Ostatnio na blogu zrobił się szpitalny klimat, więc czas na zmianę kierunku 🙂
Co prawda my dalej pozostajemy w tej naszej rzeczywistości, ale Wam postanowiłam zafundować coś całkiem innego. Bo ileż można czytać o naszym porodzie, emocjach po nim, a na dokładkę o naszym pobycie na patologii noworodków. Nuda, co? 🙂

Ale żeby nie było zacznę od … szpitala. Od poniedziałku, który minął, aż po następny poniedziałek, moją wizytę u Majki zaczynam od 8 rano, kończąc o 23. Daje to nam 15 godzin siedzenia na niewygodnym krześle i wpatrywania się w słodką kruszynkę leżącą obok. Generalnie, wiadomo z własnym dzieckiem nudzić się nie da, no ale …Maja ma 7 dni … W warcaby raczej z nią nie zagram. Trochę jej poczytam, trochę ponucę, a gdy zapada w objęcia Morfeusza to co tu robić? I choć kocham czytać książki, to powiem Wam całkiem serio. W szpitalu mam ochotę na lekkie „odmóżdzenie”. Jakoś nie wchodzą mi poważne lektury, nauka języków obcych i takie tam. Na szydełku pleść nie umie, więc też odpada. Z telefonem i laptopem szpital się nie lubi, więc ograniczamy to do minimum. Nie pozostaje mi nic innego jak czytanie GAZET. Wiecie – Party i te sprawy :). I teraz do sedna.

Jaki jest Twój związek?

Kupiłam dziś taka gazetkę za 2,50 zł. Przejrzałam w 5 minut, odłożyłam, znów przejrzałam i jednym z tematów, grających pierwsze skrzypce na każdej stronie są ZWIĄZKI. A to ktoś się rozwiódł, a to separacja, a Ci jeszcze nie zdążyli się zaręczyć a już nie są razem, a ci się zaręczyli hucznie, romantycznie, no ale i tak się rozstali.Czasem pojawia się informacja, jak to ktoś namiętnie kocha swa połówkę lat parenaście, ale wiadomo – lepiej sprzedaje się sensacja, niż mydlana opera. I powiem Wam szczerze – przeraziłam się totalnie.  Wiem, że moim wpisem nie odkryję nic nowego, ale tak mnie to dziś ruszyło, że mówię sobie – napisać o tym muszę.

Czyli o związkach słów kilka 

Powiem Wam więc jaki jest mój związek. Moje małżeństwo trwa nieprzerwanie od maja 2009. z Bartkiem znam się od 2005 roku, więc daje to nam pełnych 10 lat znajomości i 6 małżeństwa. Takiego małżeństwa ze wzlotami i upadkami. Oczywiście te upadki to nic poważnego. Zwykła małżeńska wymiana zdań. Bo różnice w myśleniu damsko – męskim były, są i będą i nikt mi nie wmówi że jest inaczej. Ale jakoś od tych 7 lat się kochamy a tym co nie wierzyli że ta miłość wielka będzie, nosa ucieram i fige wystawiam 😉 Oj tak, byli tacy co kłody pod nogi rzucać chcieli ale jak ślubować raz to ślubować na całe życie. Tak mnie wychowano i tego trzymać się będę. I słynne zdanie „dawniej jak coś się psuło to się to naprawiało a nie wyrzucało”  mam głęboko wyryte w sercu i kłódką zabezpieczone żeby a nuż uciec nie zechciało.  

Więc gdy czytałam o tych wszystkich rozstaniach wielkich gwiazd, ileż to partnerów zdążyli zaliczyć to okiem rzuciłam na własne otoczenie i zdałam sobie sprawę że gazet czytać nie muszę, bo nawet tuż obok mnie co któraś para znajomych a to rozwód, to separacja i myślę sobie, co jest grane?

Czy im wszystkim na prawdę jest tak źle ? Bo rozumiem sytuacje patowe.  Partner bije, pije, znęca się fizycznie i psychicznie, zdradza. Czasem patologiczne przypadki chodzą po ludziach. OK – chce się wtedy wiać gdzie pieprz rośnie bo nie takiego życia się oczekiwało. Z tym że nie tylko to jest przyczyną rozpadających się małżeństw. To co jeszcze?

Różnica zdań

Różnica zdań na jaki temat? Wyboru koloru kafelek do łazienki ? A może sposobu odżywiania ? Co się kryje pod tymi dwoma słowami?  Czy naprawdę trudno zaakceptować fakt, że różnica zdań istnieje i istnieć będzie ? Gdy moje i Bartka zdanie się różni, czy to w kwestii błahej czy poważnej to mamy na to jeden sposób 

Rozmowa

Niby nic a cuda zdziałać potrafi. Wystarczy tylko chcieć . Jak są chęci to znajdzie się czas. Jak jest czas i są chęci to potem idzie gładko.  Po prostu się rozmawia. Jeśli zależy Ci na partnerze odrzucisz na czas rozmowy żale i fochy. Złagodniej Twój ton głosu, wyciszą się emocje. Okazać się może, że nie taka różnica zdań straszna jak się wydaje. Idzie ja pokonać, zaakceptować, dogadać się. Wystarczy chcieć. I to pierwszy klucz do sukcesu – sukcesu zbudowania mocnych relacji – miejcie czas dla siebie i rozmawiacie.

