Odkąd zostałam Mamą dziewczynek, wciąż szukałam sposobu na to, by przy małym nakładzie czasu, mieć zawsze porządek z ubraniami. Nie raz zdarzyło mi się, że kiedy chciałam gdzieś wyjść, nagle zdawałam sobie sprawę, że moja ulubiona sukienka, zamiast na wieszaku, leży w koszu na pranie i czeka na swoją kolejkę. Czeka na to, aż kosz na pranie się zapełni, by można było go opróżnić. A potem na to, aż wszystkie ciuchy wyschną i będę je prasować przez trzy godziny, stojąc nad żelazkiem i zalewając się łzami, szukając tej jednej sukienki. To też przechodziłam…
Był też czas, kiedy w ogóle nic nie prasowałam, tylko układałam wyschnięte ubrania w szafce. Ale to nie był dobry pomysł, bo gdy potrzebowałam coś założyć na szybko, ja albo dziewczynki, to plułam sobie w twarz, że wcześniej tego nie wyprasowałam. Tak źle i tak niedobrze…

W międzyczasie wciąż zastanawiałam się, jak zorganizować sobie pranie i prasowanie ubrań tak, żeby nigdy nie mieć takiego problemu, o którym pisałam wyżej. Doszłam do wniosku, że z ubraniami jest jak z naczyniami. Jeśli je zostawisz w zlewozmywaku, odkładając na potem, uzbiera się pokaźna ilość, a wieczorne mycie będzie trwało wieki. A jeśli będziesz myć na bieżąco, może nawet dojdziesz do wniosku, że nie potrzebujesz zmywarki, bo robisz to szybko i perfekcyjnie.

I tym sposobem, opracowałam sobie system, który z drobnymi wyjątkami, takimi jak powroty z wycieczek, funkcjonuje u mnie do dziś. Bo zobacz… Większość rzeczy, które trafiają codziennie do prania, to nie są rzeczy zabrudzone tak, że potrzebują godzinnego leżakowania w wodzie, moczenia i nie wiadomo czego jeszcze. To są codzienne ubrania, wymagające przeprania, wyschnięcia i wyprasowania. Szybko i skutecznie, prawda?

Jak ja to robię, czyli mój sposób na zalegające w koszu pranie?

Robię to całkiem prosto. Tuż przed wieczorną kąpielą, wrzucam wszystkie ubrania do pralki (czasem codziennie lub co drugi dzień) i jeśli nie są zabrudzone, ustawiam najkrótszy program (u mnie 14 minut), lub nieco dłuższy w zależności od stanu ubrań. Po tym czasie  wywieszam pranie na noc, by rano było suche. A rano przeprasowanie tych kilku ubrań, dobrym żelazkiem, a raczej stacją parową, zajmuje mi dosłownie 5-10 minut. I tak codziennie lub co drugi dzień. Nie bawię się w kolekcjonowanie prania, aż urośnie sterta brudnych ubrań, którą trudno ogarnąć. Oczywiście czasem zdarza się i tak… ale… zdecydowanie częściej staram się prać na bieżąco i na bieżąco prasować.

W ten sposób poświęcając na prasowanie zaledwie kilka minut dziennie, zyskuję w tygodniu minimum trzy godziny, które poświęcałam na prasowanie cotygodniowego prania, a które teraz poświęcam tylko dla siebie. Kawa, książka? Co kto woli.
Oczywiście nawet najlepszy system może zawieść, gdy ma się w domu standardowe żelazko, za które musisz myśleć. Czyli ustawiać, kombinować i modlić, by nic się nie przypaliło. Choć odnoszę wrażenie, że coraz więcej z nas wie, że prawdziwa Pani Domu powinna posiadać… generator pary. Ja swojego nie oddam.

