Wiesz, że pomimo tego, że wciąż piszę o tym, że ja i Ty niczym się nie różnimy, no może poza tym, że mamy inaczej na imię, mamy inne rodziny oraz pracę i przyzwyczajenia, wciąż dostaję mnóstwo wiadomości – jak Ty to ogarniasz! Zawsze czysto w domu. Makijaż. Umyte włosy. Masz czas na książkę, sok, kawę, czytanie bajek i jeszcze piszesz…

Jak to ogarniam? Tak jak Ty! Czyli nijak lub jak kto woli, najlepiej jak potrafię 🙂

Ostatnio wpadła do mnie Iwona. Zapukała akurat wtedy kiedy wychodziłam z kąpieli. Innym razem wpadła zanim zdążyłam się wykąpać. I wstyd mi było, że ona wymalowana, a ja nawet śniadania nie zjadłam. I jeszcze miliony zabawek na podłodze, w tle TV, okna nie umyte…
Ale wcale nie przepraszałam, po chwili namysłu. Zrobiłam kawę. Wypiłyśmy. Pośmiałyśmy się. I poszła. Myślę sobie w głowie – co ja będę robić z siebie idealną Panią Domu, skoro to jest moja rzeczywistość? Niczym się nie różnię od żadnej z nas. Raz mam tyle obowiązków, że nie mam czasu nawet obiadu ugotować i jemy na mieście, a drugim razem jestem mistrzynią sprzątania, pranie, prasowania, a w dodatku spacem kulinarnym, który nim dziewczynki przyjdą z przedszkola, ma już gotowy obiad, podwieczorek, kolację i jeszcze jutrzejsze śniadanie. Raz o 9 rano jestem już po treningu, innym razem o 9 rano ledwo otwieram oczy. Raz wymyślam im tysiąc zabaw na wieczór, innym razem pozwalam oglądać bajki, bo nie mam pomysłu, jak zorganizować im wolny czas. Raz się uśmiecham i tryskam energią, by następnym razem, mając migrenę, mieć ochotę schować się pod kołdrę i nosa nie wystawiać przez kolejne 24 godziny na dobę…

To jest właśnie prawdziwe życie. Życie po drugiej stronie ekranu. Nie mam supermocy. Jeśli już mnie nachodzą, to lecę z wiatrem i ogarniam na zaś… A potem moce opadają, a ja zastanawiam się, czy naprawdę kiedykolwiek wierzyłam w superbohaterki? 

To jest właśnie prawdziwe życie. Życie po drugiej stronie ekranu. Takie same jak każdej z nas. 

Moja doba ma tyle ile Twoja. Jeśli nie wyrabiam się do 20.00, to kontynuują po północy. Ile razy zdarzało mi się myć okna nocą… Bo wiedziałam, że rano, nawet sekundy nie znajdę, a co dopiero 15 minut. To brałam łyka znalezionej w lodówce Coli i leciałam ze szmatką po mieszkaniu… 
Ile razy u dziewczynek w pokoju, tak własnie wyglądała podłoga jak na zdjęciu wyżej. Wiele. Na przykład wczoraj. Wysypały wszystko z kartonów więc uznałam, że muszę to jakoś ogarnąć… Poszłam spać po 1 w nocy. Wstałam o 7. I pomimo zmęczenia wiem, że dziś też pójdę późno spać. Dopiero za chwilę zrobię im kolacje, umyję, poczytam, położę spać… a po 21 usiądę i zastanowię się od czego zacząć…
Wezmę telefon do ręki, zadzwonię do przyjaciółki, ponarzekam… zaparzę sobie herbatę i dopóki będę mieć siły, będę pracowała. 

A posprzątam może jutro. 
Bo doba wciąż ma 24 godziny, a to jest właśnie prawdziwe życie. Po drugiej stronie ekranu. 
Moje. Tak samo nieidealne jak Twoje. 

To piąteczka!