Daję sobie uciąć rękę, że pewnie nie raz, albo chociaż raz, usłyszałaś, że jak zajdziesz w ciążę to wszystko się zmieni. Jeśli to usłyszałaś, to zapewne powiedziała ci to osoba, która albo ma dzieci już dawno odchowane i zapewne zdążyła zapomnieć, jak to jest, albo (i tutaj istnieje duże prawdopodobieństwo , że tak właśnie było) powiedziała Ci to osoba, która nie ma dzieci, albo co gorsza, wcale nie zamierza ich mieć. Wiesz przychodzi taka znajoma na kawę i widząc Twój brzuch, który zalotnie wygląda spod już zbyt ciasnych jeansów, wywraca oczy ku górze i mówi coś na schemat tego, co niegdyś Mucha ” no tak, za miesięcy kilka to z Tobą będzie można pogadać tylko o kaszkach” i podśmiewa się uroczo. Nie zdaje sobie sprawy, że Tobie wcale nie do śmiechu … choć przepraszam. W sumie jest ci nieco zabawnie, więc równie uroczo odpowiadasz jej „Kochana, nie tylko o kaszkach, o kupach też” i zatapiasz nos w swojej filiżance kawy.

Jak to jest?

Co by tu czarować. Odkąd zostałam mamą, pewne tematy, obce mi, gdy byłam panna czy nawet mężatką, stały się dla mnie tematami numer jeden z mamą, sąsiadką, siostrą czy przyjaciółką. Od słynnej analizy dziecięcej kupy, aż po radości i problemy dnia codziennego. O swoim szczęściu chciałam krzyczeć od pierwszego dnia porodu i chyba nie ma w tym nic złego. Jednocześnie nie zatraciłam – o ile, w ogóle wypada używać tutaj słowa „zatracenie”- siebie. To znaczy, że można ze mną porozmawiać nie tylko o kolorze stolca, ale też o tym, co każdego dnia mnie nakręca i pasjonuje. I bynajmniej nie są to tylko moje dzieci. Jeśli znajdę chwile wolnego, piszę bloga, czytam, zajmuję się firmą, szukam nowych pomysłów i rozwiązań. Jednym słowem rozwijam siebie. Zwyczajnie jak każda kobieta – matka czy nie matka, dbam o to, by mój umysł nie skupiał się tylko na dzieciach. Bo choć są całym moim światem, to nie jest tak, że świata poza nimi nie widzę. Ale …

Ale myślę sobie, że w sumie to właśnie macierzyństwo wydobywa ze mnie to, co lepsze. Bez grama ściemy. Mój rozwój zawdzięczam im. No bo jak wytłumaczyć to, że w jeden dzień potrafię nauczyć się więcej wierszyków niż w tydzień nauki na kolokwium, z którego i tak dostałam tróję? To własnie dzieci sprawiają, że w kuchni – gotując – chcę robić to coraz lepiej. Dawniej wystarczała mi kanapka zjedzona w biegu, dziś gotuję sama (z wyjątkami rzecz jasna) i naprawdę dbam o to co wkładam w te moje gary. Cztery lata temu nie pasjonowało mnie malowanie, dziś staram się malować i jednocześnie śpiewać „jak Ty to robisz Luluś”. No właśnie nawet głos mi się nieco poprawił. Codzienne, wieczorne kołysanki robią swoje. Stałam się też lepszym specem od zdrowia, znam wszystkie metody na zbicie podwyższonej temperatury, umiem poradzić sobie z bolącym brzuszkiem. A kiedyś? Wystarczyła No-Spa. Dziś wiem, że jak boli, to krótki masaż potrafi zdziałać cuda. Uczę się też chińskiego. A zaczynam jak zawsze od prostych zwrotów. Umiem już jeden „Ni Hau”. Ty zresztą pewnie też 🙂 Jestem też lepszym organizatorem, pokochałam kilkugodzinne spacery, cieszę się z drobnych rzeczy, a błahostki? Są błahostkami i naprawdę nie widzę potrzeby by się nimi przejmować. Więc czy oby na pewno macierzyństwo ogłupia? Czy to nie jest tak, że macierzyństwo rozwija i sprawia, że stajesz się kimś lepszym …?

I chyba najważniejsza sprawą jest to, by to zrozumieć. By zrozumiały to kobiety mamy i kobiety nie mamy. By te bez dzieci nie widziały w nas jedynie tylko „mam”, z jednym tematem w rękawie. Mamy mnóstwo szans i możliwości i dzieci nam w tym nie przeszkadzają, a pomagają. One są naszym uzupełnieniem. Są jak sól. Niby jest wszystko co ma być, ale bez soli zupa jakaś taka mdła. To własnie sól nadaje jej smaku i wydobywa z niej to coś. To samo robią dzieci ze mną. Z Tobą pewnie też, prawda?

Dlatego nie wiem jak Ty, ale ja zamierzam razem z dziećmi żyć pełnią życia. Odkąd zdecydowaliśmy się na dzieci, świadomie, z pełnią wiary w to, że czekają nas chwile piękne i te mniej radosne, noce przespane i te, w których oko zamknąć się nie może, nie żałuję żadnego dnia i żadnego nie zamieniłabym na coś innego. Nawet mój pedantyzm powoli odchodzi do lamusa. A jeśli komuś moje towarzystwo nie odpowiada, jeśli ktoś ma dość słuchania tego i owego i nie bardzo rozumie, że „dziś nie wyjdę na kawę, bo idę z córką do kina, ale za dwa dni możemy się spotkać tylko przyjdę z córkami”, to chyba jego problem, nie mój? A tych bardziej odważnych zapraszam na partyjkę Scrabble. Bo odkąd mam bajtle w domu, to i jakoś zasób słów się poszerzył 🙂 U Ciebie też?

Tymczasem zabieram Cię na krótką wycieczkę po krakowskim Rynku.

nowe-1-287nowe-1-288nowe-1-289nowe-1-290nowe-1-295nowe-1-299nowe-1-291nowe-1-292nowe-1-293nowe-1-294nowe-1-297nowe-1-329nowe-1-331nowe-1-333nowe-1-330nowe-1-332nowe-1-334nowe-1-335nowe-1-336nowe-1-337nowe-1-338