Nie wiem, który to dzień. Przestałam liczyć. Nie liczę też na to, że skończy się za tydzień czy dwa. Wolę myśleć, że koniec nastąpi za 2 miesiące, a potem się miło zaskoczyć, niż gorzko rozczarować. 

Siedzę w domu. W większości czasu. Razem z dziewczynkami. Nie jest mi łatwo, bo czasem nawet zwykłe zakupy są problemem. Nie mam z kim zostawić dzieci. Jedziemy więc we trzy. Raz weszły do sklepu ze mną. Kilka razy czekały w samochodzie, a ja miałam je na słuchawce telefonicznej. Tak wydawało się bezpiecznie. 

Dotyka mnie też gospodarczy kryzys. Gdzieś pomiędzy telefonami do rodziny, są telefony do księgowej i analiza, co dalej. Jakoś sobie radzę. Zaczęłam szyć osłonki na twarz, żeby móc przetrwać te ciężkie miesiące. Co prawda dopadł mnie za to hejt, ale do tego już przywykłam. Choć boli tak samo. 

Czasem siedzę sobie wieczorem sama, przy kubku herbaty i zastanawiam się, nie tyle kiedy, ale jak uda nam się na nowo odbudować to, co pogubiliśmy po drodze. Ludzie stali się nieufni. W lesie spotykając nieznajomego, gdy mu się ukłonisz z grzeczności, odskakuje na metr, jakbym była trędowata. A przecież szczery uśmiech nie potrzebuje nawet otwarcia buzi. Można się uśmiechnąć oczyma.
Ludzie coraz śmielej otwierają się w internecie. Wylewają swoje frustracje na niczemu niewinnych. Stawiają żądania, choć sami, nie dają z siebie nic. Atakują. Wyśmiewają. Brak im zwykłej życzliwości. Wytykają chorych. Do tego stopnia, że Ci w obawie przed społeczną izolacją nawet po wyzdrowieniu, boją się ujawniać…

A przecież każdemu jest teraz tak samo trudno. Bo jeden walczy o pieniądze, a drugi o zdrowie. Albo o życie. I wydawać by się mogło, że ten ciężki czas powinien łączyć. A dzieli. Nawet rodziny. 

Bo nagle okazuje się, że małżonkowie nie potrafią spędzać ze sobą czasu. Narasta domowa przemoc za czterema ścianami. Sypią się małżeństwa. A zamiast zacieśniania więzi, one się jeszcze bardziej luzują. Ludzie zaczynają nadużywać alkoholu, a niepewna przyszłość rujnuje ich emocje. 

Świecie… dokąd zmierzasz, walcząc z wirusem…? 

Wrócisz, czy do końca dni zostaniesz taki sam?…
Na to pytanie odpowiemy sobie po latach…