Nie jestem robotem. Nie mam zaprogramowanego trybu „macierzyństwo na 6 z plusem”. Czasami nie umiem w macierzyństwo, po to, by następnego dnia rozumieć i doceniać…

2 dni temu popłakałam się. Wybiła północ, a ja siedziałam na kanapie i powtarzałam sobie, że jestem beznadziejna. Że dawniej były w domu cały czas i mi to nie przeszkadzało, a teraz od 6 dni jestem z nimi sama i… mam dość. Że chciałabym móc usiąść z nimi na podłodze i cały swój czas poświęcić tylko im. A tutaj… urzędy, księgowa, maile, śniadanie, obiad, kolacja, kąpiel, pranie… prasowanie, śmieci… ja sama i one dwie… Nie mogę!
Jak mam samodzielnie podzielić tak krótką dobę?
Zapracować na samochód, kredyt, jedzenie, opłaty, wakacje…

Jak to zrobić, żeby ogarnąć to, co teraz MUSZĘ robić sama, a jednocześnie być dla nich najlepszą Mamą, która organizuje zabawy, tańczy i śpiewa…
A tutaj wożę ze sobą, przeziębione w dodatku, w samochodzie, zapięte w fotelikach…

Nie takiego dzieciństwa dla nich chciałam…

Czułam się źle. I choć mogłabym wszystko rzucić i być tylko dla nich, a na całą swoją robotę, przeznaczyć czas, kiedy one zasną… to wiem, że to niemożliwe. Pociągnę tak tydzień, dwa… śpiąc 4 godziny na dobę, a potem złapię energetyczny zjazd i wysiądę…
To też nie tak…

W zasadzie piszę dziś tobie o tym, żeby móc Ci powiedzieć, że Cię rozumiem…
Nie jest ważne, czy ogarniasz samodzielnie, czy ogarniacie to we dwójkę…
Rozumiem Twoje dylematy…
Twój brak chęci, jeśli Cię dopada…
Rozumiem te wszystkie memy o macierzyństwie…
Rozumiem, bo to jest właśnie ŻYCIE.

Nie rozumiem natomiast, że można pić herbatę na atłasowej pościeli, z psem obok i śpiącym dzieckiem ubranym w ciuchy Diora…
Nie rozumiem, bo nigdy to nie było moim światem…
Zawsze bliżej było mi do #normalnego macierzyństwa, a nie #idealnego. 
Bo ono nie istnieje. I mówiła mi o tym Babcia, Mama i to samo powiem swoim córkom. 

Nie chcę pokazywać tylko piękna tego stanu. Nie chcę też posyłać Tobie negatywnych fluidów. Chcę pokazać, że każda emocja, z którą się stykasz, jest Twoja i jest jak najbardziej naturalna. Że jak raz byś wyszła i nie wróciła, a na drugi dzień, cały wieczór poświęciłabyś na to, by siedzieć z kubkiem herbaty po ciemku, słuchając jak bije im serce… W ciszy. Wiedząc, że w tej jednej chwili, w tym całym chaosie, one są tylko Twoje…
to to jest normalne.
Mam tak samo.

Nie jest mi teraz łatwo. Kiedy popłakałam się przedwczoraj, wczoraj dla odmiany zrobiłam im przyjęcie bez okazji. Były szczęśliwe. Nie było „zostaw, bo ubrudzisz”, „nie dostaniesz, bo to cukier”. Było… normalnie. Była namiastka prawdziwego dzieciństwa. Takiego jak miałam ja…

Wiem też, że muszę to ciągnąć samodzielnie i nie mam wyjścia. 
Nie wezmę urlopu. 
Ani chorobowego. 
Co najwyżej, z cierpliwością poczekam, aż dorosną…
A gdy dorosną i powiedzą „nie umiem w macierzyństwo”, przytulę, pocałuję, choć twarz pokryta już będzie zmarszczkami i powiem, że dawniej też nie umiałam, ale nigdy się nie poddałam. 

I to jest kwintesencją macierzyństwa…