Kilka dni temu na jednej z grup, jedna Mama zaczęła żalić się na ówczesną „modę na modne dziecko„. Takie, które ma wszystko najlepsze i najdroższe. Gryzak za 50 zł i zabawkę za dwie stówki. Czym one bowiem różnią się od gryzaka za 5 zł i zabawki z chińskiego za dychę? Ponoć niczym. Ponoć dziecko i tak wybierze instynktownie tańszą zabawkę, bo przecież droga nie jest mu potrzebna. To tylko wywalanie pieniędzy w błoto. Dziecko różnicy nie widzi…

Ale ja widzę! Jestem pusta, bo kupuję to, na co mnie stać?

To nie moda. Moda mija. Dzisiejsze wychowanie, a raczej jego mały element, jakim jest chociażby kupno zabawek i szeroko idące za tym „konsekwencje” (Najbardziej uwielbiam, jak Mamy hejtują inne, że jak się dziecku kupi zabawkę za 200 zł, to mu się czasu nie poświęca), to nie moda. To świadomość. Przynajmniej ja takim świadomym rodzicem wolę być.
I dla mnie ma znaczenie, czy ten gryzak kosztuje 5 zł, czy 50. Wybiorę droższy. Ale nie dlatego, że mam wylewające się banknoty z kieszeni. Dlatego, że świadomość otaczającego mnie świata sprawia, że wiem, że ten za 50 zł będzie bezpieczniejszy. Kupię jeden i będę pewna, że on mojemu dziecku nie zaszkodzi.
Z zabawkami nauczona doświadczeniem wiem, że lepsza jest jedna porządna, niż masa walających się po domu pierdół, które nudzą po 10 minutach. Większą radość da długo wyczekiwana zabawka Lol Surprise, której fenomenu i tak nie zrozumiem, niż 4 lalki po 10 zł, którym po tygodniu odpadną nogi…

Sztuka dobrego wyboru

Macierzyństwo to świadoma umiejętność dokonywania dobrych wyborów, nawet jeśli po drodze zdarzają się wpadki. Dla jednego dobry będzie wybór Teneryfy, a dla drugiego jezioro po drugiej stronie miasta. Nie każdego stać na drogie prezenty, ale są tacy, którzy mogą sobie na nie pozwolić. Mają prawo. Dlaczego mam krytykować kogoś za to, że „mu wolno„? Dlaczego mam zarzucać, że mu się w tyłku poprzewracało? Dodawać na dokładkę, że dawniej dziewczynki miały przez 10 lat jedną lalkę i żyły. A jak im atrakcji brakowało, to sobie z kartonu domek zrobiły. Pokolorowały i były szczęśliwe.
Bo zobacz. Czy to nie jest tak, że zazwyczaj krytykują Ci, którzy mieć nie mogą? Krytykują tych, co ich stać. Rzadko na odwrót. Rzadko ktoś skrytykuje, że kupiłaś już tą lalkę za piątaka, bo przecież lepiej by było, gdyby…

Jako dziewczynka nie miałam ani jednej lalki Barbie. Ale koleżanka z ławki obok miała ich całą serię. Zazdrościłam jej. Tak zwyczajnie było mi przykro, że ona ma, a ja nie. Jak widać w każdej epoce znajda się tacy, co mają więcej i tacy, co mają mniej. Może lepiej to zaakceptować i patrzeć na siebie, a nie na innych?

W czym tkwi więc złoty środek?

Modne dziecko ma prawo być modne. Ma prawo ubierać się u Prady, jeśli tylko jego rodziców na to stać. Może jeździć w ciepłe kraje od urodzenia, a samolot może stać się jego częstszym środkiem transportu, niż fotelik samochodowy. Czy po latach powie rodzicom, że go skrzywdzili? Bo przecież on wolał poznawać uroki własnej miejscowości, niż piękno świata na drugiej półkuli… Wątpię. To jest jego życie. Takie jakie ma w danej chwili, jest dla niego czymś najnormalniejszym w świecie. Dziecko nie patrzy przez pryzmat pieniędzy, bo to nie on jest w ich posiadaniu.

I owszem. Czas, który oferujesz dziecku, jest lepszy niż najlepsza, najdroższa zabawka. Ale możesz dać dziecku zabawkę za 5 zł i też o nim zapomnieć. Pójść do pokoju, zarzucić słuchawki na uszy, a na pytanie: „Pobawisz się ze mną”, rzucić „Nie teraz”…

Bo sęk nie tkwi w pieniądzach. Sęk tkwi w wartościach. 
Jeśli to nie pieniądz jest dla ciebie najważniejszy, a rodzina, to niezależnie od tego, czy masz mało, czy dużo, dasz dziecku dobry wzorzec.
I sprawisz, że wyrośnie na szczęśliwego człowieka. 

.