Minął jeden dzień, a ja nadal przeżywam naszą wczorajszą wizytę na SOR. Poświęciłam temu zdarzeniu wieczornego live i prosiliście mnie, abym napiała o tym wpis, byście mogli go udostępniać. Może uda się zapobiec większej tragedii, dzięki naszej czujności…

Co się wydarzyło? Od poniedziałkowego ranka Wiki narzekała na pieczenie podczas oddawania moczu i ból podbrzusza. Ponieważ siusiała częściej niż zwykle w małych ilościach, moja diagnoza była jednoznaczna – infekcja. Mam ten problem od dziecka, więc dokładnie znam symptomy. Poza tym raz już się to zdarzyło u Wiki, a objawy były identyczne. Chciałam dostać się do lekarza perwszego  kontaktu, ale niestety nie udało się to, z powodu braku miejsc. Mówię – poczekam do rana. Ale około godziny 17 siusianie się nasiliło, więc stwierdziłam, że podjedziemy na Izbę Przyjęć prosząc o Monural 2g. Zrobią może badanie moczu i załatwimy wszystko na jednej wizycie. A może dzięki szybkiemu leczeniu noc będzie lżejsza i obędzie się bez gorączki.
Ubrałam Wiki i pojechałyśmy. Po godzinie oczekiwania na swoją kolej, udało nam się wejść do gabinetu. Młoda Lekarka nie zleciła badań moczu, a jedynie przeprowadziła ogólne badanie Wiki. Diagnoza – zapalenie ukadu moczowego. Co dajemy? Antybiotyk.
Poprosiłam, czy mogłaby przepisać nam Monural 2g, bo to 1 saszetka i działa. Pani Doktor odpowiedziała, że Monural nie jest dla dzieci, mimo, że na ulotce jest napisane: „dla dzieci od 5 roku życia”. Zaleciła Augmentin na 7 dni…
I tu zaczyna się cała historia. Po zapytaniu ile waży córka zaczęła obliczać dawkę.


12,3 ml 2 razy dziennie, czyli 24,6 ml na dobę” – odrzekła, powtarzając raz jeszcze, żebym pamiętała, że 12,3 ml… Zapisała mi to na recepcie i na wypisie.
Ponieważ Wiki robiła sie coraz bardziej niecierpliwa, wzięłam wypis, receptę i wyszłam.
Ale siedząc w aucie przed Apteką, coś mnie olśniło, że to chyba za duża dawka…12,3 ml to przecież 2,5 strzykawki nurofenu po 5ml…
Poszłam do Apteki z receptą i pytam, czy nie wydaje im się, że ta dawka jest za duża. Pan Farmacenta odrzekł, że chyba faktycznie za wysoka. Wstrzymałam się z wykupieniem recepty i pojechałam do innego szpitala, gdzie jak się okazało znajduje się Nocna Opieka Medyczna, o czym nie wiedziałam.
Prosząc Panie w rejestracji o możliwość porozmawiania z lekarzem, tłumacząc sytuację usłyszałam: „A czy Pani chce podważać kompetencje lekarskie?”… Opadły mi uszy! Powiedziałam, że wejdę do lekarza, nawet bez numerka, najwyżej mnie wyprosi…

Udało się wejść, pomijając kolejkę. Jeszcze przed wejściem zajrzałam do ulotki Augumentinu znalezionej na internecie i szybko wyliczyłam, że skoro 400 mg substancji znajduje się w 5 ml, a Wiki powinna dostać 25mg/kg masy ciała/dobę, więc 25*25=625. Łatwo wyliczyć, że dobowa dawka wynosi dla dziecka wynosi 7,8 ml, co daje nam 4,4 ml/ 2 razy dziennie, a nie 12,3 ml…

Pani Doktor potwiedziła moje wyliczenia, jednocześnie informując, że przy takich infekcjach warto zacząć od Furaginum, a nie od antybiotyku…

