Ameryki tym nie odkryję. Wiem. Ale uwierz mi. Jak bardzo znam TEN trik, tak bardzo o nim nie pamiętam, zwłaszcza wtedy, kiedy powinnam. Czyli codziennie. Zderzając się z rzeczywistością, która mnie otacza. A aktualnie otacza mnie rozbrykana dwulatka i taka sama pięciolatka, które każdego dnia, przynajmniej kilkukrotnie udowadniają mi, że w nosie mają to, co do nich mówię.

Mogę prosić, wołać, mówić spokojnie, głośno, a i tak bywa, że nie słuchają. Odwracają głowę w drugą stronę i hola. I nie. Nie mają deficytu uwagi. Bo ilekroć przypominam sobie, jaką postawę powinnam obrać, zwracając się do nich i ją przyjmuję, okazuje się, że i wysłuchają i zrozumieją i świat zaczyna od razu nabierać kolorów tęczy.

Jakiś czas temu było o tym głośno, przy okazji wizyty Kate Middleton w Polsce. Media huczały, nawołując nas – matki Polki – by brać z niej przykład. I faktycznie, na zdjęciach widać, że oboje z księciem Williamem bardzo często stosują tą taktykę, zwracając się do swoich dzieci. To dało mi do myślenia i uświadomiło mi, że powinnam pamiętać o tym częściej. Nie od przypadku. Ale każdego dnia. Tu, teraz, jutro i za dwa dni.

Zatem, gdy masz wrażenie, że Twoje dziecko Cię nie słucha, albo gdy ono naprawdę Cię nie słucha, zrób ten prosty krok.

Zamiast mówić do niego ze swojej perspektywy, kucnij i powiedz mu to samo, mając swój wzrok na wysokości jego. Co zyskasz? Przede wszystkim zmniejszysz dystans Was dzielący. Kiedy mówisz do dziecka, patrząc na niego z góry, ono siłą rzeczy odbiera Ciebie jako kogoś mającego nad nim zdecydowaną przewagę. Włączają się reakcje obronne, z których jedną z nich jest właśnie brak skutecznej komunikacji z jego strony. Natomiast kiedy mówisz do niego, zniżając się do jego poziomu, to po pierwsze znika odległość między Wami, a to z kolei powoduje, że dziecko jest bardziej skłonne wysłuchać, co chcesz mu powiedzieć. W tej sytuacji dobrze jest, byś mówiąc użyła jego imienia. Dzięki temu nie będzie mieć wątpliwości, że mówisz bezpośrednio do niego. Poczuje się też wyjątkowo. Możesz też chwycić je za rękę, bo dotyk bliskiej osoby zawsze działa kojąco. W takiej atmosferze łatwiej jest odpowiednio zinterpretować to, co ktoś drugi ma do powiedzenia, w tym momencie Ty.

I powiem Ci, że to działa. I staram się o tym pamiętać jak najczęściej. A jak zapominam, bo bywa i tak, to jak znów zaczynam denerwować się, że one mnie nie słuchają, wracam do tej metody, ciesząc się po czasie, że wcale nie jest z nimi tak źle. I ze mną. Że jednak potrafimy grać w tej samej drużynie …

Jest jeszcze jeden sposób, którego często używam. Staram się stosować jak najmniej negatywizmów. Zamiast strofować „Nie krzycz„, proszę: „Mów odrobinę ciszej„. Lepiej dziecko odbierze zdanie: „Jeśli zjesz kolację, obejrzysz bajkę„, niż „Jeśli nie zjesz kolacji, nie włączę ci bajki„. Unikam słowa „nie”, bo ono samo w sobie działa jak płachta na byka. Nawet na mnie.

I co prawda zapominam o tym wszystkim milion razy, ale potem milion razy znów sobie przypominam.
I dopóki będę Mamą …
Będę popełniać błędy i je naprawiać.
Będę płakać, że mi nie wyszło, po czym znów będę brać się w garść.
Będę mówić i żałować, że powiedziałam.
Będę coś robić, czasem nieświadomie, by potem móc przeprosić.
Będę się potykać i wstawać.
Będę mamą z krwi i kości.
Nieidealną, lecz taką, która wie, że zawsze może zrobić coś lepiej.
Jak nie dziś, to jutro …
Jak nie jutro, to pojutrze.
W końcu się uda!
A jak się nie uda, tak, jak to sobie wymarzyłam, to przynajmniej będę wiedzieć, że naprawdę się starałam.
I poczuję w sercu ulgę …

  • Agata Wierzgacz

    też często zapominam a to jest takie proste <3 dziękuję że mi przypomniałaś

  • Monika Flok

    A wiesz.....to naprawdę działa tez to zauwazylam do 5latki w 100%gorzej jest z mlodsza ona to jest buntownik i wiercidupcia więc nawet jak kucne,powiem jen imie i zaczne rozmawiać ma mnie gdzieś

  • Lidia Palutek

    Małe dzieci (do ok. 4 r.ż.) nie rozumieją słowa NIE. Więc przy maluchach lepiej wgl go nie używać 😉
    Polecam książkę "Jak mówić by dzieci nas słuchały, jak słuchać, by do nas mówiły". Tę i inne książki autorstwa Mazlish i Faber. Jest tam sporo różnych "tricków", również te dwa, o których wspomniałaś w tekście.

    Serdecznie polecam też karty technik Pozytywnej Dyacypliny (wyglądają podobnie jak zwykłe karty do gry) i książkę na ten temat autorstwa J. Nelsen.