Odkąd zostałam Mamą, największym problemem było dla mnie to, jak ubrać dziewczynki jesienią. Latem to wiadomo. Najlepiej dla dziecka w samych majtkach! Gdy za oknem 40 stopni. Zimą, pod rajstopy kombinezon i heja. Wiosna? Dla nas zawsze tak jak lato z dodatkiem sweterka. Ale jesień? Jeszcze w dodatku taka jak teraz? Nie wiadomo, czy kurtkę wiosenną założyć, czy już kożuch. Czy buty z ociepleniem czy bez. A przy 20 stopniach 30 października, wyjście w krótkim rękawku to wstyd czy szyk mody?

Ileż ja błędów ubraniowych popełniłam odkąd na świat przyszła Wiktoria. Ile to razy nie wiedziałam, czy ta czapeczka to mus czy przesada… I popełniam je nadal. Czasem ubiorę za lekko, a czasem ubiorę niby w sam raz, a one już w drodze do samochodu, ściągają kurtki mówiąc „nie przesadzasz?”

Nie ma więc jednej reguły. Ani recepty an to, by było dobrze. Chyba najrozsądniejsza to ubierać na cebulkę i w razie w, ściągać warstwa po warstwie. I nie sugerować się porą roku, ale temperaturą. Bo przy 20 stopniach założyć dziecku zimowy kombinezon, nawet do wózka, może okazać się bardziej zgubny w skutkach, niż założenie mu samych bodziaków i skarpetek do kompletu.

Jak ubieram dziewczynki jesienią?

Ostatnio w sukienki. Rajstopy z microfibry, do tego bawełniana sukienka, pod spód podkoszulek i tyle. A na wierzch bezrękawnik, ciepły, ale nie zimowy płaszcz, albo lekka kurtka. Puchowe kurtki, grube rajstopy, ocieplane buty, rękawiczki i wełniane czapki zostawiam sobie na zimę. Bo w co ubiorę dziewczynki, kiedy za oknem będzie -20?

Sukienki, które polecam to zdecydowanie Mamunio oraz Marie Zelie, a także MyBasic. Bardzo lubię te marki. I polecam z czystego serducha!