Czytałam kiedyś artykuł, w którym autorka opisywała, jakie zasady rodzielskie, ustalone gdzieś na początku macierzyństwa łamią rodzice. Bywa różnie. Niektóre Mamy w tajemnicy przed resztą świata, podają dziecku 3 razy w tygodniu mrożoną pizzę na kolację. Inne przekupują dziecko lodami, a jeszcze inne systematycznie handlują zabawkami swojego dziecka, tak by nie widziało. Dzieki temu mają na kolejne zabawki. Takie tam małe grzeszki, o których czasem głupio powiedzieć na głos.

Pomyślałam sobie, czy jest jakaś zasada, którą ja łamię systematycznie, choć zarzekałam się, że nigdy nie będę tego robiła. 

Znalazłam.

Moje dzieci mają czasem zbyt dużo wolnego czasu i ten czas spedzają na oglądaniu TV.

Tadam. Przyznałam się. Kamień spadł mi z serca. 

Uff…

Zanim zostałam Mamą Wiktorii, z litością patrzyłam na dzieci, które trzymały w ręku smartfon siedząc z rodzicami w restauracji. Myślałam o tym, jakie muszą być smutne, że zamiast rozmawiać z rodzicami, muszą patrzeć w szklany ekran.
Dziś sama robię dokładnie to samo. Idąc do restauracji zaopatrujemy się w dwa telefony, by w razie kryzysu dać każdej z dziewczynek po jednym. Bo jedna chce na YT oglądać Barbie, a druga chce uczyć sie kolorów. Mają po dziurki w nosie rozmowy z nami. Rozmawiamy przez cały dzień, a czekając na zamówione sphaghetti mają ochotę się czymś zająć. By czas leciał im szybciej, a w brzuchu nie burczało…

Kiedy rankiem się budzimy, po serii tulasów na dzień dobry, kiedy przygotowuje śniadanie, a one jeszcze się nie rozbudziły, włączam im bajkę…

Kiedy muszę popracować daję im tableta, by chwilę na nim pograły.

Nie na długie godziny. Nie wstają rankiem z telefonem i nie kładą się z nim spać.

Ale nie zawsze mam siły do bycia kreatywną. Nie zawsze mi się chce. Poza tym mam wybór. Mogę dać im zabawkę, którą porzucą po minucie z nudów, albo pozwolić im obejrzeć coś, co np. nauczy je kolorów. Albo nowej piosenki, dzieki czemu przećwiczą swoją pamięć. Lub dać grę edukacyjną. W czasach, kiedy musimy dokonywać takich wyborów, mój zdaje się być dobrą opcją. I wcale nie uważam, że TV ogłupia. Że tablet to zło wcielone. Wszystko to kwestia naszego podejścia. Sposobu w jaki to robimy. Przykładu, który dajemy.

A przecież jest mnóstwo rzeczy, które wykonujemy bez udziału mediów. Spacery, czytanie bajek, place zabaw, tańce, rytmika, wyjazdy na basen, wyjścia do biblioteki. To sa długie minuty i godziny, w których nie potrzebny jest nam telefon.

Znalazłam złoty środek. 

Tak więc, dla wszystkich Mam, które łamią zasady. Mamusie – weźcie głęboki oddech i zrelaksujcie się. Kiedy jesteś mamą, to TY ustalasz zasady. Nawet po to, by je łamać!

A jakie zasady Ty łamiesz jako Mama?