końcu ułożę sobie życie, co znaczy tak naprawdę jedno – kiedy w końcu ponownie wyjdę za mąż?

Koleżanka Kasia ma gorzej. Od rozwodu minęło 20 lat, a Ona wciąż jest sama. Czytaj – nie ułożyła sobie życie. Nie ważne, że jest managerem wielkiej firmy i jeździ samochodem, którego pozazdrościłby jej niejeden mężczyzna. Nie ważne, że od rozwodu małą kawalerkę zamieniła na 3-pokojowe mieszkanie. Nie ważne, że ją stać na wycieczki zagraniczne. Ostatnio ją spotkałam. Jak na swoje 48 lat wyglądała zjawiskowo. Opalona. Uśmiechnięta. Szczęśliwa. Bez męża u boku.

Karolina też ma problem. Ma 33 lata, ale wciąż nie wyszła za mąż po raz pierwszy. Jej związek rozpadł się, bo przyłapała narzeczonego na zdradzie. Rozstali się. Było burzliwie, ale lepsze to, niż życie u boku kogoś, kto potrzebuje emocji, których zapewnia „skok w bok”. Ale ona też słyszy pytanie: „kiedy?…”

Bo przecież dzisiejsze kobiety MUSZĄ. Muszą mieć męża, dom, dzieci i kota. Nie masz tego? Nie masz życia…

Czyżby?

Kasia i Karolina to nie jedyne Babki, które znam, które bez mężczyzny radzą sobie fantastycznie. I nie ważne, czy to ich świadomy wybór czy przypadek. Zmieniły się czasy. Dziś kobieta SAMODZIELNA może wszystko. Naprawi cieknący kran, zmieni opony w samochodzie. Jak potrzeba zadzwoni po hydraulika. Zarobi pieniądze, ogarnie budżet domowy, posprząta, ugotuje. Zawiezie dzieci do przedszkola, odwiezie. Zawiezie na zajęcia dodatkowe. Spakuje się w samolot i poleci z nimi na drugi koniec świata. Niejedna mężatka dałaby wszystko, żeby mieć tak poukładane życie. I owszem – fajnie jest móc poznać wartościowego mężczyznę w życiu, ale to żaden priorytet. Bo szczęściem nie jest facet u boku. Szczęście zaczyna się od siebie samej. Można być samotnym dla społeczeństwa i szalenie szczęśliwym w swoich czterech ścianach. Nawet z dziećmi. Można robić karierę, pomagać innym i samodzielnie płacić czynsz. I nie rwać sobie przy tym włosów z głowy, że się nie ma z kim dzielić łóżka. 

Dziś napisała do mnie koleżanka: „Ja mam męża, a żyję tak, jakbym była sama…” I wcale jej nie zazdroszczę. Bo mieć obok siebie kogoś, kto ma wieczne pretensje, oczekiwania, nie dając nic w zamian, to wcale nie życie. A przynajmniej nie takie, o jakim marzymy.

Kiedy więc w końcu ułożę sobie życie? 

Układam je sobie sama każdego dnia. Codziennie krok po kroku kształtuję swoją rzeczywistość. To jak wielką drogę pokonałam od rozstania pokazuje mi samej, że to kim będę za rok czy dwa zależy tylko ode mnie. Szczęścia nie da mi mężczyzna, który myśli, że jest pępkiem świata i który uważa, że za to, że MNIE wybrał, powinnam mu dziękować. 

I jeśli w moim życiu pojawi się ktoś, kogo z miłością wpuszczę do swojej codzienności, to to właśnie ON będzie szczęściarzem, nie ja. A do swojej chatki nie będzie musiał mnie prowadzić. Bo do tego czasu będę mieć swoją. Może ciasną, ale własną.