Gdy poznałam Bartka potrafiliśmy godzinami wisieć na telefonie. Kochaliśmy ze sobą rozmawiać. I to pielęgnuje po dziś dzień.  Nie akceptuje cichych dni. One nie istnieją.  A gdy gorszy dzień za nami zasadę jedna mamy – niech słońce nie zachodzi nad Twoim rozdrażnieniem.  Nie kładę się spać dopóki dopóty nie pogadamy. I kolejny dzień jest już lepszy, lżejszy, milszy. Proste? Banalne i jakże skuteczne.

No dobra, jest rozmowa. Jest czas. Co jeszcze?

Wolność

Z tą wolnością to czasem różnie bywa. No bo zakochani świata poza sobą nie widzą , wszędzie razem, papużki nierozłączki i takie tam. Ale lata lecą i z czasem zdajesz sobie sprawę że do życia potrzebujesz nie tylko swojego męża czy dzieci, ale i koleżankę, przyjaciółkę, swoje zapomniane hobby, pasje i zainteresowania. Wszystko to co sprawia że masz siły i powera. Bo ze związkiem jest jak  piecem. Jak nie dorzucisz drewna ogień zgaśnie. Więc weź swoje kawałki i dorzucaj powoli. Pozwól sobie na wolność ale i wolność daj w zamian. Nie strzelaj focha gdy mąż chce iść na piwo z kumplami. Zostań w domu a gdy nadarzy się okazja umów się na babski wieczór a on niech zagrzeje miejsca w domu. Miejcie swoje małe sekrety. Czasem bądźcie dla siebie miła zagadką i oczywiście ….

Wciąż bądź sexy

To trzeci klucz do Waszego szczęścia.  Nie popadają w codzienna rutynę. Ja wiem, że dom, praca, dzieci i tak w kółko odbierają czasem chęci na krzątanie się po mieszkaniu w sexy fryzurze, ekstra make – upie i do tego w odlotowym wdzianku ale … pamiętaj. Facet to wzrokowiec.  On lubi, ba on uwielbia na Ciebie patrzeć i wciąż po latach paru widzieć w Tobie tę nieziemsko piękna dziewczynę, w której zakochał się po uszy. A  ten ekstra make – up to nie musi być tona tapety na twarzy. To mogą być delikatnie podkręcone rzęsy albo usta muśnięte błyszczykiem. A super wdzianko to nie musi być najdroższa kiecka w okolicy , ale … może warto czasem założyć coś innego niż dres z Myszką Miki?

Gdy już doszłaś do tego miejsca, to znam jeszcze kilka sposobów na to, by nigdy nie było końca Waszego małżeństwa. Do tego co wyżej dodaj:

  • codzienny uśmiech (czytaj – > nigdy nie zrób się taką zrzędą, co non stop marudzi na wszystko i na wszystkich)
  • docenianie (tak, tak, mężczyzna lubi, gdy łechce się jego ego, czyli „jesteś naj… w tym i w tym …bla bla bla). Uwierz na słowo – omal nie wyleci na skrzydłach z domu. Poczuje się superbohaterem i na rękach będzie Cie nosił przez następne lata
  • i to dwa magiczne słowa …

Kocham Cię

Mów je jak najczęściej. Gdy wstajesz rano, gdy wychodzicie z domu, gdy jecie razem obiad, gdy spacerujecie po parku, gdy Ty robisz kolację a on ogląda Tv. Tak po prostu na co dzień i od święta. Bo te dwa słowa mają tak wielką MOC, że najzimniejszą górę lodową roztopią. Ocieplą każdą relację, naprawią każdy błąd, załatają każdą dziurę.

A na koniec coś super ekstra.

Wybaczaj

To właśnie w wybaczaniu tkwi sztuka cała. Wybaczaj potknięcia. Ty nie jesteś idealna. Idealny nie jest Twój mąż. Idealni ludzie nie istnieją. Każdy popełnia błędy. Mniejsze czy większe. Jeśli widzisz słomkę w jego oku, to czy nie wiesz, że sama możesz mieć belkę? Nie mówię, że wybaczyć masz zdradę i poniżanie, ale wybaczaj na co dzień. Bo gdy wybaczysz małe, może kiedyś wybaczysz większe. a gdy wybaczysz większe, to możesz odnieść małżeński sukces.

Spotkały się dwie osobowości, dwa róże charaktery. I postanowiły przeżyć ze sobą życie. Zycie, które niestety nie jest usłane różami. Życie, które zaczyna się jak w bajce, ale w dzisiejszych czasach często nie kończy się słowami „żyli długo i szczęśliwie”. Życie, które przede wszystkim się zaczyna, ale też się kończy. Ja na swej drodze spotkałam Bartka. Łatwo nie jest. Może inaczej. Nie jest każdego dnia super kolorowo, ale wiem jedno – można wspólnie żyć lat kilkadziesiąt , można się kochać całe życie , gdy naprawdę się tego chce. Gdy chce tego dwójka ludzi. Ślubowałam – ślub wypełnię. Nie wyrzucę, nie wymienię, nie oddam. Zatrzymam. Będę kochać i tworzyć wspólnie własną historię. A kiedyś swoim wnukom i prawnukom opowiem, jak jeden , jedyny mężczyzna wpełzał do mego świata, wypełnił je kolorami tęczy i sprawił, że naprawdę byłam SZCZĘŚLIWA.

To jak – mam rację?

Ps. Jak o czymś zapomniałam piszcie śmiało 🙂