Generator Pary Tefal Pro Express Ultimate GV 9580

Chyba nie ma potrzeby, bym opowiadała Ci, na jakiej zasadzie działa generator pary. To nic innego, jak żelazko, podpięte grubym kablem do zbiornika wodnego i wytwarzające parę. Nie bez znaczenia mają tutaj parametry generatora pary, bo sama para nie wyczaruje cudów, jeśli nie będzie wylatywała pod odpowiednim ciśnieniem i z odpowiednim uderzeniem. Tefal Pro Express Ultimate posiada wyrzut pary ciśnieniu 8 barów i uderzenie do 600 g na minutę. Co prawda nic mi to nie mówi, Tobie pewnie też, ale mając porównanie do mojej poprzedniej stacji parowej widzę, jak każdy bar więcej robi różnicę w szybkości i jakości prasowania. Po prostu im te parametry są wyższe, tym prasowanie jest lżejsze i bardziej efektywne, w dodatku bez żadnego większego wysiłku z Twojej strony. Czyli szybkie, ekstremalnie skuteczne prasowanie.
Ciekawą opcją, którą posiada ten generator pary jest możliwość regulowania wyżej wymienionych parametrów, dostosowując je do ubrań, które aktualnie prasujemy. I tak mamy do wyboru 4 opcje: Eco, Delicate, Normal i Max. Tryb Max świetnie prasuje pościel i radzi sobie nawet z największymi zagnieceniami, z kolei Eco doskonale prasuje np. jedwab, bez obawy o jego uszkodzenie. Generator pary świetnie radzi sobie też z materiałami, których prasowanie zwykłym żelazkiem, to walka z wiatrakami np. len (mam kilka ubrań lnianych i bardzo łatwo prasuje się je „parą”) lub też znienawidzone przez większość obrusy, zasłony itd. Z generatorem pary wyprasowanie takich materiałów to pestka.

Co ciekawe, mając doświadczenie z generatorami pary, moją uwagę przykuła niezwykła lekkość prasowania. W zasadzie mogłabym przesuwać żelazko jednym palcem i radziłabym sobie perfekcyjnie. Okazuje się, że to zasługa stopy urządzenia Durilium AirGlide, która zapewnia lekki ślizg po prasowanej tkaninie, a zapewniając dystrybucję pary rozłożoną na po bokach, na środku i na czubku, skraca czas prasowania. I właśnie dlatego na prasowanie nie poświęcam dłużej niż 10 minut dziennie.

A! I jeszcze jedna rzecz na którą zwróciłam uwagę. Kiedy miałam w domu zwykłe żelazko, wiele razy zdarzyło mi się (pewnie Tobie też), jak podczas prasowania, żelazko w pewnym momencie wypluło… kamień. Pół biedy jak na ciemną bluzkę, ale na białą? Nigdy tego nie lubiłam. Mój generator pary posiada specjalną wyjmowaną szufladkę, przeznaczoną do usuwania osadów wapiennych, dzięki czemu ten problem już nie jest moim problemem. A uwierzcie mi, że potrafiłam się na to wściekać.

Ogólnie prasowanie, odkąd posiadam w domu generator pary od marki Tefal jest przyjemne. Lubię mój generator pary i chyba nie jestem wyjątkiem, bo według rankingu Onet i PIBJA Tefal to ulubiona marka żelazek Polaków. Ha. Wiemy co dobre. Kiedy jakiś czas temu byłam w Warszawie i w hotelu musiałam poprosić o żelazko z deską, nie wiedziałam jak się za to prasowanie zabrać. Przyzwyczajona do tego, że jak położę żelazko z generatorem pary na ubranie to się nie przypali, położyłam raz żelazko na bluzkę Majki i same wiecie, co się wydarzyło. Komfortu posiadania generatora pary nie da się porównać z niczym innym. Kto ma ten wie, a kto nie ma… to może najwyższa pora się przekonać? Taki generator pary to prezent na lata.

Wracając do mojego sposobu na pusty kosz na ubrania, który praktykuję. Zdarza się, że niektóre rzeczy odkładam na jedno większe pranie. Na przykład białe pranie, które piorę w większej temperaturze niż 30 stopni. Niemniej zasada zawsze jest taka sama. Piorę wieczorem, rozwieszam, a rano szybko przeprasowuję ubrania, składam, wkładam do szafy i mam to z głowy. Najgorsze co można zrobić, to odkładać brudne ubrania i prać je raz w tygodniu (mam znajomą, która tak właśnie robi – pralka chodzi non stop w sobotę, a w niedzielę spędza ona pół dnia na prasowaniu). Nie polecam i sama nie będę tego robiła, bo lepiej prasowanie podzielić na kilka razy i nie odczuć tego w ogóle, niż zawalić się ubraniami i narzekać, że nie ma się wolnego.

Ja w tym czasie wolę pić dobrą kawę…

A Ty?

Do podzielenia się z Wami moim sposobem na ogarnięcie prania, zaprosiła mnie marka Tefal