W Warszawie mieszkam już równo rok. Nie wiem czy zostanę tutaj na stałe, bo życie pokazało mi, że w nim niczego nie można być pewnym, ale na razie tutaj jest nasz dom. Mieszkam w mieszkaniu wynajmowanym, choć marzę, by kiedyś mieć swoje własne cztery kąty. Czasami, kiedy leżę w swojej oazie, jaką jest moja sypialnia… wizualizuję sobie, jak moje własne M mogłoby wyglądać. Ile pokoi? Jaki styl? Jakie kolory mebli i ścian? Jakie dodatki?

Lubię to robić. Dzięki temu mam wrażenie, że przybliżam się jeszcze bardziej do urzeczywistnienia swoich pragnień.

SYPIALNIA – moja przestrzeń

Ale wracając do TU i TERAZ. Sypialnia – aktualnie moja przestrzeń, w której uwielbiam odpoczywać od codzienności. To tutaj układam swoje myśli. To tutaj przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły. Teraz czuję, że to miejsce jest jeszcze bardziej moje, od kiedy za zgodą właścicieli zrobiłam szybką metamorfozę na lato, by całość oddawała to, co aktualnie gra mi w duszy.

O przemalowaniu myślałam już dużo wcześniej, bo choć mieszkanie urządzone jest bardzo gustownie, widziałam oczami swojej wyobraźni w sypialni inny kolor niż szary. W połączeniu z winylowymi panelami imitującymi drewnianą podłogę, marzyłam o jasnych ścianach, które mogłyby nieco rozjaśnić wnętrze. Bo o ile zimą jakoś mi to nie przeszkadzało, o tyle latem… chciałam, żeby miejsce, w którym śpię i budzę się rano emanowało dobrym vibem. Jak to wyglądało przed metamorfozą? Oto moja sypialnia przed:

Czy mi się udało? Zobaczcie sami.

Jak tanim kosztem odmienić sypialnię na lato?

W gruncie rzeczy nie zmieniło się tutaj za wiele, a zmieniło się wszystko. Kto już wcześniej widział zdjęcia przed i po, lub widział sypialnię na żywo po metamorfozie, znając ją wcześniej – powiedział, że to ogromna zmiana na PLUS! Sama jestem tego samego zdania i nie sądziłam, że finalnie tak to będzie fajnie wyglądało. Całość zaaranżowałam dzień przed przyjazdem dziewczynek do domu z pobytu u dziadków, a to co widzicie na większości zdjęć – to był efekt po jednorazowym malowaniu ścian.
Gdy zgasły światła”, zakasałam rękawy i pomalowałam jeszcze raz – ja, samodzielna Mama! Dałam radę! A następnego dnia pstryknęłam jeszcze parę fotek – wiecie, takich zupełnie naturalnych i nieustawianych. Takich na maxa życiowych.
Bo tak właśnie wygląda nasze życie – mało jest w nim wyprasowanej pościeli, idealnie rozłożonej na łóżku, a już na pewno na tej białej pościeli nie ma porannej kawy i rogalików z dżemem! Nigdy nie jadłam śniadania w łóżku ubrana w białą, lnianą, zwiewną sukienkę. Nigdy też w takiej inscenizacji nie było małych, bosych stópek. Śmiem twierdzić, że jakbym nawet chciała uwiecznić taki kadr celowo… to skończyłoby się to jedną wielką katastrofą! Jak zatem jest u nas w domu? Są dzieciaki skaczące po łóżku, od 2 miesięcy pies szczekający w niebogłosy, kiedy nie chcesz go wpuścić na łóżko, gdy ganiają po nim dziewczynki… gdzieniegdzie porozrzucane pranie, rozłożona deska do prasowania i zabawki w kącie… to jest nasze życie! I choć czasem do zdjęć się posprząta, albo uprzątnie kawałeczek… to na co dzień… nasze cztery kąty wyglądają tak jak wasze…albo Wasze tak jak moje. W końcu to wnętrza są dla nas, a nie my dla wnętrz, prawda?

Ale wracając do mojej metamorfozy.

