Cześć.

Właśnie piszę do Ciebie ten wpis, patrząc jak moje dziewczynki jedzą leniwie kluski śląskie z masłem. I żałuję, że nie mogę zadzwonić do Ciebie i po prostu z Tobą porozmawiać. Jak kobieta z kobietą. O sprawach kobiecych, którymi niekoniecznie jest to, co zrobić na obiad, żeby dzieci były szczęśliwe.
A może nawet lepiej byłoby się po prostu spotkać? Porozmawiać siedząc na kanapie i pijąc ciepłą herbatę. Już nawet nie wino. Ciepła, zimowa herbata pita z inną dziewczyną.
Jest tyle rzeczy, które siedzą w mojej głowie, a którymi chętnie bym się z Tobą podzieliła.
Bez gwaru z tyłu głowy: „mamusiuuu…”

Macierzyństwo nie jest łatwe. W tym tygodniu było w moim świecie tyle rzeczy, które sprawiały, że napięcie rosło, rosło i nie mogło opaść, że sama się sobie dziwię, że jeszcze nie eksplodowałam.

Czasem zastanawiam się, czy czujesz „to” podobnie jak ja? Czy może jednak jestem jedyną osobą, która czasem stara się na siłę znaleźć zadowolenie tam, gdzie go w danej chwili w ogóle nie widzi. Choć wiem w głębi serca, że pewnie masz tak samo. Nawet jeśli o tym głośno nie mówisz…

Ile to razy zastanawiałam się, co jeszcze innego powinnam robić w swoim życiu, by nie być TYLKO Mamą. Potem przychodziły takie dni, gdy byłam absolutnie przekonana, że to moja najważniejsza rola w życiu i matkowanie swoim dzieciom powinnam uważać za jego sens. Czułam po prostu, że jestem pomiędzy młotem z kowadłem. W jeden chwili wydawało mi się, że jestem dla swoich dzieci ważna, a potem miałam wrażenie, że jestem nieistotna… Też tak masz?

Pamiętam, jak jeszcze zanim poznałam Bartka, chciałam być kimś. Kończyłam studia, miałam aspiracje być najlepszym fizjoterapeutą w kraju. Cieszyłam się kończąc kolejne kursy, bo wiedziałam, że one otworzą mi drogę do kariery.
A potem wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, najpierw jedno, potem drugie i któregoś dnia stwierdziłam, że to jest to. Czułam, że wygrałam los na loterii. Jak wcześniej mogłam nie wiedzieć o tym, że to właśnie bycie mamą jest najlepszą pracą, lepszą niż jakakolwiek inna, nawet dająca miliony na koncie?…

A potem mijały dni i miesiące, a ja czułam, że jakaś czątka mnie nie pasuje do macierzyństwa…

Że chciałaby inaczej…

Że brakuje jej klepnięcia po plecach i powiedzenia: „Dobra robota. Zasługujesz na awans”…

„Macierzyństwo w ogóle mi tego nie daje” – powiedziałam któregoś razu…

Ale kiedyś, nie pamiętam dokładnie kiedy, wtedy gdy miałam taki czas, gdy czułam się rozczarowana pewnymi sytuacjami i totalnie bez sił, ktoś mi bardzo bliski, usiadł obok mnie i powiedział: ” Bo widzisz Kochana. Macierzyństwo nie daje Ci prestiżu ani pieniędzy. Daje w zamian niewdzięczne noce, złość i strach. Ale daje też coś, czego nie dałaby Ci nigdy TYLKO praca zawodowa. To możliwość zrozumienia, że jest na tym świecie ktoś, kogo można kochać bardziej niż samego siebie…

I to jest właśnie klucz do znalezienia szczęścia w macierzyństwie.

Kiedy czujesz, że masz dość…
Kiedy czujesz, że jesteś dla nich nieważna…
Że tyle im dałaś, tyle nocy poświęciłaś…
A one uciekają na wieczór do koleżanki…
Bo mówią, że przecież są dorosłe…
Albo gdy wyprowadzają się z domu…
Gdy jest Ci smutno i zwyczajnie źle…
Gdy wolałabyś być w tej jednej chwili gdzieś indziej…
To właśnie wtedy jest ten czas,
żeby uświadomić sobie, że bycie Mamą
To nie jest żadne poświęcenie.
To danie komuś miłości bezinteresowanej.
To stanięcie obok samego siebie.

Bo czy nie jest tak, że to właśnie dzięki macierzyństwu jesteś lepsza?
Bardziej cierpliwa? Wyluzowana? Przekonana o tym, gdzie jest prawdziwe szczęście?
Tego nie dają kolejne dyplomy. To daje rodzina… To dają dzieci, które nawet jeśli nie mówią Ci codziennie, że jesteś dla nich całym światem, to tak właśnie myślą. 

A nawet jeśli za paręnaście lat, w ich życiu pojawi się ktoś, kto sprawi im motyle w brzuchu, wdzięczność za każdą spędzoną z Tobą minutę, okażą wtedy ciepłym spojrzeniem.

A Ty będziesz wiedziała, że zrobiłaś kawał dobrej roboty!

…………

A ponieważ najpiękniejsze są wspomnienia i… fotografie po nich zostające, do których można wrócić po latach ze łzą w oku, dziś mam dla Was cudowną sesję, o której zawsze marzyłam. Ja i one dwie tak samo ubrane. W tej sukience czuję się jak milion dolarów. Jest fantastyczna na wyjątkowe okazje, a możliwość ubrania siebie i swoich córek w takie same kreacje jest tym, co sprawia, że inni mówią: „wow…
Nasze sukienki to model Melie Folium od Marie Zelie. Taka sama sukienka dla Mamy i córki. Jeśli jeszcze nie znasz tego sklepu, koniecznie TUTAJ zajrzyj i zobacz, jak piękne cuda tworzą. Co prawda klimat sukienek jest zupełnie inny niż oferują sieciówki, ale to właśnie sprawia, że są niepowtarzalne.
O nich nie da się zapomnieć…
A wszystko zaczęło się od… marzeń!

„Wszystko co tworzymy, tworzymy z myślą o tych licznych momentach: okazjach i zwykłych chwilach, z których utkana jest kobieca codzienność. Z myślą o Twoich radościach i wyzwaniach, byś ubrana w Marie Zélie wszędzie czuła się swobodnie, a jednocześnie elegancko i pięknie.

Może i Ty masz marzenie o takiej sesji? 

Jak ci się podoba nasza?
Lubisz tak samo ubierać siebie i swoje dzieci?

A może marzysz o takiej sukience? Chciałabyś móc ją wygrać?

 

  • Monika Flok

    wyglądacie oblędnie -no czad poprostu:0 piekne sukienki a zdjęcia rewelacja;)