Ostatnio zaczęłam się dzielić z Wami swoim powrotem do formy sprzed roku. Wtedy co prawda na osiągniętą przeze mnie wagę duży wpływ miał stres, ale to właśnie na początku 2019 roku czułam się najlepiej, jeśli chodzi o wagę ciała, którą miałam. Przy moim wzroście 162 cm, waga 52 kg to taka wymarzona i idealna. I do takiej wagi postanowiłam dotrzeć przed latem.

Wiele razy wspominałam Wam o moich przygodach z testowaniem różnych sposobów na codzienne życie. Bo nie lubię słowo „dieta”. Nie chodzi bowiem tylko o zrzucenie kilku kilogramów i powrót do starych nawyków. Chodzi przede wszystkim o zmianę sposobu myślenia i jedzenie tak, by czuć się pięknie sama ze sobą, ale również by osiągnąć coś znacznie cenniejszego – zdrowie.

W życiu spróbowałam już chyba wszystkiego. Najdłuższa przygoda to było dla mnie bycie „wege”. Bez jajek, mięsa, nabiału. Potem zaczęłam powracać do jajek, następnie wróciłam do mięsa, wciąż odrzucając nabiał.
Aktualnie tak modyfikuję każdego dnia swoje nawyki, by osiągnąć stan, w którym będę jadła zgodnie z nurtem PALEO. Może nie tak restrykcyjnie, gdyż uważam, że każdy musi znaleźć swój złoty środek, ale dopiero teraz czuję, że idę w dobrym kierunku.

Jak czułam się będąc weganką?

Początkowo super. Odstawiając mięso, zaczęłam jeść coraz więcej warzyw i owoców i czułam, że mój organizm nadrabia za lata. Miałam mnóstwo energii, bo z każdym wypitym koktajlem, czułam, że wypijam porcję witamin i składników odżywczych. Co prawda większość czasu spędzałam w kuchni (wtedy jeszcze był B. i on jadł to samo co ja), wertowałam książki kulinarne, gotowałam, piekłam i czułam się taka „wow”. Jem wege. Jestem trendy. Ale z czasem nasiliły się moje bóle głowy, a ja nie wiedziałam o co chodzi. To był czas, kiedy pszenicę zamieniłam na orkisz, ale wciąż jadłam ogromne ilości glutenu. Same koktajle i soki nie zaspokajały mojego głodu, więc dopychałam się węglowodanami. Aż w pewnym momencie uznałam, że to nie to…

Potem zaczęłam jeść normalnie. Jadłam wszystko poza mlekiem i jego przetworami. Odpuściłam stosowanie jakiejkolwiek diety, sądząc, że najważniejsze to MŻ czyli po prostu mniej żreć. I faktycznie. Jak mniej jadłam, kiedy B. wyprowadzał się z domu, chudłam w oczach. Ale spadając z wagi, czułam się niezbyt dobrze. Bolał często brzuch, wypadały włosy. MŻ to też nie sposób. Nie dla mnie…

Potem znowu zaczęłam jeść normalnie. Stres mijał, powracał dawny apetyt, a waga szybowała w górę. Do pewnego momentu mi to nie przeszkadzało, ale przyszedł dzień, kiedy powiedziałam STOP. To był koniec grudnia – wiecie – postanowienia noworoczne. I się zaczęło.

W tym samym czasie postanowiłam wprowadzić do swojej diety suplementy 4Her. Długo czytałam o nich, aż nadszedł dzień dostawy. Zamówiłam sobie olej Smart Me i cały zestaw kapsułek – wzmacniających włosy, kolagen, tabletki na odchudzanie, detoks i dobry sen (zajrzyj sobie na ich stronę – są mega, a na hasło Mama10 macie 10 % rabatu!). W najbliższym czasie planuję napisać Ci o swoich odczuciach po niemal 4 tygodniach stosowania ich, ale dziś chciałam Ci tylko zaznaczyć, że zmiany, które wprowadziłam były kompleksowe. Gdybym dodała do tego aktywność fizyczną np. treningi na siłowni, byłabym już wniebowzięta.

Ale wracając do diety. Od stycznia nie jem glutenu. A raczej – unikam go w codzienności. Moje śniadania to typowe śniadania białkowo – tłuszczowe, składające się z kiełbasy, jajek i góry warzyw. Potem jem owoc, na obiad mięso z warzywami lub posiłek bezmięsny, a na kolację kasze (jaglana, gryczana) z warzywami, bataty lub inne węgle (np. gofry bezglutenowe z bananem). Wciąż testuję jak czuję się każdorazowo po posiłku i nie zakładam, że jeszcze nie zmodyfikuję swojego sposobu myślenia. Na przykład po lekturze ostatniej książki o diecie Paleo, doszłam do wniosku, że może niekoniecznie powinnam nagle porzucić gluten i zastąpić go wypiekami z mąki ryżowej czy kukurydzianej – przecież to też zbytnio odżywcze nie jest. Chciałabym pokochać mąkę kasztanową, czasem myślę, że może kromka chleba żytniego krzywdy by mi nie zrobiła… jak widzisz jeszcze się gubię, ale gubię też kilogramy i to mnie cieszy. Mam – 2kg na wadze, a głodna nie chodzę. Mam dużo energii, luźną głowę i w ogóle jestem szczęśliwsza. Czuję się lżej. Brzuch mi już nie przeszkadza Czy to zasługa diety? Na pewno też. Ale wraz z dietą zmieniłam swoje podejście do wielu spraw…

Dużo pomaga mi aplikacja i codziennie słuchanie Iwonki Wierzbickiej, dietetyka klinicznego z Opola znanego jako Ajwen. Na przykład staram się wysypiać. Dawniej spałam po 4-5 godzin dziennie, a teraz dbam o to, by spać 8. Bliska jest mi reguła 8-8-8, czyli 8 godzin pracy, 8 odpoczynku i 8 snu, choć czuję, że jeszcze mi brakuje to osiągnięcia takiego stanu. Przede wszystkim jednak zaczęłam dbać o siebie. O swoje potrzeby. Nie tylko o potrzeby dziewczynek. Kupiłam sobie złoty naszyjnik od Ani Sudol (mój pierwszy prezent dla samej siebie od lat) i powtarzam sobie codziennie – jesteś fajna dziewczyno! Nieidealna, ale wystarczająco dobra!

Zmieniam się. 2 lata temu byłam wystraszona tym, co zrzuciło na mnie życie. Dziś stąpam twardo po ziemi, wierząc, że tylko ja mam wpływ na to, jaka będzie moja rzeczywistość za rok, dwa, pięć, czy dziesięć. Zaczynałam chaotycznie. Teraz każdy mój krok jest przemyślany. Otworzyłam nową markę OKYOO. Na razie to tylko dwa produkty, ale od lutego będzie coś dla mam, dziewczynek, mężczyzn, chłopców, z czasem sportowców i akcesoria do domu! Chłonę szczęście jak nigdy dotąd, ciesząc się, że mam przy sobie swoje dwa największe szczęścia. To one napędzają mnie każdego dnia. I niech ta myśl towarzyszy mi przez cały rok i do końca świata. I o jeden dzień dłużej.