Nie sądziłam, że dotknie mnie ten problem. Myślałam że będą tą mama, która potrafi znaleźć równowagę. A potem ilekroć przypatrywałam się swojemu macierzyństwu i mojemu podejściu do tych spraw … uświadamiałam sobie, że tego nie da się uniknąć. Że jest taki etap w życiu, gdzie nie umiesz znaleźć balansu, a czasem nawet nie chcesz tego robić. Bo wiesz, że z chwilą, gdy to zrobisz, skończy się pewien etap w Waszym życiu. Tak piękny, słodki i niepowtarzalny …

Tak. Bywasz nadopiekuńcza. Nie mów, że nie. Początkowo nie zdajesz sobie wagi z problemu. Wynika to tylko i wyłącznie z faktu, że chcesz swoje dziecko chronić. Przed wszystkim. Włącza Ci się instynkt macierzyński, który podpowiada usuwać z jego drogi wszystko to, co może wyrządzić mu krzywdę. Zabezpieczasz kanty, zaślepiasz gniazdka … i cieszysz się, że jakimś cudem udało się Wam uniknąć kolejnego siniaka.

Potem padają pierwsze słowa. Nawet gdy nie trzeba mówisz: „Uważaj„. Uważaj kałuża. Uważaj schody. Uważaj, bo spadniesz. Nawet jak idziecie prostą, polną drogą zawsze znajdzie się jakiś powód by powiedzieć to jedno, krótki słowo. Przecież można uważać na wszystko, choć czasem nie ma na co …

A potem przychodzi pierwszą noc poza domem, którą odwlekasz … będąc całkowicie przekonana, że nikt nie zadba o Twoje dziecko tak dobrze jak Ty … A co jeśli oddasz je w cudze ręce i stanie mu się krzywda? Nawet jeśli te ręce, to ręce kochającej babci … Co z tego. Ty i tak się boisz.

Dmuchasz … chuchasz … ze strachu.

A potem przychodzi pierwszą zielona szkoła. Pierwsza kolonia i wycieczka w nieznane … I Twoje drżące ręce, załamujący się głos i łzy lecące ciurkiem, kiedy autobus odjeżdża i znika za zakrętem. Odważyłaś się. Po raz pierwszy pozwoliłaś na samodzielność. Rzuciłaś na głęboką wodę. Boisz się, choć masz wrażenie, że tego strachu jest jakby mniej …

To właśnie ta chwila, kiedy uświadamiasz sobie, że Twoje dziecko już nie potrzebuje ciągłego trzymania za rękę. Że wyjedzie i wróci. Że da sobie radę bez Ciebie. Ze będzie uważać, nawet o to nie proszone. Po raz pierwszy ominie tę kałuże, nie słysząc w tle: „Uważaj …

Bywasz nadopiekuńcza. Ja też. To naprawdę problem, czy po prostu taka kolej rzeczy?

O ile stosownie do wieku pozwalamy naszym dzieciom na to, by samodzielnie odkrywały świat, nie martwmy się. Wszyscy przez to przechodzimy. Jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej, ale sobie radzą. Ale jeśli wciąż się boisz … zrób pierwszy krok. Zaciśnij zęby i nie pozwól, by Twój strach zabił w dziecku kreatywność i ciekawość, której w małym człowieku tak wiele. Dając mu sposobność, masz pewność, że wyrośnie na kogoś, kto w życiu sobie poradzi. Nie będzie musiało trzymać się Twojej spódnicy, by podjąć decyzje, które podejmuje każdy z nas. 

Bo najtrudniejszy jest pierwszy raz. Potem jest łatwiej. Tak mówią. 

Póki co, słabo im wierzę … 

Bo pierwszy raz wciąż jest przed nami …

A Ty? Bywasz nadopiekuńcza? Czy jednak nigdy nie miałaś tego problemu?