Kiedy Majka i Wiki zaczęły swoją przygodę z przedszkolem, mówiono mi, że będą częściej w domu niż w przedszkolu. Miały chorować często, budując tym samym swój układ odpornościowy.

Było jednak inaczej. Poza zapaleniem miedniczki nerkowej u Wiki i pobytem w szpitalu, obie dziewczynki przez cały rok nie wzięły ani razu antybiotyku. Bywały przeziębione, ale zawsze infekcja trwała krótko i ograniczała się do kataru, kaszlu i 2-3 dniowego osłabienia.

I to nie jest tak, że mam super odporne dzieci. Tą odporność buduję każdego dnia.

Poznaj zatem moje sposoby, które działają cuda. Jak zaczniesz od jutra, efekty zobaczysz już po miesiącu.

Moje sposoby na odporność przedszkolaka!

  1. Prebiotyki. Mam w domu dwie sztuki oporne na kiszonki. Nie lubią i koniec. Ja w ich wieku ponoć też ich nie jadałam, a dziś uwielbiam, więc nie załamuję rąk. Kiedyś się rozsmakują. Daję słowo. Póki co, stosujemy  probiotyki z prebiotykami w postaci produktów aptecznych i wciąż szukamy swojego ulubionego smaku domowych  roślinnych jogurtów. Czemu probiotyki każdego dnia? Bo zdrowie zaczyna się w jelitach i naprawdę staram się o tym pamiętać.
  2. Witamina D i K. Aktualnie D plus K w kropelkach. Zdania na temat przyjmowania witaminy D w okresie letnim są podzielone, niemniej my stosujemy ją regularnie przez cały rok, przy czym w okresie jesienno – zimowym zwiększamy dawkę. Witamina D skutecznie zwiększa odporność organizmu, a u osób chorujących stwierdza się jej niski poziom, zatem jeśli nie miałaś o tym pojęcia, już wiesz, że warto to robić 365 dni w roku, a tym bardziej teraz na jesień wprowadzić to dzieciom, bez względu na wiek.
  3. Acerola. Każdego dnia przygotowuję dziewczynkom wodę z acerolą i z miodem. Acerola jest bogatym źródłem witaminy C. Ja stosuję na zmianę Acerolę z Wit C (kwas l-askorbinowy).
  4. Olej konopny i olej z czarnuszki – moje dzieci piją oleje każdego dnia – na łyżeczce. Olej konopny ma orzechowy smak i skutecznie walczy z bakteriami i wirusami.
  5. Unikamy przetworzonej żywności. Mowa o wszelkich gotowych sosach, fixach, ciasteczkach, kolorowych napojach itd. Oczywiście nie popadamy w skrajności. W naszym domu są słodycze i nie zawsze są to ciasta, które piekę samodzielnie. Takie bez cukru, fit, z warzywami i w ogóle. Ale dbam o to, by kupne słodycze były zdecydowaną mniejszością. Zaś przygotowując posiłki, staram się przemycać w nich jak najwięcej warzyw. Królują u nas zupy krem (z cukinii, z pomidorów, brokułowe), szybkie warzywne „sosy” do makaronów, placuszki warzywne itd. Używam ziół, często tych świeżych. Wyciskam świeże soki i takie serwuję dziewczynkom zaraz po przebudzeniu.Ostatnio wprowadziłam im ciepłą wodę z cytryną. Na czczo. Ponoć świetnie oczyszcza organizm.
  6. Widzę zbliżającą się chorobę? Stawiam BAŃKI – więcej o bańkach napiszę w tygodniu! Chcesz?
  7. Kasza jaglana – najczęściej w formie bezglutenowych muffinek lub placków czy naleśników. Każdego dnia dodaję im kaszę jaglaną do jakiegoś dania. Stawiam też na ciepłą kolację. Próbuję przekonać je do zup na wieczór. Na razie z marnym skutkiem, ale nie poddaję się. Unikam wieczorem cukru w jakiejkolwiek postaci.
  8. 1 – daję go dzieciom zamiast herbaty – pisałam o tym TUTAJ.
  9. Nie przegrzewam. Przy aktualnej pogodzie, takiej jak dziś (18 stopni) pozwalam, jeśli mają taką chęć, na to, by biegały po podwórku w krótkim rękawku. Słucham tego, co do mnie mówią. Jeśli nie chcą zakładać bluzy, nie robią tego, nawet jeśli wydaje mi się, że powinny.
  10. Hartuję. Co kilka dni od jakiegoś czasu kończę ich wieczorną kąpiel, zimnym prysznicem stóp. Nie protestują, więc wierzę, że wyjdzie im to na dobre.

O tych kilku trikach staram się pamiętać codziennie. Zdarza się, że ulatuje z głowy, ale jak mi się przypomni, po dniu lub dwóch, lecę z tym dalej. Ja regularnie zaczęłam się przygotowywać na sezon grypowy już z początkiem sierpnia. Dzięki temu, choć w naszym przedszkolu po kilku dniach pierwsze dzieci łapią infekcję, Majka nadal się trzyma.

Oczywiście nie poddawaj się w wysiłkach, jeśli Twoje dziecko będzie nadal chorowało. Ale nawet podczas choroby, unikaj zbędnego podawania antybiotyków. Najczęściej winne chorobie są wirusy, a na nie antybiotyki działać nie będą. Zanim pójdziesz do lekarza, wykonaj w laboratorium test CRP i morfologię dziecka. Dzięki temu lekarz oceni czy antybiotyk jest naprawdę konieczny! (CRP do 40 to infekcja wirusowa i antybiotyk nie pomoże, a może zaszkodzić – i obniżyć odporność dziecka!) – wiedziałaś o tym?

I mam nadzieję, że tej zimy będzie lżej. Bo, że będzie katar, to nieuniknione. Już jest. Ale obyśmy nawet z tym katarem cieszyli się ze złotej polskiej jesieni, a potem z lepionego bałwana. I tego życzę nam i Wam!