Tydzień temu nasz krótki urlop zaczęliśmy od Warszawy, którą uwielbiamy tak mocno, jak bardzo jej nie cierpimy. Ilekroć planujemy urlop i pojawia się hasło – Stolica, oczy nam się świecą, a uszy stają dęba. Zastanawiamy się, gdzie pójdziemy, co zobaczymy, bo przecież to miasto, to tyle opcji … A potem przyjeżdżamy do Warszawy i zwiedzamy te same miejsca, jemy w tych samych knajpach (bo przecież sprawdzone) i w duchu klniemy, że korki, że gwar, że tłum, ciesząc się, że jeszcze tylko dwa, trzy dni i wrócimy do siebie … A jak już jesteśmy w Opolu, to znów marzymy o Warszawie, bo przecież tam jest tyle do zwiedzenia, a koło się zamyka …

Wyjazd z dziećmi zawsze rządzi się swoimi prawami. Chciałabym zwiedzić jakieś muzeum, ale mam wrażenie, że o ile Wiki okaże zainteresowanie naszym pomysłem, o tyle Maja spędzi ten czas na naszych rękach, znudzona, marudna, płaczliwa … Ona ciągnie do zoo, to tam są dla niej atrakcje, a nie jakieś wzniosłe plany, albo niespełnione ambicje mamy …

Gdy jednak byliśmy teraz w Warszawie, z racji niezbyt udanej pogodny przez jedno popołudnie, postanowiliśmy pojechać do Centrum Nauk Kopernik, zastanawiając się, czy to dobry pomysł, czy raczej wtopa. Szliśmy tam z mocniejszym biciem serca, czy oby na pewno Maja będzie się tam dobrze bawić. Wiki stwierdziła, że tam już była i ileż można, ale uparcie wierzyłam, że znajdzie coś dla siebie. No ale ta Maja …

Znajomi zdążyli nas też ostrzec, że do Kopernika z 1,5 rocznym dzieckiem, to głupota … no chyba, że naprawdę chcemy ją ciągle nosić i uspokajać. Ale poszliśmy. I powiem Wam, że to była atrakcja, która pobiła wszystko inne w Warszawie, podczas tych 3 dni. Gdyby nie to, że to ja poczułam zmęczenie materiału, a Bartek zaraz po mnie, siedzielibyśmy tam cały dzień. Dziewczynki bawiły się fantastycznie, zarówno w strefie dla maluchów, gdzie rządziła woda, woda i jeszcze raz woda, ale też na każdej innej atrakcji, którą udało nam się „zwiedzić”. Wiktoria chciała dotknąć dosłownie wszystkiego, ciężko było ją zatrzymać, co chwilę pytała co to i do czego służy tak, że buzia i jej i nam się nie zamykała. Maja nie zasnęła. Ani razu nie zapłakała. Dzielnie chodziła za nami i jeśli tylko była taka sposobność testowała i uczyła się razem z siostrą …

Chyba za bardzo nie wierzyłam w jej potencjał. 1,5 roczne dziecko jak widać nie tylko lubi oglądać zwierzątka, a eksperymenty to to, co naprawdę je kręci!

Dla mnie jedna z lepszych atrakcji dla dzieci w Warszawie i chętnie pojedziemy tam jeszcze raz …

Ps. Jedzenie w Koperniku jest naprawdę dobre i świeże.

  • Łukasz Patrycja Sałek

    Wow.....Eryk bylby zachwycony tym miejscem 😀 ale mi z pewnoscia zabraklo by odpowiedzi.... 😉 😀

  • Oo, a ja właśnie też niedawno u siebie o tym pisałam. Wprawdzie Dziubdziak nieco starszy (22 miesiące), ale też świetnie się bawił. Sama byłam zaskoczona i teraz wszystkim polecam. I dla młodszych i dla starszych, każdy znajdzie coś dla siebie 🙂