Co w takim razie okazało się jej najważniejszym elementem? Oczywiście farby. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w samodzielnym malowaniu (raz sama malowałam pokój dziewczyn w Opolu) i zastanawiałam się, jak sobie poradzę, ale egzamin z malowania zdałam na 6 z plusem. Te farby to bajka! Jeśli ja – nie robiąca tego na co dzień – pomalowałam pokój bez żadnych smug… to jak to dopiero musi wyglądać pomalowane prze kogoś, kto zna się na rzeczy! A zatem, kiedy planujesz pomalować mieszkanie czy pokój sama lub kiedy chcesz tę pracę zlecić podwykonawcy, postaw na wysokiej jakości farby Beckers. Malowanie nimi to czysta przyjemność. Daję słowo!

Zanim przemalowałam pokój, przejrzałam kolekcje farb Beckers. Podjęcie decyzji o tym, który kolor wybrać nie było łatwe, bo podobało mi się wiele z najnowszych odcieni. Bałam się też, czy trafię z kolorem, składając zamówienie online. Całe szczęście udało się wybrać kolor pasujący do mojej wizji oraz pasujący do tapety, która jest w sypialni, bo nie wchodziło w grę jej zrywanie.

Wypróbowałam kilka odcieni z palety Beckers Designer Collection (link) korzystając z poręcznych testerów w małych puszeczkach. Ostatecznie jednak mój wybór padł na kolor MELODY z kolekcji Beckers Desinger Colour. To odcień, który każdego ranka zdecydowanie koi moje zmysły. W tej palecie dostępnych jest aż 56 kolorów, w tym 15 zupełnie nowych odcieni, jest więc w czym wybierać. Nie ukrywam, że gdyby mieszkanie było moje, to być może trochę bym poszalała inaczej… ale wierzę, że jeszcze wszystko przede mną i mam nadzieję, że i wtedy marka Beckers będzie mi towarzyszyła! Wracając jednak do koloru i samej farby TU i TERAZ. Kolor na żywo wyszedł taki jak na zdjęciu próbnika, a farba sprawdziła się świetnie – zarówno pod względem jakości, jak również wydajności. Do dwukrotnego malowania jednego pokoju o powierzchni prawie 15 m2 zużyłam połowę pojemnika o pojemności 5 litrów. Spokojnie pomalowałabym resztą pokój dziewczynek. Choć u nich widzę kolor LOVELY (wiadomo, że róż…). Lato jeszcze długie, więc kto wie?

Swoją drogą już wybrałam kolory do mojego salonu kosmetycznego. Szalona ja!

Ok. Znacie już kolor farby, którą wybrałam, więc pewnie zapytacie mnie (bo pytała mnie o to już koleżanka) jak ogarnąć taką metamorfozę samodzielnie i co kupić poza farbą. To proste – musicie mieć folię na podłogę, wałki (najlepiej na kijku teleskopowym i jeden lub dwa mniejsze), taśmę malarską, żeby odciąć sufit (jeśli malujecie do samego sufitu – im grubszą taśmę kupicie tym lepiej). Potrzebujecie też kuwetę na farbę i drabinę, kilka godzin wolnego, chęci do zmiany i… kawy! Tak naprawdę to chyba wszystko. W jeden dzień możecie całkowicie zmienić wnętrza w których przebywacie na co dzień. Niby tak niewiele, ale uwierzcie mi – to robi ogromną różnicę!

Ja do mojej małej metamorfozy odwiedziłam również IKEA – tam kupiłam chodniczek, białą pościel, dwie ozdobne poduszki, wiklinowy koszyk oraz kwiatka. A w JYSK kupiłam świeczkę i budzik oraz napis, który o poranku motywuje mnie do działania – DREAMS. Bo od marzeń wszystko się zaczyna…

A teraz liczę, że dodacie mi wiatru w żagle i napiszecie co sądzicie o tej niewielkiej zmianie? Jak Wam się podoba efekt końcowy? Lubicie takie małe metamorfozy? Robicie takie czasami?

 

Do podzielenia się z Wami moją małą metamorfozą sypialni zaprosiła mnie marka Beckers w ramach akcji #BeckersJesteśmyTuDlaCiebie