Droga Mamo, której dziecko w przedszkolu płacze…

Widzę Ciebie każdego dnia. Widzę, ponieważ rok temu byłam dokładnie w tym samym miejscu. Tego samego dnia po raz pierwszy, jako samodzielna Mama, odprowadziłam równocześnie dwie córki do przedszkola. A potem siedziałam w samochodzie… sama nawet nie wiem jak długo i z trudem powstrzymywałam łzy. Nie udało się. Łzy napłynęły mi do oczu i spłynęły po twarzy. Było mi tak ciężko z myślą, że na 6 długich godzin zostawiłam dzieci, z których młodsza tak bardzo płakała wołając „Ja chcę do Mamy…”, że nie wiedziałam, czy dam radę. Ja. Nie one.

To nie nie tak, że Młodsza nie była gotowa na przedszkole. Była. Jeszcze miesiąc wcześniej, latała po mieszkaniu i oznajmiała mi dumnie, że zostanie przedszkolakiem. A dwa miesiące wcześniej już chciała szykować plecak. Ciężko było ją przekonać, że dopiero zaczynają się wakacje. Ona chciała. Już. Teraz. Do dzieci. Do nowej Pani, na nową przygodę. A kiedy tłumaczyłam, że będzie tam bez Mamy, mówiła uśmiechnięta: „No i super. Jestem już duża.” Była przygotowana. Jak każde dziecko w jej wieku, nawet trochę podekscytowana. Jeszcze na długo przed pierwszym września…

Lecz tamtego dnia zmieniło się wszystko. Zniknął entuzjazm i radość z nieznanego. Były tylko łzy. Jej i moje. I rozdarte serce. I jej złość na mnie. Było nam ciężko.

Droga Mamo. Rozumiem Cię. Rozumiem każdą emocję, którą teraz przeżywasz. Wiem, że nie wiesz, co to będzie. Nie znasz odpowiedzi na ani jedno pytanie, które zadajesz sobie sama każdego dnia. Naprawdę w to wierzę.

Ale chcę Ci powiedzieć jedno.

Ten rok nauczył mnie wiele. Pokazał mi, że do miejsca, w którym dziś jestem, nie było dróg na skróty. Każdą emocję trzeba było oswoić. Nauczyć się nazywać ją po imieniu. Zrozumieć, czym jest tęsknota i strach. I nie tylko ja musiałam odrobić to zadanie domowe z życia. Po drugiej stronie były one. Tak samo przerażone jak ja. Wciąż niewiedzące, co je czeka za przedszkolnymi drzwiami.

Jedno wiedz. Są nauczyciele i pracownicy przedszkola, którzy będą się troszczyć o Twoje dziecko, jak o swoje własne…
To Oni będą przytulać, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Wezmą na ręce… posadzą na kolanach. Przytulą. Poczytają bajkę. Zajmą, kiedy dziecko zacznie wołać „Mama”…To, że tego nie widzisz, nie znaczy, że tego nie ma.

Twoje dziecko jest w najlepszych rękach. Może to nie Twoje własne, ale na ten moment, kiedy musiałaś podjąć taką decyzję – to właśnie to są najlepsze ręce dla Twojego dziecka.

To tam, gdzie dziś widzisz tylko łzy… niebawem zacznie pojawiać się uśmiech.
Będą pierwsi przyjaciele.
Pierwsze wygrywane konkursy…
wycieczki w miejsca, w których do tej pory nie byliście…

To tam, gdzie dziś widzisz tylko łzy, każdego dnia Twoje dziecko będzie budowało swoją pewność siebie.
To tam, gdzie dziś widzisz tylko łzy… za rok też je zobaczysz. A wśród nich uściski i pożegnania. I tym razem nie z Tobą. Z tymi, którzy dziś są obcy, lecz z każdym miesiącem są częścią niepowtarzalnej historii. Historii życia. Życia Twojego dziecka.

Wczoraj moja młodsza córka zapłakała. Dziś rankiem, nie mogła mnie puścić. Znowu było ciężko. Potem poszłam do samochodu. Usiadłam. I znowu widziałam Ciebie. Zapłakaną. Z trudem powstrzymywałaś łzy. W końcu napłynęły Ci do oczu i spłynęły po twarzy. Tak jak mi rok temu. Dziś ja też miałam szkliste oczy. Ale tym razem nie z tęsknoty i poczucia winy.

Tym razem chciało mi się płakać, bo jestem przekonana, że tego roku w przedszkolu znajdą się ludzie, którzy wykonają tak dobrą robotę za mnie, że dziecko, które niedawno trzymałam w ramionach, które kiedyś było częścią mnie, będzie w końcu wystarczająco duże i pewne siebie, aby zacząć świat beze mnie.

Każdy rok to koniec jednego rozdziału i początek następnego. Więc usiądę w tym samochodzie i będę płakać również jutro – smutna z powodu straty, lecz zachwycona perspektywą. To kolejny rok, kiedy moja mała córeczka będzie o krok bliżej do szczęśliwej i niezależnej osoby, którą chcę, aby się stała. Ale żeby tak się stało, muszę puścić jej małą dłoń…

Ty też…