Pamiętacie jak mówiłam Wam, że Maja pierwszy raz podniosła „pupkę” z kanapy tuż po skończonym 6 miesiącu życia? Mówiono nam wtedy „wow, będzie szybko chodzić. Zobaczysz, będzie mieć 10 miesięcy i śmignie”. Cóż. Za tydzień stuknie nam 11 i Młoda nadal nie chodzi samodzielnie. Nie jest mi z tego powodu smutno. Wyznaję zasadę „na wszystko przyjdzie czas i pora„. Każda nowa umiejętność zostanie opanowana wtedy, gdy dziecko będzie na nią gotowe. Dziecko. Nie rodzic. Bo wydaje mi się, że  chodzenie to w ogóle przyprawia nas matki o zawrót głowy, a wszystko zaczyna się od jednego pytania :

Chodzi już?

To kolejne pytanie z cyklu #WiemLepiejNiżTyMamo. Gdy Wiki była niemowlakiem, istny wyścig szczurów panował wśród naszych znajomych, którch dzieci były w podobnym wieku. Odnosiłam wrażenie, że każdy chciał, by jego dziecko poszło pierwsze. A jak zacznie chodzić mając 8 miesięcy z hakiem, to już w ogóle super dziecko, istny geniusz. I ilekroć się spotykaliśmy padało to słynne pytanie „Twoja już chodzi?”. A Wiki leniwa była. Co prawda pierwszy raz puściła się (jak to brzmi …:P)  mając niespełna roczek, ale na tym polu Maja bije ją na łeb i szyję. Jeśli chodzi o lenistwo rzecz jasna. A raczej jego brak. Energia to jej drugie imię. Bez problemu od dwóch miesięcy pokonuje wszystkie schody, napotkane na swej drodze. Wstaje, puszcza się, siada, czasem upadnie, ale widać, że chce iść i irytuje ją to, że jeszcze się nie udaje. Choć nogi – uwierzcie mi – ma silniejsze niż ja. Oczywiście cierpliwie czekamy, aż nadejdzie ta wiekopomna chwila, bo mam wrażenie, że Maja dzięki temu odkryje zupełnie inny poziom egzystencji, ale tym razem postanowiłam zapewnić jej nieco rozrywki, nim zacznie się to dziać i postanowiliśmy sprezentować jej …

Pchacz

Z góry powiem Ci, że jestem rygorystycznym przeciwnikiem kupowania chodzików i mam nadzieję, że popierasz moją opinię. Coś w czym dziecko wisi i nie ważne, że nogi trzyma na podłodze, w zupełnie nienaturalnej pozycji, to dla mnie jakieś nieporozumienie, które nigdy nie powinno się wydarzyć i brawo dla tych w Kanadzie, którzy jako pierwsi zakazali ich sprzedaży w trosce o zdrowie dzieci! Polsko – ucz się, ucz! Z terapeutycznego punktu widzenia – podczas używania chodzika dziecko uaktywnia zupełnie inne mięśnie, niż podczas nauki chodzenia. Jeśli zależy Ci na tym, by zająć czymś dziecko, a kuszą Cię właśnie te wszystkie świecidełka w chodziku i fakt, że dziecko będzie w nim siedzieć tak długo, aż go nie wyjmiesz, to niestety nie tędy droga. Pozwól temu dziecku aktywnie spędzać czas na podłodze, do momentu, do którego nie będzie gotowy iśc w przód. Najpierw na czworaka a potem na 2 nogach. Pozwól – proszę! Ale jeszcze parę słów o chodzikach. Nie stymulują one rozwoju zmysłu równowagi u dziecka, bo dziecko nie ma jak w nim upaść. Nie uczą dziecka przenosić ciężaru swoego ciała z nogi na nogę. W ogóle stopy w chodziku nie pracują prawidłowo. W zasadzie dziecko odbija się paluszkami i nie wie co to przetaczanie stopy od pięty do palców. To wszystko może generować jeszcze większe problemy, takie chociażby, jak te z kręgosłupem, ze stawami biodrowymi i koślawymi stopami. I nawet jeśli nie wyjdą one teraz, to wyjdą za rok czy dwa. I zacznie się płacz. Zatem chodzikom mówimy NIE, a jeśli już naprawdę chciałabyś wspomóc rozwój dziecka, albo szukasz bezpieczniejszej alternatywny dla chodzika, to pchacz o którym Ci wspomniałam wyżej, będzie czymś, co śmiało polecę. Ale …

