Gdy byłam mała nie znosiłam marchewki. Pod żadną postacią. Ani gotowana, a już surowa przyprawiała mnie o mdłości. Ogólnie moje pierwsze wspomnienie to wspomnienie marchewki. Zostało nawet utrwalone na zdjęciu. Mała Mamalife siedzi w kuchni na krzesełku , a jej Mama wciska jej na siłę marchewkę. Musiałam jeść, wszak marchewka to samo zdrowie. Dobrze, że nie mieliśmy w domu sokowirówki, bo myślę, że pojona bym była soczkiem marchewkowym i nie liczyłyby się tutaj moje upodobania smakowe. Bo pamiętam czasy, gdy już się dorobiliśmy tego urządzenia. Zaczął się bum na buraki. Siostra nie znosiła buraków, a pić musiała.

Wracając do naszej nieszczęsnej marchewki. Dobrze, że po nocach nie śnił mi się potwór marchewkowy. Choć, kto wie … Pewnie byłby długi, miał długaśny szary ogon i kosmate łapy. Wołałby: „zjedz mnie, zjedz mnie”. Na głowie sterczałyby mu zielone włosy, z tym jeden przekrzywiony, a z każdym kęsem, owe włosy opadałyby na ziemię. Uff. Dobrze, że nie jestem już dzieckiem. Ale mam za to swoje dzieci, i jak postanowiłam kiedyś, że będę szanowała ich wybory, tak … kurcze … zapomniałam o swojej obietnicy.

A więc sama mam tendencję do wciskania Wiki czasem na siłę tego co nie lubi. Oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Wtedy, kiedy wiem, że jest to zdrowe i wyjdzie jej to na dobre. A, że jestem w posiadaniu wyciskarki – podaję jej sok marchewkowy. Nie wciskam, bo całe szczęście Ona marchewki lubi. Nie pod każdą postacią, ale lubi, a już za ciasto marchewkowe moje dziecko dałoby się pokroić. Ja też. Lata minęły i marchewka stała się moim ulubionym warzywem. Gotowana, na surowo, soczek popijam i sączę namiętnie niczym Jacka Danielsa z colą i lodem. Ścieram na oczkach grubych i malutkich i sypię gdzie popadnie :). Taki mam swój mały marchewkowy świat.

Więc zapraszam Cię dziś na szybkie, pyszne i bezcukrowe, w dodatku czekoladowe ciasteczka marchewkowe, którymi zainspirowałam się czytając najnowszą książkę dziewczyn z AlaAntkowego Blw. Wiktorię nie musiałam do nich przekonywać. Twoje dziecko je pokocha, a Ty będziesz mieć idealną, zdrową słodycz do kawy. A jak mężowi zapakujesz je do lunchboxa, to w jego robocie okrzykną Cię „kulinarną marchewkową boginią” 🙂

Ciasteczka czekoladowo – marchewkowe bez cukru

Więc nagrzej piekarnik do 180 st. Wyłóż blachę papierem.

Zalej wrzątkiem 1/2 szklanki rodzynek lub innych suszonych owoców (u mnie morele). Pokrój 6 daktyki w kostkę i je również namocz we wrzątku zalewając 3 łyżkami wrzącej wody.

W międzyczasie do miski wbij:

1 jajko
2 łyżki miękkiego masła lub innego oleju np. kokosowego
dodaj zmiksowane daktyle i wymieszaj mikserem

Następnie dodaj:

1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej lub zwykłej
1/2 szklanki zmielonych płatów owsianych
prawdziwą wanilię lub esencję waniliową (można pominąć)
łyżeczka cynamonu
łyżeczka proszku do pieczenia
czubata łyżka kakao
namoczone rodzynki lub inne owoce
1 czubata szklanka surowej marchewki startej na małych oczkach

Wszystko wymieszaj mikserem, po czym formuj małe kulki i rozpłaszczaj je tworząc małe ciasteczka.

Piecz 15 minut, 180 st, termoobieg na środkowym poziomie piekarnika

Smakują niczym wyborne ciasto marchewkowe i znikają w oka mgnieniu. Z porcji wychodzi ok 12 szt. więc od razu zrób 2 porcje. U nas wczoraj zniknęły nim zdążyłam zrobić im porządną sesję 🙂 Ja już grzeję piekarnik, a Ty?

Smacznego 🙂

Ps. a jakiego warzywa Ty nie lubiłaś? 🙂

nowe-1-241nowe-1-242nowe-1-243