Tyle przygotowań, tyle emocji, 3 miesiące i po ptokach.

Ostatnio wspomniałam w jednym ze wpisów, że Wiki już nie jest przedszkolakiem. Dziś powiem Ci dlaczego.

W zasadzie pierwsze dni w nowej placówce były fantastyczne. Wiki nie chciała wracać do domu, bo w przedszkolu czuła się jak ryba w wodzie. Nie było płaczu ani tęsknoty. Były inne dzieci. Była zabawa. Było super. Do czasu. Któregoś razu Młoda wstając rano oznajmiła, że nie chce iść do p-kola, a na moje prośby, by powiedziała: „dlaczego”, odwracała głowę w drugą stronę i strzelała focha. Nie, bo nie. Oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że każde dziecko – a raczej większość, bo możliwe, że są pewne wyjątki – przechodzi przedszkolny kryzys i tak pewnie jest i u niej. Ale sytuacja zaczęła się powtarzać dzień, drugi, trzeci, aż w końcu usłyszałam: „Bo dzieci nie chcą się ze mną bawić”. Początkowo słysząc to, uznałam, że nie do końca jest ze mną szczera. Przecież ciągle mówiła o tym, jak Kalinka to i to, a Szymonek to i to itd. Widać, że dobrze znała te dzieci i czuła z nimi pewnego rodzaju więź. Ale gdy zaczęła bronić się przed przedszkolem, co ranka płacząc, narzekając na ból brzucha i powtarzając to samo, postanowiłam zareagować. Przy najbliższej okazji spytałam Pań w przedszkolu, czy to prawda, że dzieci nie chcą się bawić z Wiki i usłyszałam krótką odpowiedź: „wszyscy bawią się ze sobą proszę Pani. Wiki wymyśla”. Ale nie dałam za wygraną, tym bardziej, że sytuacja wcale się nie poprawiała. Gdy raz Bartek zapytał o to samo usłyszał: „Państwa dziecko ma problemy komunikacyjne w grupie”. Bach. Zjeżyły mi się włosy. Ona? Taka otwarta do wszystkich? 

Tego samego dnia zadzwoniłam do dyrektora placówki, prosząc go o wyjaśnienie. Jak to możliwe, że ta sama Pani najpierw nie zauważa problemu, a potem bez pardonu mówi o tym, że problemem jest MOJE DZIECKO, bo to ono nie potrafi odnaleźć się w grupie. Oczywiście zaproponowano mi wsparcie psychologa i takie tam. Nawet na początku chciałam skorzystać, a potem pomyślałam sobie: „Ej, nie daj się zwariować. Ona ma dopiero 4 lata …” To był ostatni dzień, w którym Wiki postawiła nogę w przedszkolu. Zaczęłam się jednak zastanawiać, gdzie naprawdę leży sedno całej sytuacji. I doszłam do tego, bez dodatkowej pomocy. Otóż większość dzieci w jej grupie to były dzieci 3 – letnie, podczas gdy Wiki skończyła dawno 4 i … totalnie nie umiała odnaleźć się wśród takich maluszków. Gdy dzieci chciały się bawić klockami, ona wolała uczyć się pisać i czytać. Pewnych różnic niestety nie da się przeskoczyć.

Poza tym Wiki, o czym sama wspomniała, wolała spędzać czas z Mają. Zazdrościła jej, że jest z nami, podczas gdy ona musi iść do przedszkola, które w tej stacji było dla niej karą, a nie nagrodą.

Co więc postanowiliśmy? Już niebawem zacznie edukację, którą będzie musiała kontynuować. Nie będzie mieć wyboru. Teraz jednak ten wybór mamy. I o ile jestem w stanie być z nimi w domu, to cieszę się, że mam je koło siebie … Obie. Widzę, że korzystają z tego ile mogą. Ich więź jest niesamowita. Razem 24 godziny na dobę …

Na razie pytana, czy chce iść do przedszkola, odpowiada: „Mamusiu, wolę do szkoły”.

Więc nie naciskam. Bo jeszcze chwila, a obie będą na studiach … i o leniwych porankach spędzonych pod pościelą z nimi dwiema, będę mogła jedynie pomarzyć …

 

A co Ty zrobiłabyś na moim miejscu?

nowe-3-7