Mieliśmy jakiś czas temu sytuację, która wcale nie jest wyjątkiem, sądząc po ilości maili, które od Was dostaję, w których opisujecie podobne zdarzenia, a w których to główne skrzypce gra ONO – cudze dziecko! Zazwyczaj wygląda to tak samo. Odwiedzają Was goście i nagle nie Wasze dziecko zaczyna łamać reguły panujące w Waszym domu. Skacze po kanapie, wchodzi do sypialni sądząc, że wszystko mu wolno. Co zrobić? Jak zachować się tak, by nie urazić znajomych, a jednocześnie nie pozwolić wejść sobie na głowę?

Jest na to jedna prosta rada. REAGOWAĆ! Reagować adekwatnie do sytuacji.

Sytuacja o której wspomniałam ci na wstępie miała miejsce jakiś czas temu, kiedy zaprosiliśmy do domu znajomych z dwójką dzieci. No i dzieci … jak to dzieci, zaczęły wchodzić nam na głowę w przenośni i naprawdę. Skakanie po kanapach, próby rzucania piłką po domu … Jedyne o czym myślałam wtedy to to, czy nasze mieszkanie wyjdzie cało z tej iście kreatywnej zabawy. Czy będą szkody trwałe, czy może uda się je jakoś naprawić. Niestety rodzice nie reagowali, więc podejrzewam, takie sytuacje to u nich norma. U nas też idylli nie ma i zazwyczaj wszystko podczas zabawy wywracane jest do góry nogami, ale mamy też pewne granice, których dziewczynki się trzymają. Nie rysujemy po ścianach, nie skaczemy po wypoczynku w salonie, nie gramy piłką w domu i kiedy jest już późno zachowujemy się tak, jak chcielibyśmy by zachowywali się sąsiedzi z góry i z dołu. A poza tym swoje dzieci to swoje dzieci. Cierpliwości ma się więcej, no nie?

i kiedy nagle odwiedza cie ktoś, u kogo w domu panują zupełnie inne normy, zastanawiasz się, co z tym fantem zrobić. Stopować? Zakazać? Pozwolić? Obgryzać paznokcie w ubikacji i wracać do gry z uśmiechem, czy poprosić o to, by goście opuścili nasze lokum i nie wracali, aż maluch nie osiągnie pełnoletności … No właśnie. Co zrobić?

Jestem osobą bardzo tolerancyjną i właśnie tą tolerancją staram się kierować podejmując pewne kroki lub ich brak. Zazwyczaj patrzę na wiek dziecka. Ciężko jest prosić cudze 2 letnie dziecko by zachowywało się ciszej, bo to przecież tylko dziecko. Już z kilkulatkiem wywracającym nasz dom do góry nogami można porozmawiać, jeśli jego rodzice nie reagują, a ewidentnie widać, że „Huston, we have a problem„. Warto wziąć pod uwagę również intencje, bowiem może okazać się, że dziecko które wylało sok na nasz nowy wypoczynek nie zrobiło tego celowo i jakiekolwiek próby negocjacji na nic się nie zdadzą. Dystans i dobry humor to podstawa udanej wizyty znajomych w naszym domu. Spokój ducha też będzie pożądaną cechą … Tam gdzie są dzieci zawsze jest gwar, a jeśli naprawdę chcemy mieć spokój, bo „w naszym domu jest cicho” to po prostu wstrzymajmy się z zapraszaniem obcych do naszego domu.

Oczywiście jeśli widzimy, że dziecko znajomych próbuje rysować nam po ścianach, albo robi coś celowo – reagujmy. Uważam, że lepiej jest zwrócić komuś uwagę i zrobić to dyskretnie, niż nic nie mówić i nie odezwać się do końca życia. Szanujmy to, że inni mogą być bardziej wyrozumiali niż my, a porysowana ściana będzie dla nich dziełem sztuki małego artysty, a nie kulą u nogi. A inni powinni uszanować fakt, że my możemy mieć inne zdanie. Często jest to próba przyjaźni, bowiem umiejętność zwrócenia komuś uwagi i jej odbiór jest naprawdę czymś, nad czym warto pracować.

Przy czym jest jedna rzecz na którą nigdy się nie zgodzę. Bicie. Nigdy nie pozwalam, by moje dziecko biło inne, a gdy widzę takie sytuacje – działam. Dlatego też jeśli ktoś bije moje dziewczynki bo cytuję  „wzięła moją zabawkę” – nie popuszczam. Tłumaczę, że to boli i że nie wolno tego robić. Jestem stanowcza. Tego nigdy nie zaakceptuję i nie będę popierać. Nawet jeśli są rodzice, którzy uważają, że to dobrze, jak dziecko w ten sposób broni siebie i swojej prywatności. Guzik prawda. Przemoc rodzi przemoc. I tutaj nie ma drugiego dna.

Zawsze staram się też zastanowić, jak zachowują się moje dziewczynki w gościach. Nie są idealne. I tego idealizmu nie oczekuję od dzieci moich znajomych. Dziecko to tylko dziecko … I o ile pewne jego zachowania mogę zrozumieć, o tyle to reakcja rodziców jest dla mnie ważniejsza, a z nią bywa różnie. Ale to już inna para kaloszy …