Zrobiłam to raz. Nigdy więcej mi się nie zdarzyło, a na samą myśl dostaję gęsiej skórki. I choć wiele razy słysząc od znajomych, że oni to robią, by umilić dzieciom jazdę samochodem, bo przecież Pan Tablet to samo zło, tłumaczyłam, dlaczego to nie jest dobry pomysł, często mówiono mi „etam…”

A ja mówię NIE! 

Bardzo często jeżdżę z dziewczynkami sama. Pokonałam już samodzielnie trasę do Łodzi, w góry, do Krakowa i na Śląsk. Wrocław to norma. Często tam wybywamy. Latem, kiedy Bartek częściej jest w pracy, muszę sobie radzić, bo inaczej siedziałabym w Opolu, a jak wiecie lubię, kiedy coś się dzieje, a „domatorstwo” to moja ostatnia twarz.

Dziwię się, że na stacjach benzynowych nadal stoją kolorowanki i…kredki. Bo to właśnie ONE mogą sprawić, że jazda samochodem z nudzącym się dzieckiem może skończyć się źle!

Tak. Kredki. Wystarczy włączyć wyobraźnię. Przeżyłam to sama, choć skończyło się na zwykłym „ała„. Jechałam wtedy z Wiktorią. Ona na tylnym siedzeniu, obładowana kolorowankami i kredkami świecowymi. Nagle zobaczyłam w lusterku jak jedną kredką rysuje sobie po policzku. To była chwila. Hamowanie auta przede mną zmusiło mnie do wciśnięcia hamulca, po czym kredka wbiła jej się w policzek…

Resztę dopowiedz sobie sama. A gdyby kredka powędrowała do oka? Dzieci maja różne pomysły, niekoniecznie mądre, a siedzenie w samochodzie w zapiętym foteliku jeszcze bardziej sprzyja fantazji.

Dlatego kredkom mówię NIE. Nie daję dziecku w samochodzie nic do rysowania i Ciebie zachęcam do tego samego. Książeczki ok. Tablet? Proszę bardzo. Doprawdy wolę, by dziecko obejrzało sobie bezpiecznie bajkę, niż gdybym miała się stresować i myśleć „a co jeśli?”.

Gdy jadę z dziewczynkami sama, jestem kierowcą. Nie animatorem zabaw.
Nie czuję potrzeby, by do nich zagadywać w trybie „non stop„. Wolę skupić się na celu, do którego chcę dowieźć je całe i bezpieczne, by potem całą uwagę poświęcić im.
Dlatego nie wstydzę się tego, że podczas jazdy nie wymyślam im rozrywki, nie opowiadam miliona bajek i nie śmieję się wniebogłosy.
Inaczej wygląda to, gdy to nie ja jestem kierowcą. Wtedy pole do popisu mam większe i zabawa „zgadnij co mam na myśli” może trwać godzinami…

Czego jeszcze nie daje dziewczynkom?

Jedzenia. Ani jedzenia, ani picia, kiedy nie mam możliwości ich skontrolować.
Od tego są postoje i parkingi. Dość się nasłuchałam w telewizji o zakrztuszeniach i zachłyśnięciach podczas podróży. Nie chcę przeżyć tego na skórze swoich dzieci.

Jeśli zatem zdarza Ci się dawać dziecku kolorowanki, albo jedzenie lub picie podczas jazdy samochodem mam nadzieję, że od dziś pomyślisz, nim zrobisz to jeszcze raz.

Zapraszam Kochani do udostępnienia tego wpisu. Myślę, że WARTO! zdawać sobie z tego sprawę i uświadamiać wszystkich w około. Dzięki! <3