Każdego lata rezerwujemy sobie kilka dni tylko dla siebie. To znaczy dla nas, jako całej rodziny. Praca Bartka, dla którego wiosna i jesień to pora sezonu weselnego, po lato, który jest jego szczytem – nieco nas ogranicza pod względem wakacyjnym. Wakacje u nas zazwyczaj są zimą i polegają na krótkich spontanicznych wyjazdach w górskie klimaty. Ale jak jest lato, to musi być morze i tak też było w tym roku. Szybkie pakowanie, jeszcze szybsza rezerwacja miejsca w hotelu, by te kilka dni spędzić razem za pan brat z jodem. Gdy wreszcie wyruszyliśmy w drogę, każdy z nas powiedział „uff”. Jedziemy. Podróż jak to podróż, z jednego krańca Polski na drugi i  to z dodatkiem w postaci Wiktorii i brzuszkowego podróżnika, zleciała nam dość szybko. A to dlatego, że wybraliśmy wyjazd w godzinach wieczornych, tak by Młoda tę podróż przespała. I tak właśnie było, ale nie o organizacji podróży Wam dziś opowiem. No więc jechaliśmy tak sobie, głośno gadając, snując wakacyjne plany, a nawet wybiegając myślą w przód, w całkowitym spokoju umysłu, gdy nagle jedno zdanie Bartka zbiło z nóg mnie, jego i dalsza podróż stanęła pod znakiem zapytania. Tyle tylko, że był mały problem. Gdy Bartek mnie o to spytał byliśmy już prawie na miejscu. A jego pytanie brzmiało :

– Kochanie wyłączyłaś żelazko?

Nosz kurcze, ile razy usłyszałaś to od swojego męża i ile razy, nawet wiedząc, że to zrobiłaś, naszły Cię wątpliwości? Ja mam tak, ilekroć to słyszę, albo ilekroć sama zaczynam się zastanawiać, czy żelazko wyłączone. A to wszystko dlatego, że ponoć na starość 🙂 z naszą pamięcią jest coraz gorzej. Moja to już w ogóle szwankuje. Ale może to rodzinne. Kiedyś moja siostra szukała kluczy do domu. Po kilku godzinach znalazła je w … lodówce! Tak, tak – włożyła klucze do lodówki, przykryła je serem żółtym i tak sobie tam leżakowały w ciszy i ciemności. Pełny relax. Ale wracając do żelazka. Na wakacje pojechaliśmy, ale musieliśmy się zabezpieczyć. Jako, że nikt nie miał naszych kluczy do domu, były więc telefony do sąsiadów (ps. Dzięki Kaja za wsparcie :P), prośby odłączenia prądu w naszym mieszkaniu, aż po wysyłanie paczki teściom z naszymi kluczami w trybie ekspresowym – pociągiem! A to wszystko dlatego, że nie pamiętałam, czy wyłączyłam żelazko. Masakra. Na końcu okazało się, że żelazko stało ładnie na desce, odłączone od zasilania i czekające na nasz powrót. Pomyślałam wtedy, że czas chyba żeń – szeń suplementować, albo jakieś ginkgo biloba, bo z ta pamięcią ciężko. Nie to co Wiki. Raz posiała moją komórkę. Szukałam, szukałam, a że rozłączona była, to zlokalizować ją – ciężka sprawa. Młoda się śmieje, chodzi, udaje, że nie pamięta. Tak to trwało dzień cały, aż się moja córka zlitowała nade mną. Rozbawiona -pokazuje gdzie wcisnęła mój gadżet służący do kontaktu ze światem . Pamiętała gdzie włożyła, a siostra – ach te klucze w lodówce.

No więc nasza pamięć. Fajna sprawa, gdy jest z nią OK. Jak jest z nią kiepsko to już gorzej, bo i dzień potrafi popsuć i wyjazd na wakacje zwalić. Więc robię co w mej mocy, by moje dzieci miały pamięć doskonałą. By tabliczkę mnożenia umiały lepiej niż ja, by nigdy nie zostawiały kluczy w drzwiach, by zawsze wiedziały jak trafić do domu, by znały podstawowe numery telefonów w razie W, by wiedziały do kogo dzwonić, w sytuacji kryzysowej. Więc uczę wierszyków, ćwiczę, stymuluję i widzę efekty.  A gdy Zabawkarnia zaproponowała mi w ramach naszej współpracy testowanie gry Memory firmy Kid O, zgodziłam się bez dwóch zdań. O tę właśnie grę walczyłyście w konkursie, ale nawet jeżeli którejś z Was się nie uda (niestety mamy tylko jedną sztukę dla Was), to uwierzcie mi – gra warta zakupu, idealna dla dzieci w wieku od lat 3. Choć pokwapiłabym się o stwierdzenie, że spokojnie dwulatek może próbować swoich sił grając z rodzicami. Im wcześniej tym lepiej. Bo z rówieśnikiem to różnie bywa. Czasem emocje i chęć wygranej, są tak wielkie, że i na płaczu skończyć się może 🙂

gra029gra005

gra004gra009gra018gra029gra015gra013

O co w niej chodzi?

Gra polega  na znajdowaniu par znaków, tym razem nie poprzez odwracanie kart, ale odkrywanie pól, podnosząc drewniane krążki. 4 dwustronne karty to 8 stron kolorowych znaków, obrazków, cyferek i liter, pozwalających dzieciom na trening pamięci, koncentracji, spostrzegawczości i cierpliwości. Gra jest super wydana. Plus za to, że jest drewniana. Dwustronne karty są z grubej tektury, więc ryzyko, że dziecko je pogniecie – minimalne. Pomyślałam sobie jeszcze, że twórczy rodzice mogą dorobić takie karty sami, więc możliwości wykorzystywania tej gry jest mnóstwo. Dla dzieci w wieku od lat 5 mamy wersję powiększoną. Więcej krążków, więcej zabawy, lepszy trening.

gra017

Ponadto Wszystkie produkty marki Kid O są testowane przez niezależne laboratorium, są wolne od PVC, BPA, ftalanów i ołowiu. Więc zabawka całkowicie bezpieczna.

Wiktoria uwielbia tę grę. Gdy ją dostaliśmy pierwszego dnia 2 godziny odkrywaliśmy krążki. Wiki załapała w mig o co chodzi. Powoli też potrafi nawet po kilku dniach pamiętać, gdzie są dane pary. Nie to co ja … Gdy oswoimy już wersję mniejszą, odpowiednią do jej wieku, zakup większej – gwarantowany.

Myślę, że Cię  zachęciłam do tego typu zabawek stymulujących pamięć Twojego dziecka i .. Twoją , a żeby zachęcić Cię jeszcze bardziej, to od dziś do końca maja w sklepie internetowym www.zabawkarnia.pl robiąc zakupy otrzymasz 10 % rabatu na wszystkie produkty, na haso „MAMALIFE”.

Fajnie, prawda?

Memory kupisz np. TUTAJ

Tymczasem my śmigamy na spacer. I tym razem żelazko nie spali mi mieszkania. Bo z moja pamięcią już nieco lepiej …

A jak Ty stymulujesz pamięć swoją i swojego dziecka?