Odwieczna „wojna” pomiędzy mamami pracującymi w domu, a tymi pracującymi na etacie, chyba nigdy się nie skończy. W zasadzie trochę mnie to bawi. My, które lecimy na tym samym wózku, potrafimy wbijać sobie szpile, która bardziej, która lepiej, która mocniej. I choćbyśmy przeczytały tysiąc poematów na ten temat, to zawsze znajdzie się jakieś „ale” i wszystko zaczyna się na nowo.

Jestem mamą pracującą w domu. Czy mi ciężko? Czasem tak. Zwłaszcza wtedy, kiedy mąż jest w pracy, co u niego oznacza 24 godziny poza domem i tak dzień za dniem. Ale są też takie miesiące, poza sezonem, że jesteśmy razem całymi dniami i wtedy możemy tak poplanować nasze obowiązki, że dajemy radę ze wszystkim. Więc jako mama jestem w stanie zrozumieć obie grupy kobiet i każdej przyznaję rację. Bo niezależnie od formy pracy, masz obowiązki, które Cię nie omijają. Pralka się sama nie włączy, a pranie się samo nie poskłada. A doba dla każdej z nas ma 24 godziny i ani minuty dłużej. Do tego wszystkiego dochodzą pewne indywidualne cechy. Jedna z nas będzie miała wszystko poukładane jak w szwajcarskim zegarku, ułożona, rozgarnięta i niezależnie od tego, czy pracuje w domu, czy poza nim, zawsze znajdzie CZAS. Inna z natury będzie bardziej niezdyscyplinowana. Tak wyszło.  I to co dla jednej będzie trudne, dla innej będzie banalne. Ale czy to serio jest powód, by te „inne” krytykować? Nie bardzo. Ale do rzeczy.

My tutaj sobie wszystkie gadamy, czasem narzekamy, jak to baby, czasem już się rwiemy do noży, bo ktoś powiedział nie to, co chcielibyśmy usłyszeć. Kobiety. Ale gdybyśmy zechciały na to wszystko spojrzeć z zupełnie innej perspektywy? Z perspektywy Mamy, która w moich oczach zasługuje na wyjątkowy szacunek?

Więc jeszcze raz, postaraj się realnie spojrzeć na swoją sytuację.

Powiedzmy, że jesteś mamą pracującą w domu. Wstajesz rankiem, jedząc pospiesznie śniadanie ze swoim M. On jadąc do pracy zawozi Starszaka do przedszkola, a Ty w międzyczasie ogarniasz to Młodsze. Zbliża się jego pora drzemki, więc albo szykujecie się na spacer, albo zostajecie w domu, a gdy ustnie pijesz ciepłą kawę, robisz szybki obiad i nastawiasz pranie. M. wraca po pracy, przy okazji odbierając dziecko. Od tej pory dzielicie obowiązki na pół. On się bawi, Ty sprzątasz. Lub na odwrót. A gdy wieczorem dzieciaki zasypiają, siadasz na Fb, czytasz mojego bloga, sprzątasz, albo sączysz dobre winko. Przy okazji rozmawiacie z M. o planach na kolejny dzień, albo robicie coś innego. I na końcu zasypiasz padnięta. I wiesz co? Wierzę Ci!

A teraz powiedzmy, że jesteś mamą pracującą na etacie. Wstajesz rankiem razem ze swoim M. i szybko ogarniacie dzieciaki. Jeden do żłobka, drugi do przedszkola. Pędzisz do pracy, po drodze jedząc drożdżówkę z marketu. W drodze powrotnej zabieracie dzieci z placówek, szybkie zakupy i odgrzewany obiad z weekendu. Potem dzielicie obowiązki na pół. On się bawi, Ty sprzątasz. A gdy wieczorem dzieciaki zasypiają, siadasz na Fb, czytasz mojego bloga, sprzątasz, albo sączysz dobre winko. Przy okazji rozmawiacie z M. o planach na kolejny dzień, albo robicie coś innego. I na końcu zasypiasz padnięta. I wiesz co? Wierzę Ci!

A teraz wyobraź sobie, że jesteś mamą samotną, jakich wiele – z wyboru lub nie. Nie ważne. Wstajesz rankiem i wszystko robisz sama. Sama zawozisz dzieci do placówek, idziesz do pracy, w której martwisz się, czy z jednej pensji dasz radę dociągnąć do kolejnej wypłaty. Wracasz i wszystko robisz sama. Nie masz z kim się dzielić obowiązkami. Nikt Ci nawet śmieci nie wyniesie, ani nie naprawi kapiącego kranu. Nikt nie poda ręcznika, gdy stoisz mokra w wannie, a dzieciaki ci właśnie zabrały jeden sprzed nosa. Sama kładziesz je spać, w dodatku odpowiadając na milion pytań, począwszy od tego: „A czy Tatuś kiedyś wróci?”. A gdy usną, nadal wszystko robisz sama. A siadając wieczorem przed ekranem komputera i czytając mojego bloga, zamiast rozmów z M, słyszysz w domu … ciszę. Nikt Cię nie spyta jak ci minął dzień. Z nikim nie zrobisz planów na jutro. Jesteś sama. I na końcu zasypiasz padnięta. I wiesz co? Wierzę ci, choć nigdy nie byłam w Twojej sytuacji. Ale cię podziwiam. Bo masz siłę, której pozazdrościłaby Tobie niejedna pracująca w domu lub na etacie, ale mająca u swojego boku kogoś, kto zawsze ją klepnie po ramieniu i powie „zwolnij”. A Ty nawet nie wiesz jak zwolnić … Bo i dla Ciebie doba ma 24 godziny, z tym jednym wyjątkiem – jesteś SAMA!

Jeśli wszystkie mamy są super bohaterkami, Ty jesteś jedna na milion. Odwalasz kawał dobrej roboty. I najczęściej siedzisz w kącie i nic nie mówisz. Nie bierzesz udziału w tych wszystkich przepychankach. Ty naprawdę nie masz na to czasu … a może nawet nie masz Fb?

Więc gdy następnym razem Cię spotkam, uściskam cię serdecznie, tak byś wiedziała, że jestem z Tobą!

A teraz pomyśl, choć przez chwilę. Czy naprawdę Twoja praca, niezależnie od tego jaka, jest aż tak męcząca?

Bo ja właśnie teraz wzięłam głęboki oddech i z uśmiechem na twarzy powitałam dzisiejszy dzień.

gryc-20gryc-21

Spodobał ci się wpis? Zgadzasz się z jego przesłaniem? Będzie mi szalenie miło, jeśli go polubisz lub udostępnisz dalej. Dodajmy nim siły i wiary wszystkim Mamom w Polsce! A co!