Po wielu miesiącach praktyki, muszę przyznać z pełną stanowczością, że początki karmienia piersią, w porównaniu z tym, co jest teraz, to był momentami hardcorem.
Najpierw karmienie w czasie, kiedy macica dochodziła do siebie po porodzie. Ten ból z każdym mililitrem mleka, wypływającego z moich piersi, czasem zdawał się nie do zniesienia, a trochę trwał, nim wszystko wróciło do normy i nim nie odczuwałam tego tak drastycznie.
Potem etap nawału mlecznego. Dotkliwy i równie bolesny. Nabrzmiałe piersi, reagujące na każdy dotyk. Ile razy chciałam zakończyć karmienie wiem tylko ja. Ile razy przymykając oczy, z których płynęły łzy, chciałam się poddać …
Potem zatkane kanaliki mleczne i stany zapalne. Znów ból i wizyta w szpitalu. Odciąganie mleka do uczucia ulgi i walka o to, by jednak karmić. Pomimo bólu, karmić.
Potem poranione brodawki, przez ząbkujące dziewczynki. Nauka tego, jak oduczyć je, że pierś nie służy do zabawy, a do jedzenia. Że to nie gryzak, na którym można testować siłę swoich ząbków … i znów ból i czasem chęć powiedzenia: „ej … dość. Moje cycki, nie Wasze Kochaniutkie …!”

Karmienie nie jest idyllą. To nie stan, w którym dostaje się orgazmu. To sposób karmienia potomstwa. Naturalny, fizyczny, ale obarczony bólem i częstokroć chęcią poddania się.

I to właśnie ten ból i brak wiedzy, jak sobie z tym wszystkim radzić, sprawia, że wiele z nas się po prostu poddaje. Bo niby wiadomo, że to najlepsze co można dać dziecku, kiedy ma się taką możliwość, ale …
No właśnie. Ale. Tych ale, jest czasem zbyt dużo, by kontynuować mleczną drogę, chociażby przez rok, a nawet i dłużej.

Dla mnie nieocenioną pomocą na mojej laktacyjnej drodze okazały się produkty Lansinoh. Pisałam Wam już o nich, ale wciąż dostaję mnóstwo zapytań o karmienie piersią, gdzie pytacie mnie dosłownie o wszystko, w tym również o to, jak radzić sobie z wieloma problemami, o których wspomniałam na początku. Dlatego postanowiłam raz jeszcze przybliżyć Wam tę markę, bo śmiem twierdzić, że to jedna z tych firm, które idą właśnie z duchem karmienia naturalnego i robią wszystko, by ułatwić mamom jak najdłuższe karmienie.

Ich lanolina działa cuda. Na popękane brodawki i na suche usta zimą. To jeden z lepszych produktów, który miałam i niezbędnik każdej mamy.

Ich kompresy żelowe są idealnym rozwiązaniem na ból piersi. Zamiast kapusty wykorzystywane przy stanach zapalnych piersi, mogą nam towarzyszyć wszędzie. Nawet w podróży.

Laktatory na jedną pierś albo na dwie. Oj tak. Laktator nie raz uratował mi „życie”. Bo kiedy dziecko nie chce pić, a Ty czujesz, że zaraz eksplodujesz … to właśnie laktator jest Twoim małym ssakiem.

Lanshinoh mają w swojej ofercie również woreczki do przechowywania pokarmu oraz butelki do karmienia piersią z takim smoczkiem, by dziecko nie odzwyczaiło się od piersi, przez korzystanie z butelki.

Mają również świetne chusteczki nawilżane oraz mega chłonne wkładki laktacyjne.

Ciekawy jest też korektor do brodawek. Co prawda nie miałam tego problemu, ale koleżanka zakończyła karmienie, właśnie przez wklęsłe brodawki. A okazuje się, że i to nie musi stanowić problemu.

Jeśli ktoś uważa, że karmienie to sam cud, miód i malina, to jest w błędzie. Ale jest na rynku wiele gadżetów ułatwiających nam  karmienie piersią tak, by nie było dla nas wysiłkiem i bólem, ale tym czym jest. Naturalnym sposobem na zaspokojenie potrzeb dziecka.

Warto z nich korzystać! I jeśli nie ma takiej potrzeby, nie poddawać się!

Więc cycki w przód i oby Wasze karmienie było najpiękniejszą czynnością, którą za kilkanaście lat wspomnicie ze łzą wzruszenia w oku!