Mniej więcej co kilka dni ktoś odważy się napisać mi, że moje dziecko waży za dużo. „Ale masz grube dziecko” – piszą. Dostaję porady odnośnie tego, że powinnam pójść z nią do dietetyczki, zapytania czy widzę problem, czy go unikam.

Tak było od małego. Choć Wiki urodziła się malutka (2,5 kg), szybko wskoczyła na 75 centyl, by mając 4 latka, być na 90 centylu. Zaczęłam prowadzić bloga właśnie, kiedy stuknęły jej 3 latka i od tego czasu zawsze jakaś „życzliwa osoba” zwracała mi uwagę na nadwagę mojej córki.

Jak to wygląda dziś?

Wiki skończy za kilka dni 8 lat. Sama mówi, że już ma 9. Aktualnie jest na 90 centylu w siatce centylowej. Jest zdrową, pogodną dziewczynką, która ma zupełnie inną budowę ciała, niż jej siostra. Genów nie przeskoczę. Ze strony Ojca dziewczynek, praktycznie wszyscy mają sporą nadwagę, poza jego Mamą. Ze strony mojej rodziny, problem nadwagi nigdy nie występował. Wiki poszła bardziej w stronę ojca, Maja w stronę mojej rodziny. Moja siostra, jej syn – cokolwiek by nie jedli, są bardzo szczupli, moja Mama waży 52 kg? (może mniej, może ciut więcej – nie wiem dokładnie).
Wiki i Maja jedzą to samo. A jednak, każda jest inna. Maja ma szczupłe nogi, Wiki ma więcej ciałka na nogach i na brzuszku. I nie jest to efekt jedzenia niezdrowo lub dużych ilości. Taka jest. Wchodzi w okres dojrzewania i jej ciało będzie się zmieniało jeszcze wiele razy w ciągu całego jej życia.

Czy dbam o swoje dzieci?

Bardziej niż o siebie. Zauważyłam na przykład, że u Wiki – podobnie jak u mnie, po zjedzeniu glutenu – zatrzymuje się woda w organizmie. Z tego powodu bardzo ograniczyłam spożywanie glutenu w naszym domu. Czasami dziewczynki zjedzą chleb ciemny na zakwasie, czasem zrobię im pizzę, ale na co dzień nie jemy białego chleba, bułek itd. Jeśli robię ciasta, to bezglutenowe, naleśniki również. I robię to nie dlatego, żeby nas odchudzić, ale dlatego, żebyśmy wszystkie czuły się dobrze i były zdrowe.

I najgorsze, że dawniej wydawało mi się, że dzieci ważące więcej, wyglądają tak, bo są efektem zaniedbań ze strony rodziców. I czasem faktycznie tak jest. Widzę nieraz dzieci na placach zabaw, nie wyglądające dobrze i zdrowo – z paczką czipsów zapijaną colą. 
Ale.
Zostałam Mamą i mam we własnym domu przykład, że nie zawsze jest tak, jak nam się wydaje. I co gorsza – wciąż w sieci mnóstwo artykułów o tym, że dzieci z nadwagą to dzieci zaniedbane. Że to jednak jest wina rodziców i powinni w końcu to przełknąć. Zrozumieć. Zacząć działać. Mówią to osoby, których dzieci są szczupłe i nigdy nie miały takich problemów. A ja stoję po stronie rodzica, który walczy. Który uczy się, czasem popełnia błędy, ale dba. 

Może z czasem będę musiała zrobić więcej. Bardziej poszukać. Znaleźć przyczynę. Zrobię to.  Ale w swoim domu nie zrobię z 8-latki niewolnika liczenia kalorii. Wskażę drogę, poprowadzę nią i będę wierzyła, że to zaprocentuje. 

Nigdy też nie ocenię. Już nikogo. Bo nie wiem więcej, niż jawi się to moim oczom. Nie znam czyjejś historii i tego co jest za zamkniętymi drzwiami.

Ty proszę nie oceniaj również.