Dziś na Instagramie, w ramach naszych cotygodniowych pogawędek o rodzicielstwie poruszyłam temat wypalenia macierzyńskiego. Bo nie jest prawdą, że to dotyczy tylko pracy. Wiecie, takiej na etacie, kiedy zaczyna Cię ona nudzić i masz dość. 

Macierzyństwo to też praca. Może nienormowana, ale praca. W dodatku praca, w której ciężko o całkowite odcięcie się od obowiązków, rzucenie wszystkiego w kąt i powiedzenie: „idę na urlop. Jak wrócę to wrócę. Jak nie wrócę, to mnie nie szukajcie”. 

Czy kiedykolwiek miałaś wrażenie, że jesteś u kresu swoich sił i zwyczajnie w macierzyństwie masz dość?

Wiem, że trudno się do tego przyznać. Otaczamy sie ludźmi z internetu, którzy nadal starają się być idealni, choć w rzeczywistości idealni nie są. Ale ten trend idealnych rodziców idelanych dzieci nadal jest widoczny. Gdzieś co niektórzy starają sie go przełamać, pokazując jakie naprawdę jest macierzyństwo, choć mamy na tym polu jeszcze sporo pracy…

No to jeszcze raz. Czy kiedykolwiek miałaś zwyczajnie dość? Ja TAK. Wiele razy chciałam wystrzelić dziewczynki w kosmos. Wiele razy wspominałam czasy, kiedy nie miałam dzieci, albo myślałam, jak fajnie bawiłabym się, gdybym była sama. Zdarzało mi się też płakać z bezsilności, kiedy nie wiedziałam, jak radzić sobie z ich emocjami i ze swoimi na dokładkę. Bywało ciężko. Bywa nadal ciężko i mniej więcej co jakiś czas chciałabym zrobić sobie wolne… na co szans nie widać. 

I nie chodzi o to, że się użalam. To jest zupełnie normalne, że czujemy się przytłoczni nadmiarem obowiązków, czasem niezrozumiani przez partnerów, źli, nerwowi czy sfrustrowani.Życie nabrało takiego pędu, że ciężko się czasem zatrzymać i spojrzeć na nie z innej perspektywy, więc koło się zamyka, a my pędzimy bez trzymanki i nie umiemy wcisnąć STOP. 

Tymczasem lektura książki „Wypalona Mama„, uzmysłowiła mi, że im dłużej pozwalam sobie na niezrozumienie pewnych procesów i nie wprowadzanie w życie zmian, tym bardziej staję się wypalona i nieszczęśliwa. 

Dlatego w tym roku szkolnym, nie skupiłam się na zajęciach dodatkowych dziewczynek. Nie ma angielskiego, dodatkowej matematyki, szkoły muzycznej czy akrobatyki. Owszem. Myślę nad czymś, ale na razie bez spiny. Wyjdzie – fajnie. Nie wyjdzie – świat się na zawali. Rozumiecie o co mi chodzi? Czasem staramy się tak mocno… że w tym wszystkim, to co najważniejsze umyka nam przez palce. A w życiu przecież nie chodzi o czerwone paski i sukcesy zawodowe. W życiu chodzi o spokój, radość i miłość, a tego nie daje ten bieg nie wiaodmo gdzie, który widać na każdym kroku. To daje jedynie codzienność, a w tej codzienności umiejętność dokonywania mądrych wyborów. 

A jaki będzie Twój wybór? Na to pytanie każda z nas musi odpowiedzieć sobie sama…

bo szczęśliwą w macierzyństwie się nie bywa. Szczęśliwą można być. Gdy się wie, jak to zrobić. A każda zmiana… zaczyna się od zmiany. 

Zgadzasz się?