Świat oszalał na punkcie eko. Wszystko co eko, naturalne, bio wydaje się być fajne, nawet jeśli ich wadą jest cena. Nie ukrywam. Był taki moment, że ja również poszłam za prądem i kupowałam co się da. Najpierw w sklepach ze zdrową żywnością, potem w wiekszych marketach. Czułam sie tak, jakbym była uzależniona. Nie ma eko? Huston. We have a problem. Wpadłam w pułapkę. Któregoś razu siadłam i na spokojnie sobie to wszystko przemyślałam. Zaczęłam analizować, w co tak naprawdę warto zainwestować, a z czym można się obejść. Wtedy uświadomiłam sobie jedno – na zdrowiu oszczędzać nie warto. I poszłam za ciosem.

Dziś moje wybory zdaja sie być bardziej racjonalne. Nie kupuję eko awokado, bo tak naprawdę nie wydaje mi się, by istniała różnica między nim a zwykłym. Oczami wyobraźni nie widzę awokado spryskiwanego tysiącem sztucznych środków. Niemniej kiedy widzę niewoskowane cytryny, lecę wąchać i wciskam w koszyk. O dziwo eko banany bardziej mi smakują, choć nie wiem, czy podobnie jak to jest z awokado, te nie eko są spryskiwane. A gdy kupuję marchewkę na soki, wolę zakupić ją u zaprzyjaźnionego rolnika, choć kiedyś po małym teście, przeprowadzonym przez znajomych z użyciem fajnego urządzenia, okazało się, że marketowa wcale nie jest gorsza. Mam zresztą kilka takich produktów, których zakup zawsze planuję w sklepie ze zdrową żywnością. I wiem, że naprawdę warto. Jeśli ten temat Cię zainteresuje poświęcę temu osobny wpis.

Co do kosmetyków. Na tym punkcie nie mam fioła. Moja łazienka nie jest zapachana tysiącem kolorowych opakowań różnych szamponów, żeli pod prysznic, soli do wanny, kremów itd. Nie są one ułożone w rządku na łazienkowej półce. Zresztą koło wanny nie mam półki. Choć mi ją doradzano, podziękowałam. Bo wiedziałam, że tego nie będzie dużo. Bo w tej kwestii nie kieruję się tym, co oczy widzą, ale tym co serce podpowiada, a jak nie serce, to na pewno rozum. Ja po prostu lubię wiedzieć co na siebie nakładam. W tej kwestii pozostała we mnie nadal moja druga „eko – natura„. Skłamałabym jednak, gdybym rzekła, że u mnie tylko dominują eko produkty. Nie. Nie tylko. Mam jakiś żel pod prysznic. O zapachu świeżych cytrusów. Lubię go. Jest też mniej ekologiczny szampon. Do łupieżu. Bo pojawił się niechciany po ciąży. Ale jest też naturalne masło migdałowe, które co wieczór nakładam na moją zmęczoną buzię. Rano czuję sie piękniejsza. Jest też jeszcze tłustsze masło jojoba, które traktuję jako krem pod oczy. I wiesz co? Stuknęła mi 30, a zmarszczek jakby mniej. Jest też kilka produktów kupionych z myślą o moich dzieciach. Są to produkty naturalne, bez parabenów i innych ulepszaczy. Może nie pachną obłędnie zapachem truskawek czy gumy balonowej, ale mam pewność, że im nie zaszkodzą. A historia tego jest dość krótka i mogłaby zawrzeć się w jednym zdaniu.

„Była sobie wrażliwa skóra”

nowe-1-828

Mają ją obie. Wrażliwą, suchą, chyba po mamie. Mi nie dane było nigdy przywitać się z pryszczami w podstawówce. Moja cera była mega sucha, co dla innych było moją zaletą, a dla mnie jeszcze większym problemem. Bo zawsze mnie wszystko ściągało, łuszczyło i było mi z tym źle. One dwie, choć buźki mają dziecięce i gładziutkie, to jednak nie do końca idealne. Trzeba kremować i dbać nie tylko zimą, ale i wiosną i latem i jesienią. Okrągły rok. Postawiłam więc na kosmetyki naturalne po to, by nie było jeszcze większego problemu. Skończyło się swędzenie podczas kąpieli albo drapanie tuż po. Trochę jakby się polepszyło. Testowaliśmy już kilka znanych albo mniej znanych marek, nie do końca szukając swojego ideału, ale z zasady, że kosmetyki warto zmieniać. Więc zmieniamy. Akurat obecnie wzięliśmy pod lupę naturalne, ekologiczne kosmetyki NATY, hipoalergiczne, wolne od SLS czy innych dodatków. Są to kosmetyki szwedzkie, które zakupić możesz internetowo właśnie TUTAJ. Są przystępne finansowo, mają ładne opakowanie, a co najważniejsze, do czego ciągle zmierzam, są stworzone z myślą o tym, by zapobiegać i łagodzić wszelkie dolegliwości skórne dziecka. Bo pewnie zauważyłaś, że o ile dorosły z ta całą zewsząd otaczającą nas chemią radzi sobie w miarę dobrze, o tyle dzieci są szczególnie wrażliwe i podatne na działanie substancji chemicznych. Przynajmniej moje. W ofercie marki NATY dostaniesz też kilka innych produktów, które mogą przykuć Twoją uwagę. Oprócz gamy produktów pielęgnacyjnych, znajdziesz na przykład bardzo fajne naturalne chusteczki nawilżające NATY, które nam osobiście bardzo przypadły do gustu (posiadają ekstrakt z rumianku, aloesu, są grube, wytrzymałe i nie rwią się podczas oporządzania dziecka) oraz ekologiczne pieluszki. Moim córkom akurat okazały się zbędne, ale słyszałam o dzieciach reagujących bardzo intensywnie na pieluchy znanych marek. Gdy na przykład borykasz się z problemem ciągłych odparzeń pupy, warto rozważyć zakup właśnie takich pieluch eko lub wielorazowych. To kolejny ukłon w stronę zdrowia własnego dziecka.

nowe-1-831nowe-1-832

Dlatego eko – jestem na TAK. Nie zawsze, nie wszędzie, nie bez opamiętania. Ale w sposób przemyślany, z uwzględnieniem osobistych potrzeb i doświadczeń. Cóż. Ja odmówię sobie kolejnego lakieru do paznokci, ale w lepszy balsam do ciała córek zainwestuję. Ze świadomością, że się zwróci. Z nadwiązką. Na przyszłość.

Co o tym myślisz?

nowe-1-825nowe-1-824nowe-1-833nowe-1-834nowe-1-840nowe-1-841