Ponoć w blogosferze istnieje zwyczaj podsumowania roku swojej pracy. Wcześniej się nie wyrobiłam, to może jeszcze zdążę:) Pisze się wtedy o rzeczach ciekawych i mniej istotnych, które miały miejsce w ciągu roku blogowej pracy. Wyznacza się cele i marzenia, które chce się realizować w roku następnym. Dziękuje się wszystkim, których wkład w pracę bloga jest nieoceniony i takie tam :). Ponieważ chwilowo mam przedszkole w domu, więc czasu na wylewne słowa mało. Mimo wszystko postanowiłam zrobić swoją własną inwentaryzację. Bo jeśli komuś się dziś nudzi to może zechce jeszcze dziś wejść na bloga i poczytać wcześniejsze wpisy, które wyszły spod mojego pióra, a były naprawdę fajne. Bo nudzi się Wam, prawda? 🙂 W ogóle wszystko co piszę jest fajne, więc jak ktoś coś przeoczył, to ma szansę to nadrobić.

W sumie mogę podsumować nie rok swojej blogowej pracy, a jedynie 4,5 miesiąca. Tak, tak. Jestem z Wami i dla Was tak krótko, ale nie mam zamiaru nigdzie się ruszać. Jak zaczęłam? Z lekkim niedowierzaniem i pytaniami, które krzątały się po mojej głowie … było ich wiele, a jedno z podstawowych brzmiało – „Ktoś mnie będzie czytał?”. Serio. Myślałam o tym pełne trzy godziny.  A tu proszę … czytacie mnie Wy wszystkie, które jesteście ze mną od początku, lub od dnia lub dwóch. No więc ruszyłam 13 sierpnia, pisząc o pasji Wiki … wciąż aktualnej zresztą. Potem zaczynały się lekko porodowe tematy, które ze względu na moją zaawansowaną ciążę z Mają, nie były mi obce, a wręcz przeciwnie – wszystko co ciążowe chłonęłam jak gąbka. W końcu we wrześniu razem z Wami wylądowałam w szpitalu a na świat przyszła Ona – nasza druga córa. Ja dodawałam wiary Wam, tym, którzy czekają na cc, pokazując, że to też jest poród, wbrew opinii wielu (klik), a Wy wspierałyście mnie. Taka symbioza! O tak. W symbiozie można żyć też z Mamąlife, nie tylko z własnymi dziećmi :). Potem był październik, listopad i grudzień, by za 2 godziny był styczeń.

Siadłam, pomyślałam, ile emocji włożyłam w tego bloga, ile odczytałam komentarzy, ile prywatnych wiadomości mi nadesłałyście, opowiadając o sobie, swoich problemach, o życiu, które jest Waszym udziałem. Siadłam, pomyślałam i powiedziałam sobie : „ Jestem z tego mega dumna„. Jestem naprawdę szczęśliwa, że rozwinęłam swoje skrzydła, mimo, że w sierpniu nie potrafiłam jeszcze latać. Ale wierzyłam w to, że mogę być orłem, że będę orłem i to właśnie ta wiara powodowała i wciąż powoduje, że każdego dnia wstaję rano i myślę nie tylko o swojej rodzinie, o tym, co wrzucić do gara, albo o nieogarniętym mieszkaniu,  ale także o tym miejscu – miejscu w sieci, w którym realizuję się nie tylko jako Mama, ale także jako Kobieta. Bo prawdę jest, że choć macierzyństwo to najpiękniejsza przygoda w życiu, która mnie spotkała, to mam też swoje drugie Ja. „Ja”, które podpowiada mi, że moje dzieci będą szczęśliwe również wtedy kiedy ja będę zadowolona. A taką radość daje mi ten Blog. Moja pasja, moja praca.

Co więc w nowym roku? Szykuję Wam wiele ciekawych tematów, warsztatów, spotkań, konkursów. Jednym słowem – blog się rozkręca, pomysły przychodzą do głowy i nie pozostaje mi nic innego jak je realizować. Dalej będę pokazywała Wam nasz mały świat. Świat wypełniony miłością . Bo miłość ma wielką MOC 🙂

Na koniec kilka tekstów, które były mi szczególnie bliskie. Może któryś Ci umknął?

1. Martwiłam się, że nie mam butów …

2. List do rodziców …

3. Podzielić miłość …

4. Nie chcę córki, chcę syna …

5. Cesarka to nie poród …

A i dziękuję Bartkowi – bez jego motywacji i nieocenionej pomocy, dziś stałabym w miejscu. Kocham

Na koniec dwa słowa do Ciebie:

Mam nadzieję Kochana (tak, tak – piszę do każdej z Was osobno), że zostaniesz w tym miejscu ze mną na dłużej. Lajkuj, komentuj, gdy coś Cię trapi, pisz do mnie śmiało – pomogę, wesprę, a czasem po prostu wysłucham. I tyle … 

I wiecie za co lubię 31 grudnia każdego roku? Bo do wiosny zostało już tuż, tuż … 🙂

nowe-1-41