Ile wiadomości dostaję od Was każdego tygodnia, tego nie sposób policzyć. W większości pytacie o poradę, albo chcecie po prostu porozmawiać. Bardzo lubię tę formę kontaktu z Wami, a z niektórymi udało mi się nawet porozmawiać telefonicznie, bo tak było prościej, łatwiej i szybciej …

Ale są też wiadomości, które czasem wbijają mnie w fotel, po przeczytaniu których siedzę, patrzę się w sufit i myślę czy olać, odpowiedzieć równie prostacko, poklepać po ramieniu, wytłumaczyć się czy w prezencie wysłać 100 róż kurierem i karteczkę „dziękuję„. Tak też było jakiś czas temu, gdy po publikacji jednego ze wpisów dostałam taką oto wiadomość, cytując bezpośrednio: „Ej! Twoje dziecko jest otyłe. Ślepa jesteś czy tylko udajesz, że nie ma problemu i zamiatasz go pod dywan?”

Pewnie ciekawi Cię co odpisałam pannie, nazwijmy ją „W”, ale o tym na samym końcu. A teraz kilka słów o moich dzieciach.

Kiedy Wiki się urodziła ważyła naprawdę malutko – 2500 g. Szybko jednak zaczęła przybierać na wadze, a karmiona była tylko moim mlekiem przez prawie rok, bo średnio na jeża chciała cokolwiek innego. Dziś mając 4 lata i 7 miesięcy mierzy 113 cm i waży 21 kg, a to oznacza, że nie wypadła z siatki centylowej, choć mieści się w jej górnych granicach.

Czy to źle?

O tym, że każde dziecko jest inne wie każda z nas. Są dzieci chude i grubsze. O dziwo w moim otoczeniu te „chudziutkie” często jedzą co popadnie i jedzą naprawdę dużo i dużo więcej niż te dzieci, które mają trochę ciałka. Wiki je normalnie. Co prawda nie lubi mięsa, a mając wybór wybierze makaron niż ziemniaki, ale naprawdę staram się dbać o to, co ląduje w jej brzuchu.

Więc o co takie halo?

Ano o to, że Wiki, nawet w moim odczuciu, jest nazwijmy to „grubokoścista”. Ma troszkę brzuszka, ma troszkę nóżek pulchniejszych, a i czasem buźka się zaokrągli. I wcale nie patrzę na nią bezkrytycznie, ani też nie bagatelizuję faktu, że powinnam zwracać na nią pilniejszą uwagę, co też zresztą robię. Ona jest zupełnie inna niż Maja, która je o wiele więcej niż Wiki w jej wieku, a sami widzicie jak wygląda. Taka drobinka malutka, choć widzę, że również i te nóżki robią się okrągłe. A wiecie, że i ja w pewnym okresie swojego życia wyglądałam jak pulpet? No to już wiecie …

W ogóle przypomniała mi się pewna historia. Siedziałam kiedyś w kawiarni i tuż obok moim oczom ukazał się pewien widok. Rodzina i córeczka, zdecydowanie bardziej okrągła niż Wiki. Wcięła jedno ciasto, za nim drugie … a potem chwyciła lizaka. Ugryzłam się w język. A po kilku dniach widziałam, jak spacerowali w kierunku przychodzi diabetologicznej. Czy to efekt zaniedbania? Możliwe. A może coś, na co nie mieli żadnego wpływu? Być może nie wszystko co jawi się naszym oczom jest białe, bo czasem może mieć drugie dno, za którym kryją się prawdziwe, ludzkie emocje …

Co zatem robię?

Na chwile obecną, poza sprawdzeniem poziomu cukru, cholesterolu i tarczycy nie robię już nic, a raczej robię to, co podpowiada mi matczyna intuicja. Wiki jest bardzo żywym dzieckiem i ciężko jej usiedzieć na miejscu. Uwielbia jazdę na rowerze, kocha pływanie, i coraz częściej przekonuje się do rolek. Dbam więc, by każdego dnia miała sporą dawkę ruchu. Ostatnio codziennie ćwiczymy, a żeby zmobilizować ją do tego, by mi towarzyszyła w porannej aktywności, pozwoliłam jej skompletować sobie jej „sportową garderobę”. Wybrała sobie spodenki w kolorze turkusowym i bluzkę w arbuzy z Zary, a jeśli chodzi o buty, postawiłam na dziecięce New Balance, nazywane przez nią „ultraszybkimi” które zakupiłam przez sieć w sklepie 1but.pl.  Do czasu byłam wielką przeciwniczką robienia zakupów online, ale tak mnie przekonał asortyment tego sklepu, że zostałam stałą klientką, aktualnie oczekującą na Conversy dla dziewczynek – o TAKIE, bo swoje kocham miłością największą i nie oddałabym ich za nic, a i przeglądam inne modele i zacieram ręce … Zobacz TUTAJ. Lubisz Conversy?

Nic więcej nie robię. Nie odwiedzam dietetyczki i nie układam planu działania. Wiem bowiem, że mając taką wiedzę jaką mam i dbając o nie tak jak uważam za stosowne oraz pokazując im właściwą drogę, będą obie umiały dokonywać mądrych wyborów. A na kształt ich ud niekoniecznie mam wpływ. Moje też są większe niż uda standardowego kanonu kobiecego piękna i … wcale nie cierpię. Mój mąż zresztą też.

Co odpisałam pannie W?

Dziękuję. W dzisiejszych czasach umieć zwrócić komuś uwagę i zrobić to z taką klasą jak Ty, to naprawdę sztuka„. I już więcej się nie odezwała …

A jak to wygląda u Was? chudzinki czy z ciałkiem?

*Partnerem wpisu jest sklep 1but.pl