Kiedy Majeczka chodziła do przedszkola w Opolu, nikt nie miał wątpliwości co do tego, że uwielbiała przytulać się do Pań, kiedy znikałam jej z oczu. Nic w tym dziwnego – podstawą komfortu psychicznego dziecka jest właśnie świadomość, że kiedy nie ma przy sobie kogoś bliskiego, to zawsze jest w przedszkolu ktoś, komu może wdrapać się na kolana i schować w ramionach, zmoczone oczy…

Tego bałam się najbardziej. A raczej tego się boję. Że kiedy we wtorek pójdzie do przedszkola, w zupełnie nowe środowisko… że gdy ją zostawię… ona zwyczajnie się rozpłacze i nie będzie nikogo, kto ją przytuli. 

Czy słusznie?

Przejrzałam rozporządzenia. Tak naprawdę nie ma żadnego przepisu, mówiącego o tym, że opiekunka grupy nie może przytulić płaczącego dziecka. Że nie może podać mu ręki, przytrzymać, a cały jej dzień pracy musi opierać się na „społecznym dystansie”. I choć nie wiem jak to będzie wyglądało u nas, chcę wierzyć w to, że kiedy zajdzie taka potrzeba, ktoś do Mai podejdzie, uśmiechnie się i sprawi, że poczuje się ona bezpiecznie. 

Jedna z Was, mająca podobne do mnie obawy, zapytała mnie ostatnio, jak przygotować dziecko na przedszkole w czasie pandemii. Prawdą jest, że jakkolwiek byśmy starali się tłumaczyć, mówić, szykować na „tą chwilę”, dzieci muszą zmierzyć się z tym same. U nas – Majka tak naprawdę przez cały rok… choć szczęśliwa, że chodzi do przedszkola… miała dni, kiedy roniła łzy. Teraz będzie jeszcze trudniej – bardzo długa przerwa, nowe miejsce… 
Nawet nie staram się rozmawiać o tym, bo raz zaczęłam i skończyło się płaczem, że ona nie chce…

Z doświadczenia wiem, że zachce… 

Ale na to przyjdzie czas…

Czy Wy też stresujecie się przed wtorkiem? Jak u Was podchodzą do tematu bliskości w przedszkolu?