Pchacz – pchaczowi nierówny

Moje, a w zasadzie Mai doświadczenia z pchaczem zaczęły się 2 miesiące temu. Najpierw Młoda dostała pchacz jednej z bardziej znanych firm. Taki na plastikowych kółkach , grający, kolorowy i … pędzący szybciej niż prędkość światła. Przyznaję. Nie była to bezpieczna zabawka. Dwukrotnie Młoda chcąc się na niej podnieść przewaliła ją na siebie i entuzjazm opadał … Aktualnie użytkujemy pchacz z liczydłem i motywem rybki firmy SCRATCH, który możesz zakupić właśnie TUTAJ. Pchacz wykonany jest z drewna bukowego. Posiada gumowe kółka, które dla mnie są tylko zaletą (W końcu moje panele są bezpieczne :P) Możliwość dwustopniowego regulowania rączki i rozstawu kółek, sprawia, że zabawka rośnie razem z dzieckiem. Pchacz jest stabilny, nie wywraca się, a co najważniejsze nie gna do przodu , tylko naprawdę jest wprawiany w ruch, dzięki sile dziecka. Zresztą sama nazwa wskazuje na to, że to dziecko ma pchać pchacz, a nie pchacz ma pchać do przodu dziecko. Czy jakoś tak 🙂 Maja pokochała go od pierwszego razu. Nie ukrywam, że gdy zainteresuje się zabawką, mam czas na zrobienie obiadu albo szybki make – up. Bo ona chodzi i chodzi … i chodzi … Co jeszcze fajnego?  Pchacz SCRATCH to nie tylko pchacz, ale też wózeczek. Maja wkłada tam zabawki, wyjmuje i znów wkłada. Zabawa na całego. A czasem zamienia się w wygodne siedzenie. Dla jednej i dla drugiej. Cóż. Dzieci wymagające nie są. Wiem też, że pchacz ten posłuży Młodej na dłużej niż przysłowiowe „5 min”. A za parę miesięcy będzie idealnym prezentem dla synka przyjaciółki. 

nowe-1-1349nowe-1-1351nowe-1-1352nowe-1-1360nowe-1-1361nowe-1-1362

Czy naprawdę warto pomagać dziecku chodzić?

Sama znasz swoje dziecko. Bywają takie, które jak złapią bakcyla chodzenia, to nawet maminej rączki chwycić nie chcą. Ale są też takie, które z jednej strony nie czują się pewnie, a z drugiej chciałyby być bardziej samodzielne. Taki pchacz może być dla nich doskonałym treningiem. Nim jednak dziecko zacznie swoją przygodę z pchaczem, warto by zdobyło umiejętność chodzenia bokiem. Zbyt szybkie pójście w przód, bez pewnych naturalnych zdolności, związanych z fizjologicznym rozwojem dziecka, nie jest dobrą opcją. Niemniej wad pchacza nie widzę. Widzę za to szczęście Młodej na jego widok. Dajemy więc jemu, w przeciwieństwie do chodzika – zielone światło i jesteśmy zdecydowanie na TAK.

nowe-1-1355nowe-1-1357nowe-1-1365nowe-1-1359nowe-1-1358nowe-1-1364nowe-1-1353nowe-1-1363Pchacz firmy SCRATCH dostępny w sklepie feedo.pl właśnie TUTAJ

Body MaiZezuzulla

Spodenki Mai – najnowsza kolekcja ZARA

KrzesełkaStokke