Pamiętam jej wzrok, kiedy patrzała na mnie, snując domysły, że coś jest nie tak. Kiedy była święcie przekonana, że to, co widzi jest kroplą w ogromnym morzu, do którego miała ochotę wejść i sama spróbować jak smakuje. Nie odważyła się. Stała prawie nieruchomo, jakby bała się podejść bliżej. Ale zrobiła jeden krok, potem drugi i trzeci, czule zanurzając swoje palce w lodowatej wodzie. W pewnym momencie postanowiła jednak iść na całość. Podeszła do mnie i stanowczo rzekła: „Dobrym ludziom rodzą się spokojne dzieci …„, po czym odwróciła głowę w inny kierunek i udała, że nie widzi, jak z jednej strony próbuję opanować płaczącą Wiki, a z drugiej trzymam Maję, by nie wpadła pod samochód … Zostałam sama.

Kiedy wróciłam do domu jej słowa ciągle dźwięczały mi gdzieś z tyłu głowy. Jak to? Dobrym ludziom rodzą się spokojne dzieci? A niespokojne to kurcze komu? Patologii? I kiedy tak surfowałam sobie wieczorem po internecie, przeczytałam pewną dyskusję, gdzie padły te same słowa … Naprawdę ta jedna Pani nie była wyjątkiem myśląc i mówiąc mi takie rzeczy? Ano nie była …

W ogóle ta Babeczka miała na moje oko około 60 lat. Była więc w wieku naszych rodziców, rodziców pokolenia lat 80. Rodziców, którzy właśnie o naszych dzieciach myślą tak, a nie inaczej. A to, że one niegrzeczne, a to, że niespokojne, a to, że zbyt krnąbrne, pyskate, niewychowane. Że za głośne, zbyt energiczne albo „jakieś dziwne„. Bo przecież za ich czasów …

Za ich czasów to własnie my byliśmy zupełnym przeciwieństwem naszych pociech. Grzeczne, ułożone, spokojne. To nic, że kradliśmy jabłka z pola sąsiada. Co tam dwie wybite szyby w szkole i podbite oko co miesiąc, tak niby przypadkiem… Nikt nie pamięta naszych stanowczych „nie, bo nie …”. Byliśmy dziećmi idealnymi. Wszyscy. Jak jeden. Serio w to wierzysz?

I właśnie dziś kiedy o tym myślę, jest mi tak smutno. Tak smutno, bo ONI nie pamiętają. Wcale nie wychowali nas lepiej. Tamte czasy były zupełnie inne. Zmienił się system, zmieniły się modele wychowania, ale my … my się nie zmieniliśmy. Ktoś kto staje się rodzicem, ma tą łatkę bez względu na wiek czy kraj w którym żyje. Bycie rodzicem łączy …  Podobnie jak nasi rodzice, mamy oczy, które wcale nie są ślepe i serio widzą zachowanie swoich dzieci. Mamy też uszy, które słyszą i te piękne słowa i te, których słyszeć by się nie chciało. Mamy ręce, co zawsze pomogą i nogi, które pójdą na koniec świata. W końcu mamy też serce, które kocha. Kochamy tak samo nasze dzieci, jak nasi rodzice kochali nas. I właśnie ta miłość sprawia, że choć jesteśmy różni, to dalej podobni. Popełniamy błędy, ale też umiemy wyciągać z nich wnioski. Żyjemy tu i teraz i zmagamy się z tym, co niosą za sobą te dni … a nie dni, kiedy to my byliśmy mali.

Więc proszę … Nie oceniajcie nas. Nie myślcie, że nam się nie udaje. Nie wierzcie w to, że tylko Wy robiliście wszystko najlepiej. Z perspektywy czasu wiemy, gdzie Wy popełnialiście błędy, a mimo to nigdy Wam ich nie wytkniemy. A wy nie róbcie tego nam. Bądźcie dla naszych dzieci najlepszymi dziadkami, a nam zostawcie całą resztę. I jeśli kiedyś spijemy gorzką piankę, to na własne życzenie. Póki co jednak, jest ona słodka. Nasza. Jedyna i niepowtarzalna …