Często pytacie mnie ile trwa i ile kosztuje rozwód.
Na to pytanie nigdy nie dostaniecie jednej odpowiedzi. Ile spraw, tyle wariantów.
Zarówno pod względem czasowym, ale również finansowym.

Mimo to, postanowiłam podzielić się z Wami moją wiedzą, w tym zakresie, żeby móc choć trochę przybliżyć Wam ten temat. W sumie od tego wszystko się zaczyna. Ile to wszystko potrwa… i jak bardzo pożre Twoją kieszeń?

Ile trwa i ile kosztuje rozwód? 

Czas trwania. Od momentu złożenia pozwu rozwodowego, na pierwszą rozprawę w Opolu czekałam 3 miesiące. Wiem, że w większych miastach ten czas może się wydłużyć, choć pisaliście mi, że może to być nawet 2 miesiące, ale z założenia przyjmijmy, że okres 3-miesięczny jest uśrednionym czasem oczekiwania na rozprawę. Pierwszą i każdą kolejną (u mnie 1 rozprawa 18 listopada, a druga 18 lutego).

A potem wszystko zależy tak naprawdę od tego, czy rozwód jest za bez orzekania o winie, czy z orzeczeniem, a także czy jest spór miedzy Wami co do kwestii, które reguluje rozwód. Inaczej maja się też sprawy, w których małżonkowie mają wspólne, małoletnie dzieci, a jeszcze inaczej wyglądają sprawy, w których jedynym wspólnym dobrem był kot 😛

Rozwód bez orzekania o winie, może zakończyć się na pierwszej rozprawie. Bo jeśli wszystko macie poukładane, jesteście zgodni co do opieki na dziećmi, wysokości alimentów itd, to idzie szybko. Schody zaczynają się kiedy nie jesteście zgodni w niczym i wchodzicie w wariant „walka o wszystko”. Wtedy sprawa może się ciągnąć nawet latami.

Czasem bywa tak, że jedna strona celowo wszystko przedłuża, sądząc, że współmałżonek „zrozumie„, „wróci„… To zawsze jakaś opcja, jeśli bardzo kochasz swojego partnera i sądzisz, że jego pozew rozwodowy, to tylko małe nieporozumienie. Czy to dobre rozwiązanie? Praktycznie nigdy decyzja o rozwodzie nie jest pochopna, ale czasem gdy pozew „napisała” de facto toksyczna teściowa, a nie Twój mąż, to Sąd może pomóc mu zrozumieć, że może tą złą nie jesteś Ty…
Ale to naprawdę rzadkość…

Mój rozwód zakończył się na drugiej rozprawie (czyli pół roku po złożeniu pozwu rozwodowego), przy czym to, że potoczyło się to tak, a nie inaczej było efektem mojego stanowiska w sprawie i wielu dowodów, które zgłosił do postępowania mój pełnomocnik, co skłoniło drugą stronę do wyjścia z propozycją porozumienia tuż przed rozprawą – dosłownie przed salą rozpraw w dniu rozwodu. Do tego dnia nie byliśmy zgodni w niczym, choć jak widać, czasem ta zgodność przychodzi dopiero pod wpływem siły argumentów i świadomości, że lepiej w spokoju niż z „nożami” przez lata.

Ile kosztuje rozwód? – czy można przybliżyć koszty całkowite?

Jeśli chcesz radzić sobie samodzielnie, to teoretycznie najtańszy wariant. Piszę teoretycznie, ponieważ Wasze doświadczenie, którym się ze mną dzielicie, podpowiada, że korzystając z usług profesjonalnego pełnomocnika, osiągnęliście więcej, niż działając w pojedynkę. Mówiąc osiągnęliście, mam na przykład na myśli alimenty. Na moim osobistym przykładzie wiem, że samodzielnie nie ogarnęłabym tego w ten sposób, który zrobiliśmy to wspólnie z moim pełnomocnikiem.

