Temat szczepień na grypę, co jakiś czas wraca do mnie jak boomerang. W ogóle dostaje wiele zapytań czy szczepię swoje dzieci zgodnie z kalendarzem szczepień. Przypomnę Wam, że pisałam o tym artykuł, który jest dla mnie wciąż aktualny. Znajdziesz go TUTAJ. Nie krytykuję Mam, które szczepią i które nie szczepią, bo wiem, że to osobista decyzja każdego z nas i każda z nas, podejmując ją kieruje się dobrem swoich dzieci.

A ta decyzja zależy od wielu czynników – między innymi od wiedzy czy od doświadczeń (na przykład Mamy, których dzieci doświadczyły jakiegoś NOP-u, mogą nie chcieć decydować się na szczepienie kolejnego dziecka z obawy przed skutkami ubocznymi szczepionek). Ja wszystko to w pełni rozumiem i dlatego daleko mi do krytyki. Sama też nie chciałabym być nigdy krytykowana za to, czy robię tak czy inaczej, bo to moja OSOBISTA decyzja i jest ona poparta WIEDZĄ, DOŚWIADCZENIEM i DOBREM moich córek.

I choć byłam ostatnio na evencie, który zachęcał nas do szerzenia wiedzy na temat pozytywnego działania szczepionki na grypę, zdecydowałam, że NIE będę szczepiła ani siebie, ani dziewczyn. Dlaczego?

Przede wszystkim stawiam na profilaktykę. Uważam, że działanie naszego układu odpornościowego zależy od wielu czynników takich jak zdrowy sen, zdrowe jedzenie czy odpoczynek, a także ograniczenie stresu i pozytywnego myślenia i dlatego staram się żyć z dziećmi tak, by te wszystkie elementy naszego życia były na naprawdę wysokim poziomie.

Posiłkuję się wiedzą ekspertów z różnych dziedzin szeroko rozumianego zdrowia publicznego i wyłapuję perełki, których regularne wprowadzanie w czyn naprawdę pomaga nam to zdrowie zachowywać. Wierzę, że odpowiednią profilaktyką jesteśmy w stanie zdziałać naprawdę dużo i tego się trzymam. Dlatego nie odczuwam potrzeby wprowadzania w organizm mój czy mojego dziecka, zabitych szczepów wirusa grypy, bo wiem, że kiedy dziewczynki się z nim zetkną, to ich organizmy będą w stanie go zwalczyć samoistnie. Tą odporność buduję latami.

Od dawna zresztą udaje mi się leczyć jesienne i zimowe infekcje domowymi sposobami, o których coraz częściej zapominamy. Czosnek, cebula, por, imbir, kurkuma to tylko niektóre z dobrodziejstw, które są w stanie nam pomóc codziennie budować naszą odporność. Bardzo przydatna okazała się dla mnie książka „Apteka natury ma leki na wirusy„, której lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że w zasięgu mojej ręki mam najlepsze i najbardziej bezpieczne „szczepionki” przeciwko grypie, a nawet przeciwko koronie. Bardzo polecam Wam tą książkę, bo choć miałam z Wydawnictwem jednorazową współpracę, do książki tej sięgam każdego dnia, ze szczególnym naciskiem na okres jesienny, dlatego polecam ją z głębi serca.

Poza tym unikamy nabiału (bardzo wyszło nam to na dobre – zaczęłam go unikać od lektury książki „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbella przeczytanej kilka lat temu), jemy dużo kiszonek, a dziewczynki łykają synbiotyki, na choroby stawiamy bańki, hartujemy kiedy się da, wprowadzamy w życie 10 zasad Ajwen (inspirująca jest dla mnie Iwona Wierzbicka), unikamy glutenu i cukru, suplementujemy cały rok witaminę D (widzę bardzo pozytywne jej działanie na nasz układ odpornościowy). Odkąd można wychodzić… spotykamy się z wieloma ludźmi, jeździmy po kraju i jesteśmy zdrowe. Oby tak było dalej, a jeśli coś nas dopadnie, wierzę, że naturalnie sobie z tym poradzimy.

Prawdą jest też, że przeraża mnie skład wielu szczepionek. Choć medycyna mówi, że są one bezpieczne, tak naprawdę żaden lekarz się pod tym nie podpisze w 100 %. I to sprawia, że nie skorzystam ze szczepionki na grypę, ani nie zaszczepię siebie i dziewczynek przeciwko koronie. I smutno mi, kiedy tyle mówi się o szczepionkach, a w tych samych artykułach nie mówi się nic o zapobieganiu chorobom. O tym jak bardzo możemy poprawić swoje zdrowie jedzeniem i stylem życia. O tym, co może nas uleczyć, a co nie jest białą tabletką ze składem niczym tablica Mendelejewa.

I nie jestem przeciwniczką medycyny. Lekarze leczą ludzi, operują i mam do nich za to ogromny szacunek. Wiele razy pomogli i nam. To cudowne, że medycyna się rozwija na tak wielu szczeblach. Ale są też jej takie odcienie, o których nie wiemy. I nigdy się nie dowiemy. I kiedy mogę podjąć decyzję, kiedy mam wybór… a w grę wchodzi dobro moje i moich córek, wybieram to, co podpowiada mi matczyna intuicja. A ta rzadko kiedy się myli…