Zapewne nie jestem jedyną Mamą, która zastanawia się nad tym, co wydarzy się we wrześniu. Śledzę najnowsze informacje, choć wiem, z doświadczenia ostatnich miesięcy, że o wszystkim dowiemy się zapewne w sierpniu. Żeby było śmiesznie, pewnie 24… Będziesz mieć Polaku tydzień. Ale…

Wtedy nie będzie czasu na analizę. Wtedy będzie czas na konkretne działania. Bo jeśli moje dziecko we wrześniu nie pójdzie do szkoły, a drugie do przedszkola, to będzie to dla mnie ogromnie trudny czas, którego nie wynagrodzi mi żaden zasiłek opiekuńczy.

Co by tu dużo mówić. Do tej pory nie dostałam ani grosza za to, że od marca razem z Wiki uczyłam się w domu, więc nie liczę, że gdyby spełnił się scenariusz, o jakim mówi się po cichu, a ostatnio coraz głośniej… nagle spłyną mi pieniądze, które pomogą mi chociażby opłacić opiekunkę, gdy będzie wymagała tego sytuacja…

A ja mam plany. Już to sobie w głowie poukładałam, jak będzie wyglądał mój każdy dzień w tygodniu. I jeśli będę na nowo musiała wcielić się w rolę nauczycielki, to wszystko pryśnie. Odłoży się w czasie, o kilka kolejnych miesięcy, a najczęściej wypowiadanym przeze mnie duetem słów będzie „nie ogarniam„. 

Pomimo doświadczenia w przebywaniu z dziećmi w domu, nauczanie zdalne nie było dla nas łatwe. Wiki nie należy do dzieci, które punkt 9 były gotowe do nauki, w której nie potrzebowały pomocy. To pierwszoklasistka, a nie uczennica Liceum. Choć starałam się jej tłumaczyć poczucie obowiązku i odpowiedzialności za to co robimy, słabo mi to wychodziło. Ona mogłaby robić wszystko, byle nie siadać do lekcji, a ja to rozumiałam, bo będąc na jej miejscu robiłabym dokładnie to samo. Inaczej słucha się nauczyciela, a inaczej rodzica i niestety w kwestii nauczania – nauczyciel wygrywa. Więc walczyłam. Mówiłam, rozmawiałam, a gdy już widziałam w jej oczach migające światełka, siadałam obok niej, patrząc na to, co robi, bo gdybym tego nie robiła, w sekundę jej entuzjazm by opadł. A tutaj… przeczytaj dziecku opowiadanie… włącz mu na YT piosenkę, daj mu ćwiczenia z  polskiego i matmy. Dopilnuj by narysował rysunek. Przeczytaj mu lekturę. Przypomnij o  zadaniu z etyki. Pamiętaj o przyrodzie. Poćwicz z dzieckiem, bo przecież ma dziś WF… A potem zrób zdjęcia, prześlij nauczycielce i czekaj na wskazówki na kolejny dzień…
Syzyf miał lepiej.  

Efekt był taki, że zamiast skupiać się na swojej pracy, przez pierwszą część dnia robiłam za kucharza, nauczyciela i rodzica, a przez resztę dnia za opiekunkę, znów kucharza (jak to się dzieje, że gdy dzieci są w domu, chcą jeść co godzinę?) i rodzica. Wieczorami byłam animatorem przed snem, a jak szły spać, zaczynałam się bawić w sprzątaczkę i gdzieś na szarym końcu brałam się za swoją pracę, po cichu licząc, że może ten zasiłek obiecany wpadnie, a go jak nie było, tak nie ma. 

I choć daleka jestem od polityki, afer i doszukiwania się we wszystkim drugiego dna, to jednak w tej jednej kwestii nie potrafię sobie odpowiedzieć „dlaczego?”. Dlaczego mamy taki system, który informuje za późno… który robi wszystko na odwrót (jak się wirus pojawia wszystko się zamyka, nawet las… a jak się rozkręca to się nagle wszystko otwiera…) i w którym my – rodzice i przedsiębiorcy – jesteśmy zdani sami na siebie. 

Bo jak samodzielna mama, mająca własna działalność, ma być wszystkim w jednym, mając tylko dobę, wcale nie 24 – godzinną? Wychowywanie dzieci, ich zdalna nauka i jeszcze praca zawodowa – może i będzie od września do ogarnięcia, ale czuję, że niejeden siwy włos pojawiłby mi się na głowie…

Bo nie zostałam nauczycielem z własnego wyboru, ale z konieczności za cudzy wybór. Może najwyższa pora, by za tą pracę, jeśli znowu będę musiała ją wykonywać, ktoś zapłacił mi pełną pensję? Bo na inną pracę nie znajdę czasu… 

I doprawdy współczuję rodzicom uczniów z klas wyższych. Bo dziś o chemii, matematyce i fizyce nie mam zielonego pojęcia, a przy takim trybie, zanim zostaną nauczycielami swoich dzieci, musza najpierw wieczorem stać się studentami. Prawda?…