15 sierpnia 2009. Racibórz. Wesele, jak wesele. Huczne, taneczne, z ogromną ilością pozytywnej energii, w postaci roztańczonej pary młodej. Ale nie każde wesele pamiętam tak dokładnie jak to. Tego dnia, wyjątkowi okazali się również goście. Podchodzili, rozmawiali. Naprawdę czuliśmy się tak, jakbyśmy byli częścią tamtej wyjątkowej rodziny. Pamiętam też JEGO. Mężczyzna około lat 40. Tańczył na parkiecie ze swoją córeczką. Na moje oko malutka miała około 5 lat. Widziałam te iskry w jego oczach. Gdy brał ja na ręce, gdy kucał, by móc poprawić jej sandałki. Odgarniał włosy, które leciały do jej bursztynowych oczów. On brunet. Ona piękna, mała blondynka. Wyglądali tak słodko, że tamtego dnia sama zapragnęłam takich widoków na co dzień. Po raz pierwszy, odkąd zostałam żoną, poczułam, że chcę być mamą. Piotr, bo tak miał na imię, lubił też podchodzić do naszego stolika. Fascynował się muzyką, dlatego znalazł z Bartkiem wspólny język. Od czasu do czasu, gdy Małą zajmowała się jej Mama, siedział z nami, wolno sącząc drinki. Z każdym łykiem, opowiadał różne historie, ale ta jedna pozostała w mej pamięci do dziś …

Piotrku, masz fantastyczną córkę – rzekłam – gdy Mała podbiegła do niego, dając mu ukradkiem buziaka. Widać Waszą wyjątkową więź. niesamowite. 

– Dziękuję. Emilka jest moim skarbem i oczkiem w mojej głowie …

– Widać. Taki widok jak ten na tym weselu, jest naprawdę piękny …

– Żona długo nie mogła zajść w ciążę. Bardzo długo staraliśmy się o dziecko. W sumie 10 lat. Aż któregoś razu w naszym życiu pojawiła się ONA. Właściwie wszystko było zaplanowane. Miała 2 tygodnie, gdy przywieźliśmy ją ze szpitala … Od tej pory, pokochałem ją tak mocno, że świata poza nią nie widzę. Emilka jest adoptowana. Nie wstydzę się tego słowa, choć go nie lubię. Głupio brzmi. Serio.

Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy rzekł:

– Zaraz spytasz, czy drugie dziecko też adoptowaliśmy. Nie. Żona urodziła synka rok temu. Emilka była już z nami 4 lata, gdy nagle dowiedzieliśmy się, że będzie miała braciszka. To był kolejny szok. Tamtego dnia pracowałem na wysokościach. O mało nie spadłem z konstrukcji. Żona nie mogła zajść w ciążę 14 lat, aż nagle …

Ciągnął dalej …

– Aż nagle pojawił się On. Kocham Go ogromnie. Jest moim synkiem, ale …miłość do Emilki jest tak silna, że czasem mam wrażenie, że jest silniejsza niż miłość do syna …

Te słowa brzmiały w mojej głowie jeszcze długo po tym weselu ..”ta miłość jest tak silna” …Miłość do cudzego dziecka. Miłość do dziecka, któremu nie dało się życia. Nie mówiło się do brzuszka, nie głaskało, nie było euforii przy porodzie. Czy to możliwe?

Tamtego dnia zrozumiałam, że pokochać cudze dziecko, to największa próba miłości, jaką można dostać od życia. Z własnego wyboru. Bo adoptować dziecko nie każdy może. I nie mam na myśli, przeszkód natury czysto formalnej. Przeszkodą może być Twój mózg. Twoje uczucia. Bo dać „nowe życie”  cudzemu dziecku, to wielka odpowiedzialność. Bo na zawsze pokochać to dziecko, jak swoje własne, z krwi i kości – to nie łatwa sprawa. I prawdą jest, że tylko Ci, którzy zdecydowali się na taki krok, wiedzą, że adopcja jest czymś wyjątkowym i pięknym. A zarazem trudnym.

Dawniej sądziłam, że rodzicom adopcyjnym należą się owacje na stojąco. Dalej tak sądzę. Takie owacje należą się każdemu rodzicowi. Ci, którzy adoptowali, są tak samo zwykłymi – niezwykłymi – rodzicami jak my. Śmieją się i płaczą razem z dzieckiem. Przeżywają pierwszy ząbek, katar, pierwszą wizytę w przedszkolu. I dziś coraz częściej się z tym nie kryją. Z dumą mówią, że są rodzicami z adopcji. Bo to naprawdę powód do dumy. Dla mnie są bohaterami. Bo choć więź biologiczna istnieje – ponoć – to w dzisiejszych czasach, czasem wszystko obraca się do góry nogami. Bo czy każda biologiczna matka kocha swoje biologiczne dziecko? Gdyby tak było, ośrodki adopcyjne prawie świeciłyby pustkami …

Ktoś mi kiedyś zadał właśnie to pytanie: Czy pokochałabyś cudze dziecko. Tak. Pokochałabym. Tak myślę. Tak mi się wydaje. Tak czuję. Bo wszystko zaczyna się w głowie. Skoro pokochać można psa, skoro jesteś w stanie pokochać swojego męża, mimo, że pokrewieństwo z nim masz zerowe, to czy nie pokochałabyś dziecka? Tej bezbronnej, malutkiej istoty, która potrzebuje tylko jednego – miłości ?

Wiem, że być może nigdy się nad tym nie zastanawiałaś …

Wiem też, że być może nigdy nie będziesz musiała o tym myśleć …

Ale wierzę, że jeśli kiedykolwiek, ten temat będzie Ci bliższy niż dalszy, to na pytanie zawarte w tytule, odpowiesz podobnie jak ja … Bo miłość potrafi czynić cuda …Bo miłość to nie tylko DNA – to więź, która się rodzi, gdy ma się otwarte serce …

Adopcja

Od tej pory ono nie jest cudze … jest Wasze …

Ps. A Ty byłabyś w stanie adoptować dziecko?