Czuję tak, ilekroć na swojej drodze spotykam kogoś, kto w jedną minutę, potrafi zburzyć wszystko to, co buduję już od 3 lat, nieustannie – dzień w dzień. Czuję tak, gdy siedząc w kawiarni, całkiem przypadkiem słyszę rozmowę dwóch kobiet. Pięknych kobiet. Nie chcę ich słuchać, ale są tak głośne, że słyszę mimo wszystko. Rozmawiają o dzieciach. Choć dzieci nie mają. Czuję tak, gdy przeglądam internetowe dyskusje lub gdy oglądam idealne filmy. Czuję tak, choć czuć nie chcę. Czuję tak, bo wydaje mi się, że ktoś chce bym się tak czuła. Nieświadomie. Ale jednak.  W ostateczności czuje się tak, gdy zrobię coś, czego zrobić nie chciałam. Ale zrobiłam. I czuję się z tym źle.

BYĆ zawsze NAJ

Wyobraź sobie, że zapraszasz na kawę swoją najlepsza przyjaciółkę. Znacie się od zawsze. Ogarnęłaś siebie, swoje 2 – miesięczne dziecko, posprzątałaś w domu i w dodatku zrobiłaś się na bóstwo. Chcesz, by ONA widziała, że macierzyństwo jest naprawdę fajne. W końcu sama jest w ciąży. W 8 m-cu. Macie więc wspólną płaszczyznę, zresztą nie jedną. Będziecie gadać o dzieciach, a przy okazji powspominacie czasy podstawówki. Wybiła 12.00. Dzwonek do drzwi. Jest punktualna. Zawsze była. Nie to co Ty. Cóż – czasem spóźniasz się minutę, czy dwie. Tłumaczysz sobie – mam dziecko. Mi wolno. No ale nie o punktualności mowa. No więc wchodzi do domu i widzisz jak kątem oka rozgląda się po mieszkaniu. Dziwisz się, bo nigdy taka nie była. Potem od słowa do słowa, pyta ” A śpicie razem z Małą?”. Tysiąc myśli na minutę, po czym śmiało odpowiadasz : „Jasne. Jest taka malutka” i znów ochy i achy nad własnym dzieckiem, po czym słyszysz „Nasza od początku będzie spała we własnym pokoju. Bo udowodniono naukowo … bla bla bla”. I gdy tak Ona opowiada o tym, co ciekawego przeczytała na portalu typu „Idealną Mamą BYĆ”, Ty w myślach zadajesz sobie pytanie „Czy jestem wystarczająco dobrą matką”. W myślach widzisz swoje dziecko szczęśliwsze, gdy spi samodzielnie. Potem widzisz je jeszcze szczęśliwsze , gdy pije Twoją pierś, a nie ten biały proszek, zwany MM. I znów ogarniają Cię wyrzuty. Bo pokarmu miałaś mało i tak jakoś wyszło. A potem widzisz je jeszcze szczęśliwsze, jak fika bez smoczka. A Twoje ten smoczek sobie tak upodobało, że końca nie zobaczysz przez najbliższe dwa lata. I znów zonk. Znów czujesz się źle. Niby takie pierdółki. Niby Ona nie miała nic złego na myśli. W sumie wyraziła tylko swoje zdanie. Jej dziecko będzie spało samodzielnie. Ale w Tobie – Matce – obudziła niczego-winną istotę, która myśli sobie – jestem do du…!

Bo czasami zrobiłabym zupełnie inaczej …

Biegła, biegła, biegła i bum. A prosiłam. Uważaj. Nawrzeszczałam. Może nie jakoś ostro, ale byłam naprawdę wkurzona. W sumie wkurzona to powinna być ona. Sama na siebie. Bo to ona rozwaliła sobie kolano. Ale to mi puściły nerwy. Wiem. Niepotrzebnie. Ale czasu nie cofnę. Gdybym pomyślała wcześniej, postąpiłabym zupełnie inaczej. Ale zrobiłam tak i teraz jestem mi z tym źle. Bo widząc jej łzy, które płyną nie z bólu, lecz ze smutku i lekkiego rozczarowania – rozczarowania na moja osobę – myślę sobie – jestem do du…!

Czy i Ty czasem masz takie odczucie? Gdzie się nie obrócisz, wszyscy dookoła robią coś inaczej niż Ty. Zewsząd bijący perfekcjonizm, szokuje. Bo jak w nieperfekcyjnym świecie – można być perfekcyjnym? A może to tylko przykrywka? Może każdy chciałaby być idealny i tego samego oczekuje od innych, choć sam przykładem nie świeci? Bo czy to nie jest tak, że najwięcej rad otrzymujemy od tych, którzy nie mają się czym pochwalić?

Setki razy usłyszałam od a) rodziny, b)przyjaciół, c) sąsiadów, że „bo ja to robię to”, „a moje dziecko to robi to”, „a ja na Twoim miejscu zrobiłabym to„, i słysząc to sama nie wiedziałam, czy bardziej mi to motywuje, czy mnie śmieszy. I o ile takie niewinne pogawędki są czasami miłe i przyjemne na „daną chwilę”, tak czasem potrafią wpędzić mnie w cholerne poczucie winy. Że nie jestem wystarczająco dobra matką. Bo moje dzieci nie mają stałych pór kąpieli i zasypiania. Tak jakoś wyszło. Może kiedyś się nauczą. W ogóle moje dzieci zasypiają tylko ze mną. Czasem z Bartkiem, ale wolą, gdy to Mama połaskocze je do snu. Tak jakoś wyszło. Moje dzieci, a właściwie Starsza póki co, nie lubi warzyw. Nie zje nawet surowego pomidora. Owszem. Wszelakie pomidorówki, sosy pomidorowe tak, ale pomidor? Pluje tym na odległość. No kurcze tak jakoś wyszło. Moje dziecko nie lubi sprzątać swojego pokoju. Mi pomoże, pranie rozwiesi, ale zabawki posprzątać? Zapomnij. A potem słyszę lub czytam, jak to inne mamy mają te dzieci takie idealne, czyścioszki, nauczone dobrych manier i w ogóle naj i czasami bym się pod ziemie zapaść chciała. Gdzie popełniliśmy błąd? I znów myślę sobie – jestem do du…!

Ale zdarza się taka sytuacja. Właściwie codziennie. Że te rączki, co czasem są lewe do pomocy, wchodzą mi na kolana i proszą „Mamusiu, przytulisz mnie„, po czym mówią „O. Tak jest idealnie„. Wtulona zdaję sobie sprawę z tego, że mam w nosie, co myślą o mnie inni. Mam w nosie, że inni, zrobiliby wszystko lepiej niż ja, lub całkiem inaczej. Może sama zrobiłabym coś odwrotnie, rok wcześniej, czy za dwa lata. Mam w nosie, że nie jestem super. Super w swoim odczuciu. Bo dla nich jestem idealna. Z wadami, lecz wciąż idealna. Dla nich jedyna – MAMA.

Więc wybaczcie, od dziś czuję się Mamą dobrą i najlepszą i mam nadzieję, że Ty też się taką czujesz 

Zasługujesz na to. Dla swoich dzieci.

A Twoje dzieci mają najlepszą Mamę Ever. Pamiętaj o tym!

18jan011