Nigdy nie lubiłam zimnej wody. Wiki natomiast jest zupełnie inna. Uwielbia kąpiele i nie groźna jej żadna temperatura. W tym roku zaczynała sezon kąpielowy u dziadków w basenie już z początkiem maja, a kończyła we wrześniu. Kiedy więc Bartek, za namową swojego brata, postanowił kilka dni temu rozpocząć swoją przygodę z morsowaniem, Wiki zapytała, czy może spróbować. Domyślasz się pewnie, że śmiało odpowiedziałam:

Jasne. Próbuj Kochanie!

Czy morsowanie jest bezpieczne dla dzieci?
Pewnie nieraz widziałaś filmiki, jak w Rosji hartowane są zimną wodą nawet noworodki.
Zobacz na przykład na TEN filmik:

Nigdy nie wzbudzało to mojego przerażenia, a raczej zachwyt, bo znając procesy fizjologiczne, które uruchamiają sie w momencie hartowania zimną wodą, wiem, że takim dzieciom wychodzi to tylko na dobre, choć może sie wydawać całkiem na odwrót.
Morsowanie jest bezpieczne niezależnie od tego ile ma się lat, choć wierzę, że nie każda Mama zgodziłaby się, by jej kilkuletnie dziecko weszło zimą do lodowatej wody, mając obawy, że następnego dnia wyląduje w… szpitalu, nie mówiąc już o dziecku rocznym czy dwuletnim lub o noworodku.
Ale znawcy są zgodni – co do tej formy hartowania, nie ma dolnej granicy, ani górnej. Jeśli ktoś ma ochotę – śmiało!

I tym się właśnie kierowałam, pozwalając Wiktorii wejść do wody. Oczywiście zakładałam, że może nie wejść za pierwszym razem cała. Bartek opowiadał o tym, jaki ból czuł, kiedy wchodził do wody i zaczynał tracić z zimna czucie. Domyślałam się też, że nawet zanurzenie nóg może skończyc się płaczem. Ale nie hamowałam. Dodawałam jej wiary, że skoro chce to niech spróbuje i wyjdzie z wody, kiedy będzie czuła, że nie daje rady. Nic na siłę.

Jej pierwszy raz

Wiki ma za sobą dwukrotne moczenie nóg w Odrze. Za pierwszym razem wytrzymała kilkanaście sekund mocząc same stopy, za drugim razem weszła aż do kolan i wytrzymała około 40 sekund. Gdy zaczynała płakać, że ja bolą stopy, wychodziła. Po tym wycierałam ją i podawałam gorącą herbatę.
Nie rozchorowała się.
Zapytana, czy będzie chciała jeszcze spróbować, myślac, że powie: „NEVER”, rzekła: „Oczywiście”. Szykujemy sie więc na kolejny tydzień. Kto wie, może i ja pokonam swój strach? Bo mnie zimna woda paraliżuje, jak nie wiem co, a dobrze wiem, że to samo…

Zdrowie!

Morsowanie to rodzaj krioterapii, czyli terapii zimnem. „Intensywna rozgrzewka, a następnie zanurzenie na kilka minut w lodowatej wodze to bardzo silny bodziec termiczny, w wyniku którego dochodzi do skurczu powierzchniowych naczyń krwionośnych. Krew wycofuje się do naczyń położonych głębiej, poprawiając krążenie w wewnętrznych narządach i tkankach organizmu. Po wyjściu z wody i ponownej rozgrzewce dochodzi do reakcji odwrotnej – silnego ukrwienia skóry (staje się zaczerwieniona), stawów skokowych i kolanowych, kończyn górnych. W ten sposób poprawia się ich odżywienie i regeneracja. Zimowe kąpiele działają więc silnie bodźcowo wzmacniając odporność organizmu na chłód i wirusy.*
Przy czym warto pamiętać, że nie trzeba od razu wchodzić do lodowatej wody. W przypadku dzieci dobrym rozwiązaniem jest zaczynanie hartowania chociażby od biegania bosymi stopami po śniegu. Nasze dziewczynki mają w zwyczaju niezależnie od pogody, wychodzić boso na balkon. Robią to prawie codziennie. I póki co w tym roku prócz aktualnego kataru u Mai z powodu wychodzących piątek, po chorobie ani śladu. Może coś w tym jest?

Jeśli zatem następnym razem będziecie planowac spacer nad jeziorem, wrzuc do torby ręcznik i termos z herbatą. I jeśli Twoje dziecko zapragnie pomoczyć nogi… nie panikuj. Pozwól mu. Może zróbcie to razem? Sama zobaczysz czy i Wy złapiecie bakcyla i uczynicie to świadomym krokiem do lepszego zdrowia i samopoczucia całej rodziny! Przy czym pamiętaj, że nie chodzi o to, by wylegiwać się w zimnicy. Nawet krótka kilkunastosekudnowa „terapia” szokująca, daje świetne efekty. Może warto spróbować?

My jesteśmy na TAK!