Kolejną kwestią jest wynagrodzenie dla osoby, która Was wspiera. I tutaj ceny są tak różne, że naprawdę nie można tego uśrednić. Wszystko zależy od tego kogo weźmiecie. Inną kwotę zapłacicie za zaangażowanego specjalistę w danej dziedzinie, a inną za prawnika, który łapie każdą fuchę i nie będzie miał dla Was czasu (czego możecie nie wiedzieć w momencie decydowania się na niego). Dlatego najlepiej jest wziąć kogoś z polecenia, kiedy druga osoba może Wam przekazać rzetelne informacje na temat tego, jak przebiegała współpraca i JAKIE BYŁY JEJ EFEKTY.
Ostatnio na przykład koleżanka, która właśnie się rozwodzi, skorzystała z usług prawnika, który wziął niemałe pieniądze, natomiast w zamian za to, nie zaoferował praktycznie nic. Ciągle ją zwodził, nigdy nie miał czasu, a za każdą poradę musiała płacić dodatkowe koszty. Zatem zasada, że im drożej tym lepiej, też nie zawsze się sprawdza, bo czasem możesz zapłacić kokosy, a ostatecznie na salę rozpraw w zamian za „Twojego prawnika„, przyjdzie młoda aplikantka, która na sam koniec powie: „Pani niech się cieszy, że Pani dostała te 600 zł, bo słyszała Pani – Sąd powiedział, że dziecko kosztuje tylko 500. Wygraliśmy„. Przecież zapłaciłaś, to kancelarię stać, by reprezentował Cię ktoś, kogo znasz! Ot. Szef kancelarii z którym rozmawiałaś na pierwszym spotkaniu ma za dużo takich spraw, by latać na każdą sprawę samodzielnie… (i piszę tu również ze swojego doświadczenia, bo zanim spotkałam mojego Mecenasa, właśnie na taką kancelarię się natknęłam).

Prawdą jest natomiast, że rozwód kosztuje. Kosztuje nie tylko czas, pieniądze, ale również emocje. I co ciekawe, to wszystko zamyka się w jedną całość. Czasem przykładowo myślisz, że zaoszczędzisz, a gdy reprezentujesz się w sądzie sama, to prócz tego, że zjada Cię stres, nie osiągasz tego, co mogłabyś osiągnąć współpracując z profesjonalistą. I takich przykładów znam wiele.

Aaa i pamiętaj, jak mąż mówi „mam prawnika, który NAM pomoże”, to wiedz, że to gruba ściema… To jego prawnik, a nie Twój, a interesy macie sprzeczne… Znam takie historie i zaoszczędzone pieniądze na własnego pełnomocnika odbijają się czkawką przez lata…

Na pewno jednak rozwód nie kosztuje kilku złotych.
Już same litry melisy są odczuwalne po kieszeni. A to dopiero początek…
Zatem niechaj Was nikt nie zmyli, że płacąc 500 zł sprawi, że będziecie zadowoleni, gdy w grę wchodzi naprawdę ciężka i wymagająca przygotowania sprawa. Chyba, że zapłacicie tyle za sam podpis, a pozew przygotujecie sobie samodzielnie z internetowych gotowców, ale to zupełnie bez sensu… Sama po mojej sprawie rozwodowej wiem, ile czasu poświęcił Mecenas na przygotowanie każdego pisma… Trzeba to liczyć w dobach, a nie w godzinach.

Ostatecznie jednak przyjmijmy, że jak już dojdzie do rozwodu, to niech to będzie Twój pierwszy rozwód i… ostatni. W końcu kiedyś go dostaniesz. W nieskończoność też nie będziesz za niego płaciła… nawet swoimi łzami…
Więc po prostu trzeba to ugryźć. Czasem wziąć kredyt, pożyczyć od rodziny. Też się z tym zmierzyłam.

A na koniec standardowo w tego typu wpisach głos radcy prawnego Tomasza Plasoty.

Że profesjonalista to już wiecie. Że polecam to też. Możecie go znaleźć TUTAJ i TUTAJ, a w kontekście czasu trwania sprawy rozwodowej napisał…

Często pytacie ile może trwać sprawa o rozwód z winy, z małoletnimi dziećmi na pokładzie. Powiem tak – ostatni wyrok w sprawie, którą prowadziłem – rozwód z winy męża, z małoletnim, bez zdrad, bez opinii OZSS!, ze sporymi (słusznymi 😉) alimentami, bez kontaktów!, z ograniczeniem władzy ojca i uregulowaniem mieszkania, uzyskałem na pierwszej rozprawie!
Oczywiście to nie zasada, ale w pewnych okolicznościach jest to możliwe! Ważny jest odważny Sędzia, ale najważniejszy jest dobry pozew. W tej sytuacji pozew (bez załączników), który przygotowałem miał ponad 50 stron i nie było to lanie wody 😉. Każda poważna sytuacja z 15 letniej toksycznej relacji została przedstawiona i udowodniona, do tego 3 świadków.
Praktycznie zawsze gdy dostaję do analizy materiały dotyczące Waszego rozwodu to widzę pozwy na 3-4 strony, z czego uzasadnienie to 2 strony lakonicznych stwierdzeń (czcionka 12 😜), a jednocześnie słyszę jak ciężko było w związku i ile było sytuacji, które wg mnie powinny być przedstawione przed Sądem. Dysonans 😉
Czym więcej KONKRETNYCH argumentów na starcie tym trudniej bronić się przed nimi. Sąd jest lepiej przygotowany do rozprawy, wie o co pytać świadków, a świadkom jest łatwiej odpowiadać. I idzie to szybciej.”

Sama widzisz. Nie wszystko jest oczywiste, ale wszystko można ogarnąć. Krok po kroku…