Dziś rano oficjalnie rozpoczęliśmy 5-dniowe ferie w Zakopanem. Podekscytowani spędzeniem urlopu w zimowej stolicy Polski, wstaliśmy o 7 rano, w nadziei, że wyruszmy tuż po 8, by na 13 być na miejscu … Nie przewidzieliśmy jednego. Przecież jedziemy z dziećmi, a to oznacza, że jak planujemy wyjechać o 8, to o tej porze będziemy jeszcze w czarnej … rozpaczy, bo podróż z najmłodszymi zawsze bywa … nieobliczalna!

Tak własnie było. Z Opola wyruszyliśmy dopiero o 10.30. Początkowo nawigacja pokazała nam, że przy dobrym wietrze na miejscu będziemy około 14. Dobrego wiatru nie było. W zasadzie w ogóle nie było wiatru, przez co słowo smog nabrało dla nas nowego znaczenia. Momentami pragnęłam wrócić do Opola, bo tam oddycha mi się znacznie lepiej … Ale wracając do wiatrów. Na miejscu byliśmy o godzinie … uwaga! 18 … Dwie małe przerwy, w tym postój przy lotnisku na Balicach (nasz standard) i korki, korki, korki, korki, a to wszystko przeplatane widokiem pięknej zimy. 

nowe-1-2310nowe-1-2311nowe-1-2313nowe-1-2314nowe-1-2315nowe-1-2318

Żałowaliśmy, że na tak krótką trasę nie wjechaliśmy zdecydowanie wcześniej. Choćby w nocy. I tutaj powtórzę to, o czym pisałam Ci już wcześniej, przy okazji naszej wycieczki nad morze latem – podróżując z małymi dziećmi, najlepiej wyruszyć w trasę albo późnym wieczorem ok 22.00, albo dość wczesnym rankiem, około 4.00 Wtedy dzieci najczęściej śpią, a nam udaje się pokonać wyznaczone kilometry znacznie szybciej – unikamy korków i niepotrzebnych postojów. Warto o tym pamiętać. Maja w ciągu podróży zaliczyła jedną drzemkę półgodzinną, a tak zdecydowanie jej się nudziło. Momentami modliłam się o to, by móc się teleportować. Niestety. Bez skutku. Nie ukrywam, że tablet czasem ratował nam życie. O ile z Wiki liczenie samochodów było ekscytującą zabawą, o tyle Maja nie umiała za bardzo skupić swojej uwagi na czymkolwiek, dłużej niż 5 minut. W trasie dobre piosenki dla maluchów są jak znalazł. 

Do Hotelu Belvedere, o którym więcej pisałam Ci TUTAJ zjechaliśmy na obiadokolację. Ponieważ po drodze zdążyłam zgłodnieć (w przeciwieństwie do reszty podróżników) i zapchać się suchą bułką kupioną w Lidlu, apetyt mi nie dopisywał, ale na oscypka z żurawiną znalazłam miejsce. Pyszności! Sumą sumarów skusiłam się też na małą porcję kaszy i warzyw oraz gryza bezowego torcika, wychodząc z założenia, że zaburczy mi w brzuchu akurat wtedy, kiedy nie będę mieć pod ręką absolutnie NIC. Normalka, prawda? Wiki z restauracji uciekła i pognała na plac zabaw. Całe szczęście Pani animatorka wzięła ją w obroty, a ja mogłam wrócić do góry i oddawać się rozkoszy smakowania. Mniam. Maja tym razem jadła dosłownie wszystko!

nowe-1-2310nowe-1-2320nowe-1-2319nowe-1-2321nowe-1-2322nowe-1-2323nowe-1-2324nowe-1-2325nowe-1-2326nowe-1-2327

Obowiązkowo dziś musieliśmy zaliczyć basen. Niestety zmęczenie młodszej spowodowało, że zamoczyłam w wodzie jedynie duży palec prawej stopy, bo w mig musiałam ewakuować się do hotelowego pokoju. Za to Wiki szalała z Tatą do 22.00, czego niestety nie zarejestrowało mamine oko. A nie. Przepraszam. Zdążyłam pstryknąć jedną fotkę. Patrz!

nowe-1-2329

Mówiąc szczerze – padam. Jutro pobudka po 7. Nasz plan? Aktywnie! Dzień zapowiada się wręcz ekstremalnie – narty, warsztaty kulinarne w Belvedere oraz zimowe kino bajkowe. Plan na najbliższe dni wygląda tak:

nowe-1-2311

Na miejscu jest z nami Angelika z rodziną i jeśli powiem ci, że jest godzina 23:15 a dziewczynki wciąż się bawią, oznacza to jedno – będzie się działo 🙂

To jak? Chętna na relację z dnia drugiego? 

Buziak!