Wychodząc z gabinetu byłam wściekła! Wiem, że lakarz to też człowiek, ale takie pomyłki, nie powinny się zdarzać. 8 ml a 24 ml to zwiekszenie zalecanej dawki trzykrotnie!!!
Jakie konsekwencje mogą sie wydarzyć po przyjęciu takiej ilości leku? Nie chcę wiedzieć…

Ps. Nawet jesli zwiększymy dawkę do 45 mg = 14 ml na dobę, a w przypadku dawki 60 mg = 18,5 ml na dobę. to znacznie mniej niż 25 … (tak w odniesieniu do komentarzy niżej)

Wracając do Apteki, zadzwoniłam na Oddział Pediatrii. Odebrała ku mojemu zniesmaczeniu ta sama Pani Doktor, która wypisała nam receptę, a której powiedziałam, że źle zapisała nam lek. Usłyszałam, że widocznie pomyliła się w obliczeniach. Widocznie się pomyliła w obliczeniu… Zapytała, czy znam już odpowiednią dawkę i zaznaczyła, że dobrze, że byłam czujna.

A co jeśli bym nie była?

Co jeśli, nie znałabym sie totalnie na lekach i zawierzyła lekarzowi z Izby Przyjęć, że dobrze wie co robi i co wypisuje dziecku? Co jeśli podałabym taką końską dawkę? A co jeśli to byłby lek, gdzie podanie za dużej dawki wiązałoby sie z ciężką reakcją toksykologiczną, uszkadzając np. wątrobę lub nerki mojego dziecka???

Wiem, że gdybam. Ale może trzeba pogdybać i to nagłośnić, by takie sytuacje się nie zdarzały. Leczenie dziecka to nie eksperyment naukowy. Tu nie ma ale. Tu chodzi o zdrowie i życie…

Dziś rano podjechałam do szpitala. Umówiłam się na rozmowę z Zastępcą Dyrektora do sprawy Praw Pacjenta. Opisałam całe zdarzenie. Szok, który przeżyła Pani, to mało powiedziane. Jutro odbędzie się rozmowa z Panią Doktor, w towarzystwie Ordynatora Oddziału Pediatrycznego. Mam zostać powiadominiona o przebiegu rozmowy.

Nie robię tego, żeby móc komuś dopiec. Zrobiłam to, żeby nigdy więcej taka sytuacja się nie powtórzyła. Żeby Pani Doktor zrozumiała, że to nie było tylko „oj, pomyliło mi się”. Tu się nie może mylić. Tu można się machnąć o mililitr, ale nie o 16…

Dlatego błagam. Czytajcie recepty. Sprawdzajcie ulotki. Jeśli coś Was niepokoi, nie bójcie się pytać. Takie pomyłki się zdarzają. Jasne. Ale jedne kończą sie tak, a inne mogą kończyć się znacznie gorzej…
A potem nikt nie przeprasza. Świat zapomina, a cierpienie zostaje…

Ps. Napiszę Wam co i jak jutro. Póki co bierzemy Furaginum i jest poprawa. Może obędzie się bez tego antybiotyku. A jeśli będzie konieczny podam go dobrze. I dziękuję Bogu, że byłam ostrożna…

Proszę Was dziś o lajki i udostępnienia tego wpisu! Niech będzie ostrzeżeniem!
Dla każdej z nas…

 

A teraz chwila prywaty…
Kochani! Zostałam nominowana w plebiscycie NTO Człowiek Roku 2017 w kategorii Kultura za za pomysł na to, jak pasję zamienić w działanie, czyli prowadzenie bloga Mamalife, poprzez którego każdego dnia dzieli się ze swoimi czytelnikami sposobem na życie.
To dla mnie szalenie ważne wyróżnienie, już sam fakt nominacji uskrzydla 🙂

Jeśli czytasz mojego bloga i uważasz, że zasługuję na statuetkę, wesprzyj mnie swoim SMS, jednym lub kilkoma. Z góry bardzo Ci dziękuję! Dziękuję, że jesteś ze mną!

SMS pod nr 72355 o treści CRK.81<< (koszt 2,46 zł)

Więcej o akcji TUTAJ