„Zakaz wstępu do restauracji dla blondynek”. Odkąd wprowadzili segregację … lokal zyskał nowych klientów, a zyski poszły w górę. Wszystko dlatego, że w końcu brunetki czuja się bardziej zrelaksowane, w tym na przykład ja …

Brzmi głupio? A teraz zobacz …

„Zakaz wstępu do restauracji dla dzieci do 5 roku życia”. Brzmi lepiej? Tak rozwiązała „problem” biegających i krzyczących dzieci pewna restauracja w Północnej Karolinie w Stanach. Efekt? Wzrosły zyski od sprzedaży, a lokal zaczął w końcu normalnie prosperować. HIT czy KIT?

Tak sobie myślę. Co bym zrobiła, gdybym zechciała zjeść tam obiad z rodziną … Weszłabym z Wiki, a Maję zostawiłabym przed drzwiami? Oj tak. Kojec dla dzieci do 5 roku życia przed restauracją byłby zdecydowanie dobrym pomysłem, prawda?

Moje stanowisko w kwestii „z dzieckiem do restauracji” znacie i niestety nawet teraz ono się nie zmieniło! Dziecko to też człowiek, który ma takie same prawa jak Ty i Ty. I nie przemawia do mnie jeden z argumentów zwolenników takiego rozwiązania, a mianowicie – cisza i odpoczynek. Zresztą przeczytaj sama!

Drogi rodzicu, drogi Polaku, Kobieto czy Mężczyzno!

Jeśli masz ochotę sobie odpocząć, posiedzieć w ciszy i nie musieć słuchać wrzasku innych dzieci, mam dla Ciebie jedną radę – zostań w domu! Miej też świadomość, że jest pewne miejsce, w którym kiedyś naprawdę sobie odpoczniesz … A teraz? Bądź realistą! A przede wszystkim nie zapominaj, że i Ty byłeś kiedyś dzieckiem. Biegałeś, wrzeszczałeś, płakałeś i nikt nie robił z Tobą porządku. A jeśli powiesz mi, że Ty do restauracji z rodzicami nie chodziłeś, to ja Ci odpowiem, że dlatego, że tych restauracji po prostu nie było tyle ile jest teraz i nie byłeś wyjątkiem. Pewnie nie byłeś też w kinie, ani w dużym supermarkecie, prawda? Takie czasy. Ale czasy się zmieniły. Niestety w tym wszystkim zmieniliśmy się też my. Problemem nie są w tej całej wojnie dzieci, bo one od lat są takie same. Problemem jesteśmy my – dorośli. To my tracimy radość z życia, a zamiast skupiać się na tym co piękne i wartościowe, szukamy dziur w całym. Zamiast cieszyć się z tego, że możemy wychowywać nasze dzieci i pokazać im lub nauczyć ich czegoś, czego my nie umieliśmy, próbujemy wprowadzać zakazy i nakazy, a tym samym stajemy się coraz bardziej sfrustrowani … i po prostu smutni. Oj tak. Zdecydowanie jesteśmy najbardziej smutnym pokoleniem od wieluuu lat.  

Nie jestem zwolennikiem zabierania dziecka ze sobą wszędzie i zawsze. Wieczorną porą maluchów na mieście jest jak na lekarstwo. To wtedy, jeśli masz ochotę – idź sobie odpocznij do pubu. Weź sobie piwo i delektuj się jego smakiem. A jeśli masz ochotę na popołudniowy obiad w ciszy to wybierz restaurację, gdzie na wejściu kelner wita Cię szklaneczką whisky i poleruje ci Twoje sandałki. A nie – pchasz się do obleganej trattorii i liczysz na to, że to właśnie tam zresetujesz swój umysł …

A wiesz co jest dużo gorsze od dziecka w restauracji oglądającego świnkę peppę na tablecie? Ty! Głośny, pijący bez umiaru, klnący na prawo i lewo. Ale co tam. Przecież Ty możesz, bo jesteś dorosły …

Możesz siedzieć sobie w parku i palić fajkę, albo na przystanku rzucać peta za petem. No tak. Przecież jesteś dorosły.

Litości. Jeśli przeszkadza Ci cudze dziecko, to znaczy się, że jesteś po prosty nieszczęśliwy …

I naprawdę mi Cię szkoda.

Ps. A restauracja z zakazem wstępu dla blondynek, to byłby zdecydowany HIT, no nie? Albo dla osób powyżej 60 kg … Albo dla łysych. I dla tych całujących się na widoku … Brzmi nieprawdopodobnie? Nie mniej niż „zakaz wstępu dla dzieci do 5 roku życia”. Więc następnym razem idąc na miasto wyrób dziecku dowód osobisty, bo nigdy nie wiesz, kiedy Cię o niego poproszą …